Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo cywilne

Prawnicy muszą sięgać po orzecznictwo

Ten tekst przeczytasz w 9 minut

Przekonująca argumentacja jest głównym orężem pełnomocników stron na sali sądowej, gdy w pozwie są podnoszone przepisy, których interpretacja jest sporna

Dziewięcioletni Patryk W. przyszedł do szkolnego kolegi Damiana G., i poprosił, by wyszedł z nim na plac zabaw. Matka chłopca pozwoliła mu wyjść na 15 minut. Z kredek, plasteliny i wykałaczek, które zabrał ze sobą Damian, chłopcy skonstruowali procę i strzelali w drzewa. Niestety w trakcie zabawy doszło do wypadku - Damian strzelił Patrykowi w oko i w efekcie chłopiec na nie niedowidzi. Rodzice poszkodowanego złożyli pozew do sądu i zażądali od rodziców kolegi ich syna zadośćuczynienia. Pełnomocnik małoletniego Patryka powoływał się na art. 427 kodeksu cywilnego. Zgodnie z nim kto jest zobowiązany do nadzoru nad osobą, której z powodu wieku winy poczytać nie można, ten zobowiązany jest również do naprawienia szkody wyrządzonej przez tę osobę, chyba że uczynił zadość obowiązkowi nadzoru albo że szkoda powstałaby także przy starannym nadzorze.

Sąd rejonowy uwzględnił powództwo w części i zasądził na rzecz Patryka 50 tys. zł zadośćuczynienia i rentę w wysokości 100 zł miesięcznie. Oddalił jednocześnie powództwo w stosunku do ojca chłopca, gdyż uznał, że skoro ten był w pracy, to za sprawowanie nadzoru nad synem odpowiadała matka. Zdaniem sądu do wypadku doszło właśnie z powodu jej zaniedbania. Kobieta wniosła apelację, w wyniku której powództwo zostało oddalone. Zdaniem sądu okręgowego matce nie można zarzucić zaniedbań wychowawczych. Nic też nie zapowiadało niebezpieczeństwa - chłopcy byli bowiem kolegami, a wykałaczki były używane w szkole na lekcjach plastyki. Sąd II instancji uznał więc, że pozwana obaliła domniemanie co do jej winy w nadzorze, wykazując, że uczyniła zadość ciążącemu na niej obowiązkowi nadzoru nad synem.

adca prawny Roman Rumpel, prowadzący własną kancelarię w Łodzi, stwierdził, że: sąd II instancji, wydając zaskarżony wyrok, dopuścił się naruszenia art. 427 k.c. wobec przyjęcia, że pozwana uczyniła zadość obowiązkowi nadzoru nad małoletnim Damianem G.

Zwrócił on też uwagę, że pojęcie winy w nadzorze, a w szczególności jego zakres znaczeniowy, wywołuje kontrowersje w polskiej doktrynie. Głównym przedmiotem sporu jest kwestia, czy nadzór należy ujmować wąsko, rozumiejąc pod tym pojęciem tylko kontrolę nad poczynaniami dziecka, czy też powinien on być pojmowany szerzej i obejmować również działania stricte wychowawcze. W tej materii w literaturze przedmiotu zarysowały się wyraźnie dwa odmienne stanowiska. Pierwsze z nich jest przeciwko włączaniu wychowania do zakresu pojęcia nadzór z art. 427 k.c. Z drugiej strony w doktrynie obecny jest pogląd, w myśl którego do pojęcia nadzoru należy włączać także czynności o charakterze wychowawczym. Kto ma obowiązek wychowania dziecka, ma też obowiązek jego nadzorowania.

Wątpliwości w doktrynie i judykaturze budzi także zakres obowiązków w ramach nadzoru sprawowanego nad małoletnimi w zależności od ich wieku.

