Dziennik Gazeta Prawana logo

Nie ma równych i równiejszych

13 maja 2015

Mam 6-letnią córeczkę opóźnioną umysłowo. Staram się ją jednak wszędzie z sobą zabierać, bo kontakt ze światem zewnętrznym wpływa korzystnie na rozwój dziecka. Jednak po tym, jak Ewunia zanieczyściła podłogę w osiedlowym markecie, nie tylko musiałam zapłacić za sprzątanie, ale zakazano nam wstępu na teren placówki. Czy jej szefowie mogli się posunąć do takich działań - pyta pani Halina

Córeczka naszej czytelniczki jest niepełnosprawna w myśl rozumienia definicji sformułowanej przez Światową Organizację Zdrowia. Zgodnie z nią osoba niepełnosprawna to taka, w której istotne uszkodzenia i obniżenie sprawności działania organizmu powodują uniemożliwienie, utrudnienie lub ograniczenie sprawnego funkcjonowania w społeczeństwie. Opisane zachowanie dziecka dowodzi, że jest ono dotknięte największym, określanym w przepisach jako głęboki, stopniem niepełnosprawności. Co prawda, będąc upośledzona umysłowo, uczestniczy bez wątpienia obowiązkowo w zajęciach rewalidacyjno-wychowawczych (obowiązek szkolny dotyczy wszystkich obywateli do 18. roku życia), ale jak widać, nie opanowała umiejętności sygnalizowania potrzeb fizjologicznych, bo zdolności uczenia i koncentracji u takich osób są bardzo zaburzone, jeśli nie wręcz niemożliwe, ograniczone do bardzo podstawowych czynności. Nie może się więc obejść bez opieki matki. Ta jednak nie ma możliwości, czy też nie zawsze jest w stanie zapobiec reakcjom dziecka bądź je przewidzieć. Zachowanie szefów placówki ma wszelkie znamiona dyskryminacji, a tej polskie prawo zakazuje. Można wręcz mówić o formie segregacji, bo zakaz wstępu do marketu jest faktycznie próbą ograniczenia dostępu do normalnego życia. Zakaz wstępu to przykład nieludzkiego, poniżającego traktowania, co również jest prawnie niedopuszczalne. Ogranicza też wolność dziecka, które niczemu nie jest winne, gdyż jest po prostu chore. Już Konstytucja RP gwarantuje wolność każdemu obywatelowi naszego kraju i nakazuje poszanowanie wolności innych. Nikogo nie można zmuszać do czynienia tego, czego prawo mu nie nakazuje - mówią przepisy ustawy zasadniczej. A wszelkie ograniczenia w korzystaniu z prawa do wolności może wprowadzić tylko osobna, nowa ustawa, a nie kierownik marketu. Naturalnie szefostwo placówki może się powołać na wewnętrzne regulaminy zakazujące choćby brudzenia w sklepie. Jednak absurdalne byłoby postawienie takiego zarzutu dziecku, które nie odpowiada za swoje czyny. Natomiast matka, powołując się na zapisy kodeksu cywilnego mówiące o naruszeniu dóbr osobistych, może śmiało żądać, aby zakaz został uchylony, gdyż jest po prostu bezprawny.

Pozostało 91% treści
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną subskrypcją Premium.
Skorzystaj z PROMOCJI NA PIERWSZY MIESIĄC.

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich treści:
wyjaśnień ekspertów, raportów i pogłębionych analiz oraz narzędzi dla specjalistów.

Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.