Dziennik Gazeta Prawana logo

Prawo się zmienia, a inwestorzy muszą sobie radzić

3 lipca 2018

15 listopada 2010 r. obchodziliśmy drugą rocznicę wejścia w życie ustawy o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko.

Określa ona nowe zasady uzyskiwania decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach. Data ta jest tym ważniejsza, że wiąże się z wejściem w życie rozporządzenia w sprawie przedsięwzięć mogących znacząco oddziaływać na środowisko, zmieniającego dotychczasowe listy inwestycji wymagających takich decyzji.

Oba akty prawne mają zakończyć proces dostosowania polskiego prawa do aquis communautaire w zakresie ocen oddziaływania na środowisko i zwiększyć poziom unijnych dotacji. Brzmi to dość osobliwie, zważywszy, że oficjalny proces harmonizacji prawa w obszarze środowisko zakończył się blisko dziewięć lat wcześniej, wraz z wejściem w życie ustawy - Prawo ochrony środowiska. Zamykająca przedakcesyjne negocjacje z UE regulacja była jednak kilkadziesiąt razy zmieniana. Nic nie zapowiada, że z nowymi przepisami będzie inaczej. Wspomniana na początku ustawa o udostępnianiu informacji w ciągu dwóch lat obowiązywania doczekała się już ośmiu nowel. A każda kolejna zmiana, poza szumem informacyjnym, prowokuje pytanie - czy nadal obowiązujące w Polsce prawo odpowiada standardom unijnym?

Niezależnie od tych zawirowań inwestorzy muszą sobie jakoś radzić z wypełnianiem zobowiązań finansowych i realizowaniem napiętych harmonogramów. Śledzą z uwagą kolejne przymiarki do udoskonalania systemu ocen oddziaływania na środowisko, a jednocześnie wdrażają pożyteczne, choć nieujęte żadną ustawą praktyki.

Jednym z godnych polecenia działań jest zlecenie inwentaryzacji przyrodniczej na długo przed złożeniem wniosku o decyzję o środowiskowych uwarunkowaniach. Jak wynika z dostępnych wytycznych, a także zwyczajów wielu urzędów, badanie otoczenia większych inwestycji powinno trwać około roku. Często przedsiębiorcy dowiadują się o tym zbyt późno, bo dopiero na etapie określania obowiązku przeprowadzenia oceny oddziaływania na środowisko. I kiedy według ich własnych kalkulacji pozostało sto dni do wydania decyzji, a zamówione materiały budowlane zalegają w magazynach, okazuje się, że trzeba jeszcze prześledzić tropy zwierząt na śniegu, policzyć ptaki w gniazdach, poszukać kumaka nizinnego, a jesienią zrobić zdjęcia grzybom.

Warto podjąć roboczą współpracę z przedstawicielami regionalnych dyrekcji ochrony środowiska (RDOŚ). Urzędy te powstały na mocy ustawy o udostępnianiu informacji o środowisku i m.in. biorą udział wydawaniu decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach, narzucając rozwiązania np. w kwestii ochrony przyrody.

Warto więc poprosić ich o opinię, zwłaszcza na etapie przygotowania raportu o oddziaływaniu na środowisko. Złożenie tego opracowania bez konsultacji zazwyczaj skutkuje wezwaniem do uzupełnienia, co wielokrotnie wydłuża procedury i fatalnie wygląda we wniosku o dofinansowanie UE. Podjęcie takich rozmów jest tym bardziej zalecane, że każdy urząd stosuje własne, indywidualnie wypracowane standardy oceny takiej dokumentacji. Oczywiście wspólne ustalenia muszą zostać uwzględnione w poprawionej wersji dokumentacji. W przeciwnym razie nie pomogą długie spotkania i codzienne telefony.

Przyjazne kontakty z RDOŚ nie powinny się kończyć wraz ze złożeniem raportu. Wielokrotnie w trakcie jego szczegółowej analizy rodzą się pytania, na które odpowiedzi należy szukać w terenie. Wychodząc naprzeciw potrzebom wielu urzędów, aby nie rozstrzygać zza biurka, inwestorzy muszą wykazać gotowość do udzielania wyjaśnień w miejscu planowanej inwestycji, zwłaszcza jeśli ma ona znaczne rozmiary lub jej lokalizacja koliduje z obszarami chronionymi. Tylko w ten sposób można przekonać co podejrzliwszych, że murawy kserotermiczne znajdują się w bezpiecznej odległości, a przeznaczony do wycinki fragment łęgu jest całkowicie zdegradowany.

Ostatnim elementem racjonalizującym ocenę oddziaływania na środowisko jest wspólne czytanie projektu decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach. Wpisywane tam zalecenia, które wiążą przecież wnioskodawcę, stanowią zazwyczaj wypadkową zawartości raportu i wcześniejszych doświadczeń urzędnika, związanych z innymi inwestycjami. Trudno jednak liczyć, że ktoś, kto wczoraj przeliczał kilometraż ekranów akustycznych wzdłuż autostrady, dziś stanie się ekspertem od zimnej redukcji stosowanej na gazociągu. Aby zapobiec komplikacjom, a co ważniejsze powtarzaniu procedury w związku ze zmianą decyzji, konieczna jest więc dyskusja nad jej projektem, zanim przedstawiciel administracji złoży na nim swój podpis.

Przedstawione tu rozwiązania z pewnością nie wyczerpują wszystkich pozaustawowych metod sprawniejszego uzyskiwania decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach. Z drugiej strony, okazały się one niezwykle skuteczne. To między innymi dzięki nim spółka GAZ-SYSTEM ma już większość decyzji dla niemal 1000 km gazociągów, wyjaśniła wątpliwości Komisji Europejskiej związane z ochroną środowiska i, co najważniejsze, pozyskała wielomilionową pomoc z funduszy Unii Europejskiej.

Artur Kawicki

Project Manager ds. Środowiskowych

GAZ-SYSTEM

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.