Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Polskie przedsiębiorstwa naruszają umowy licencyjne

17 listopada 2015

Duża część oprogramowania komputerowego nie ma określonego czasu trwania licencji. Polskie prawo wskazuje jednak na maksymalnie pięcioletnie korzystanie z programu. W efekcie wiele firm nieświadomie łamie prawo autorskie

Ważną cechą umowy licencyjnej jest jej terminowy charakter oraz uprawnienie do korzystania z utworu jedynie w zakresie w niej wskazanym. Licencja może zatem dać możliwość używania oprogramowania w różnym okresie. Jednak zgodnie z ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych (t.j. Dz.U. z 2006 r. nr 90, poz. 631 ze zm.), jeżeli okres ten nie został wskazany, z oprogramowania można korzystać maksymalnie przez pięć lat. Po tym czasie umowa wygasa. Niewiele osób wie o tej regulacji. Konsekwencją może być wystąpienie przez producenta o zaprzestanie użytkowania programu. Co więcej, audyt wewnętrzny lub zewnętrzny np. policji gospodarczej może wykazać, że w firmie stosuje się oprogramowanie bez licencji.

- Nawet profesjonalni uczestnicy rynku IT nie mają świadomości, że wdrożeniu oprogramowania i związanych z nim rozwiązań dodatkowych powinna towarzyszyć umowa licencyjna lub umowa przenosząca autorskie prawa majątkowe - mówi Damian Łukaszyk, wspólnik w DAMAL Sp. z o.o., prelegent podczas IV Międzynarodowej Konferencji CopyCamp 2015.

Kiedy takiej umowy nie ma, nawet w przypadku domniemania licencji ustnej należy przyjąć pięcioletni okres jej obowiązywania. Problem w tym, że w branży IT częściej stosuje się umowę o dzieło lub rachunek za stworzenie programu, nie określając dokładnie warunków korzystania z produktu. Mimo to ustawa obejmuje również tego typu transakcje.

Co w przypadku kiedy strony uzgodnią dłuższą licencję? Wtedy i tak po pięciu latach umowa przekształca się w zawartą na czas nieoznaczony - a to otwiera możliwość jej wypowiedzenia w dowolnym czasie. Podobnie w przypadku udzielenia licencji na czas nieokreślony, gdzie określa się dokładny czas wypowiedzenia. Słowo "nieokreślony" może tu bowiem mylić.

- Użytkownik oprogramowania może błędnie myśleć, że taka licencja daje mu możliwość nieograniczonego w czasie korzystania z programu - mówi Aleksandra Dolak, senior associate w JSLegal.

Jednak w tym przypadku okres trwania licencji również reguluje ustawa, ograniczając go do pięciu lat. Co więcej: jest możliwe, aby umowę zawarto na czas nieoznaczony z brakiem możliwości jej wypowiedzenia. Jednak i tu należy pamiętać o bezwzględnie obowiązującym art. 3651 k.c., który zakazuje takich postanowień umownych, które wyłączają uprawnienie stron umowy do jej wypowiedzenia. Nie da się więc ustanowić realnej umowy wiążącej "na zawsze" - po 5 latach mimo wszystko pojawi się możliwość jej wypowiedzenia przez producenta oprogramowania. Najlepszym dla użytkownika wyjściem byłoby zawrzeć z twórcą programu umowę pisemną, na podstawie której prawa do tego programu zostaną przeniesione.

- Jest to jednak sytuacja praktycznie niespotykana w przypadku programów, które nie zostały stworzone na indywidualne zamówienie - informuje Dolak. Jak wygląda praktyka? W wielu przypadkach, zwłaszcza wśród małych i średnich przedsiębiorców, brakuje umów licencyjnych. Z ustawy wynika domniemanie istnienia licencji w przypadku zawarcia umowy na oprogramowanie bez jednoznacznego przeniesienia praw majątkowych. Ale zdaniem ekspertów prawo jest niedoskonałe.

- Nie można domniemywać, że taka licencja istnieje, jeżeli między kontrahentami nie było takiego porozumienia - uważa Joanna Łukaszyk, adiunkt UTH i prelegent podczas CopyCamp 2015.

W takich przypadkach dochodzi do sytuacji, gdy oprogramowanie nie jest uregulowane ani licencją, ani przeniesieniem praw majątkowych. Czym zatem dokładnie jest umowa licencyjna?

- Ustawa nie definiuje jej wprost, odnosi się tylko do jej postaci (licencji wyłącznej i niewyłącznej), uprawnień z niej wynikających oraz możliwości jej wypowiedzenia - mówi dr Łukaszyk.

Art. 41 ust. 2 ustawy nazywa ją umową o korzystanie z utworu. Nabycie egzemplarza oznacza zawarcie umowy licencyjnej. Można ją określić jako dwu- lub wielostronną czynność prawną, z której wynika uprawnienie licencjobiorcy do korzystania z utworu przez czas w niej wskazany. Ważną cechą umowy licencyjnej jest więc jej terminowy charakter oraz uprawnienie jedynie do korzystania z utworu w zakresie w niej wskazanym. Licencja nie jest bowiem przeniesieniem autorskich praw majątkowych. Problem odnosi się także do użytkowników indywidualnych. Rzadko czytają oni umowy licencyjne, gdyż ich zatwierdzenie odbywa się podczas instalacji oprogramowania. A to błąd, bo użytkowanie np. legalnie nabytego pakietu Microsoft Office z 2007 roku może być dziś uznane za bezprawne. W efekcie producent w każdej chwili może wystąpić - i często występuje - o zaprzestanie użytkowania jego produktu. W panelu użytkownika pojawia się podświetlony na czerwono komunikat o wygaśnięciu licencji.

Zdaniem ekspertów pojęcie umowy licencyjnej przewidziane w prawie autorskim nie jest dostosowane do rynku programów komputerowych.

- Licencja musi określać, jak powinno przebiegać korzystanie z utworu, wskazywać termin jej obowiązywania oraz zakres dopuszczalnych działań licencjobiorcy - uważa dr Joanna Łukaszyk.

Jej zdaniem nie można stawiać znaku równości pomiędzy książką czy piosenką a programem komputerowym, którego cel i sposób korzystania są zgoła odmienne.

Ważne

Ważną cechą umowy licencyjnej jest jej terminowy charakter oraz uprawnienie do korzystania z utworu jedynie w zakresie w niej wskazanym

Jakub Styczyński

 jakub.styczynski@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.