Radca prawny Barbara Sokołowicz, prowadząca własną kancelarię w Łodzi, stwierdziła, że: w literaturze nadzór rodziców został uznany za jeden ze składników władzy rodzicielskiej, a konkretnie sprawowania przez rodziców pieczy nad dzieckiem. Sąd II instancji wziął pod uwagę szersze pojęcie nadzoru. Świadczy o tym chociażby powołanie się na wyrok SN z 8 kwietnia 2003 r. (sygn. akt IV CKN 50/01), który stwierdził, że zakres obowiązku nadzoru i stawiane wymagania co do rozmiaru staranności i rodzaju podejmowanych działań nie mogą być określane jednolitą, abstrakcyjnie ujętą miarą w oderwaniu od środowiska i miejscowych stosunków. Obowiązek nadzoru jest obowiązkiem należytej staranności w przygotowaniu małoletniego do właściwego życia w społeczeństwie. Miernikiem staranności w tym wypadku był miernik przeciętnej matki, którego zastosowanie pozwoliło na przyjęcie, iż pozwana należycie wykazała swój brak winy. Jak wynika z art. 427 k.c., ustawodawca dopuszcza możliwość wykonywania nadzoru nad starszymi dziećmi, to jest oczywiste, że nadzór nie może mieć charakteru stałego i bezpośredniego kontaktu z takim dzieckiem, a zatem polega na wydawaniu poleceń i formułowaniu reguł postępowania, czego nie można określić inaczej jak wychowanie.

SN 3 października 2012 r. oddalił skargę kasacyjną (sygn. akt II CSK 737/11). Wskazał, że rodzice nie ponoszą odpowiedzialności za szkody wyrządzone przez ich dziecko, jeżeli nie można było ich przewidzieć. Uznał, że można pociągnąć do odpowiedzialności na zasadzie art. 427 k.c., wówczas gdy wystąpi normalny związek przyczynowy między zaniedbaniem rodzica a zdarzeniem, które doprowadziło do szkody.

Zdaniem SN w tej sytuacji był to typowy nieszczęśliwy wypadek. Trudno bowiem przewidzieć, że z kredek, plasteliny i wykałaczek można skonstruować procę. Chłopiec nie był też trudnym dzieckiem, więc nie było konieczności pilnowania go podczas zabaw na podwórku. Nie było więc podstaw, by uznać, że mógł wyrządzić komuś krzywdę. Na powodzie ciążył obowiązek udowodnienia konkretnych zaniedbań wychowawczych rodziców pozwanego, czego jednak nie wykazał.

Waldemara Żurka, członka Krajowej Rady Sądownictwa: należy w pełni podzielić stanowisko SN, które każe zaliczyć tę sytuację do kategorii nieszczęśliwych wypadków. Zachowania społeczne czasem bardzo trudno poddają się zobiektywizowanym ocenom. SN dotyka także trwającego w doktrynie sporu, czy właściwy nadzór oznacza także prawidłowe metody wychowawcze, wskazując, że chłopiec, który spowodował wypadek nie był trudnym dzieckiem, więc także nie było konieczności, aby matka pilnowała go podczas zabaw na podwórku, a powód nie wykazał, pomimo ciążącego na nim ciężaru dowodu, żadnych konkretnych zaniedbań wychowawczych rodziców pozwanego. To kontynuacja zdroworozsądkowego rozstrzygania tego typu spraw, z bezpośrednim odniesieniem się do uzasadnienia wyroku SN z 8 kwietnia 2003 r. (sygn. akt IV CKN 50/01).

Zakres obowiązku nadzoru i stawiane wymagania, co do rozmiaru staranności i rodzaju podejmowanych działań, nie mogą być określane jednolitą, abstrakcyjnie ujętą miarą w oderwaniu od środowiska i miejscowych stosunków. Warto przytoczyć wyrok Sądu Apelacyjnego w Poznaniu (sygn. akt I ACa 987/09), który podkreśla, że obowiązek dbałości o życie i zdrowie człowieka może wynikać nie tylko z normy, lecz także ze zwykłego rozsądku. Natomiast Sąd Apelacyjny w Katowicach (sygn. akt I ACr 377/96) mówi, że odpowiedzialność sprawującego nadzór tylko wówczas może wchodzić w rachubę, gdy poszkodowany zdoła mu udowodnić konkretne zaniedbanie w sprawowaniu nadzoru, które pozostaje w związku przyczynowym ze szkodą.

Niewątpliwie w przedmiotowej sprawie winy takiej nie dało się przypisać rodzicom. Podzielając stanowisko SN, podnieść należy, iż w tego typu sprawach konkretny stan faktyczny zazwyczaj będzie determinował rozstrzygnięcie zakreślające odpowiedzialność rodziców.

@RY1@i02/2012/216/i02.2012.216.07000080c.802.jpg@RY2@

Ewa Maria Radlińska

Ewa Maria Radlińska

ewa.radlinska@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.