Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo administracyjne

Autoryzacja to prawo urzędnika, nie obowiązek

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Autoryzacja chroni integralność wypowiedzi w większym stopniu niż jej literalną formę. Powinna ona zapewnić rzetelne uchwycenie intencji rozmówcy, nie pozbawiając czytelników prawa do informacji o tym, jak kształtowała się - ostatecznie autoryzowana - wypowiedź osoby pełniącej funkcje publiczne.

Instytucja autoryzacji zakotwiczona jest głównie w art. 14 ust. 2 ustawy - Prawo prasowe (Dz.U. z 1984 r. nr 5, poz. 24 z późn. zm.; PrPras), w którym czytamy: "Dziennikarz nie może odmówić osobie udzielającej informacji autoryzacji dosłownie cytowanej wypowiedzi, o ile nie była ona uprzednio publikowana". Zwłaszcza w kontekście wyroku TK z 29 września 2008 r. (sygn. akt SK 52/05), potwierdzającego nie sprzeczność art. 14 ust. 1 i 2 PrPras z ustawą zasadniczą, poddano instytucję autoryzacji drobiazgowej ocenie. W teście konstytucyjnym szło o odpowiedź, czy autoryzacja ukształtowana w 1984 r. mieści się w ramach trzech wolności jednostki, zapisanych w art. 54 konstytucji: wolności pozyskiwania informacji, ich rozpowszechniania oraz wyrażania poglądów.

Pomimo licznych wypowiedzi doktryny oraz orzeczeń sądowych życie codzienne autoryzacji dalekie jest od klarowności. Już w tym miejscu przypomnijmy dla porządku, że obowiązek dziennikarza, aby autoryzować tekst, jest aktywowany przez żądanie rozmówcy i oczywiście nie dotyczy omówienia wypowiedzi, lecz cytatów z niej.

Autoryzacja nie jest swoistą drugą instancją w procesie rozumowania osoby udzielającej informacji. Nie powinna służyć temu, aby rozmówca legalnie mógł odwracać kota ogonem i przeinaczać swoje słowa. Nie służy też blokowaniu publikacji poprzez przeciąganie do granic rozsądku ram czasowych na jej dokonanie. Nieprawdziwa jest teza, że prawo nie wyznacza czasu na dokonanie autoryzacji. Zgodnie z regułami wnioskowania trzeba przyjąć, że gdy rozmówca dziennikarza zna przewidywany termin publikacji i godzi się na wypowiedź, to znaczy, że zobowiązuje się dokonać ewentualnej autoryzacji w czasie umożliwiającym publikację. W przypadku dzienników ów czas będzie liczony w godzinach, w przypadku tygodników w dniach etc. Nieco wulgaryzując ten pogląd, wypada przyjąć, że autoryzacja ma być dokonana bez zbędnej zwłoki, a ten, kto się opóźnia, per se rezygnuje ze swojego prawa. Osoba wypowiadająca się w prasie ma prawo, a nie obowiązek autoryzowania dosłownych cytatów.

Reguły dokonywania autoryzacji przez podmioty wykonujące zadania publiczne albo osoby pełniące funkcje publiczne w rozumieniu art. 5 ust. 3 ustawy o dostępie do informacji publicznej (Dz.U. z 2001 r. nr 112, poz. 1198 z późn. zm.; UoDIP) są bardziej dla nich restrykcyjne. Każdemu z nas, a zatem i dziennikarzowi, przysługuje prawo do informacji publicznej, a wypowiedź osób pełniących funkcje publiczne na temat ich pracy zawodowej jest informacją publiczną w rozumieniu art. 1 ust. 1 UoDIP. Co z tego wynika? Ano, że dziennikarz ma prawo poinformować swoich czytelników, co powiedziała mu osoba pełniąca funkcję publiczna nawet jeżeli wyraźnie sprzeciwia się ona takiej publikacji. Oczywiście nie chodzi tutaj o przypadki naruszania praw osób trzecich czy współuczestnictwo w przestępstwie. Przedmiotem ochrony jest jawność spraw publicznych, w tym jawność niemądrych wypowiedzi osób pełniących funkcje publiczne, które próbują się schować za instytucją autoryzacji.

W mojej ocenie legalnym i nienaruszającym art. 14 ust. 2 PrPras zachowaniem byłoby opublikowanie informacji, iż poseł, radny czy wójt w rozmowie powiedział "A", używając słów takich, a takich, a następnie w ramach autoryzowania wypowiedzi stwierdził "Z" - i tu następuje cytat. Pierwsza część informacji jest niczym innym jak realizowaniem prawa do informacji, a z kolei druga jest dosłownym cytowaniem wypowiedzi, za którą to wypowiedź odpowiada nasz poseł, radny czy wójt.

Sprawa jest jeszcze bardziej oczywista, gdy wypowiedzi są przesyłane przez funkcjonariusza publicznego drogą elektroniczną, a następnie ich autor zgłasza niepohamowaną potrzebę ich modyfikacji w ramach autoryzacji. Otóż e-mail ww. osoby jest dokumentem urzędowym, do którego wszyscy mamy zasadniczo dostęp. W rozumieniu art. 6 ust. 2 UoDIP "dokumentem urzędowym (...) jest treść oświadczenia woli lub wiedzy, utrwalona i podpisana w dowolnej formie przez funkcjonariusza publicznego (...) , w ramach jego kompetencji, skierowana do innego podmiotu lub złożona do akt sprawy".

Można się zżymać, że ustawodawca w art. 6 wspomina o funkcjonariuszach publicznych, a nie tak jak w art. 5 o osobach pełniących funkcje publiczne, ale nie zmienia to sedna sprawy. Dziennikarz, przywołując dosłowne brzmienie e-maila funkcjonariusza publicznego, cytuje fragment dokumentu urzędowego i nie musi oczekiwać na autoryzowanie jego treści. Wiązanie z opisaną sytuacji sankcji karnych jest nieuprawnione.

@RY1@i02/2013/156/i02.2013.156.18300090a.802.jpg@RY2@

Piotr Bodył Szymala radca prawny, wykładowca WSB w Poznaniu, dyrektor obsługi prawnej BZ WBK

Piotr Bodył Szymala

 radca prawny, wykładowca WSB w Poznaniu, dyrektor obsługi prawnej BZ WBK

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.