Coś pomiędzy prawem a sprawiedliwością
Ten, kto nie poszedł do sądu, od razu przegrał. Nie wystarczy mieć rację, trzeba jeszcze umieć to pokazać, wyłożyć karty na stół. I wytrzymać presję
W pewnej starej bibliotece na półce stała książka. Nie wiem o czym, ale jej tytuł zawsze mnie fascynował: "Między ustami a brzegiem pucharu". Podobała mi się zawarta w nim sugestia, że między jednym a drugim, z natury rzeczy bliskim sobie, może się jeszcze wiele zdarzyć i zmieścić. Podobnie dzieje się między prawem a sprawiedliwością. Ktoś mógłby powiedzieć: "Niestety". A ja przekornie i z przekonaniem mówię: "Stety, stety". Na tym polega wymiar sprawiedliwości: jest tym wszystkim, co się może zdarzyć między ustami a brzegiem pucharu. Zilustruję to opowieścią o pewnym oszuście. Dla ułatwienia narracji opowiem tę historię w osobie pierwszej, tak jakbym to ja była prawniczką z tej opowieści.
Skorzystaj z PROMOCJI NA PIERWSZY MIESIĄC.
Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich treści:
wyjaśnień ekspertów, raportów i pogłębionych analiz oraz narzędzi dla specjalistów.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z PROMOCJI NA PIERWSZY MIESIĄC.
Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich treści:
wyjaśnień ekspertów, raportów i pogłębionych analiz oraz narzędzi dla specjalistów.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.