Rząd popełnił szkolny błąd w pisaniu prawa
Prawnicy przygotowujący rozporządzenie pracowali pod wielką presją czasu, a niewykluczone, że także polityków. Dlatego popełnili błędy, które teraz opozycja wykorzysta w walce z rządem.
Wskazali na nie prawnicy z Biura Analiz Sejmowych, którzy przeanalizowali rozporządzenie na wniosek Jerzego Polaczka, posła koła Polska Plus. Ten były minister infrastruktury był współautorem ustawy - Prawo lotnicze i od początku uważał, że przy powoływaniu komisji badającą katastrofę smoleńską mogło dojść do naruszenia prawa.
I okazało się, że jego podejrzenia były trafione. Eksperci Biura Analiz Sejmowych potwierdzili. - Przepisy rozporządzenia w zakresie, w jakim przyznają w szczególnych sytuacjach prezesowi Rady Ministrów uprawnienia, są... niezgodne z regulacjami art. 140 prawa lotniczego - napisali w analizie. A to właśnie dzięki tym przepisom premier uzyskał możliwość wpływania na obsadę członków komisji.
- Sama ustawa mówiła, że mogą to robić minister obrony w porozumieniu z szefem MSWiA. Przeraziliśmy się, że na tak ważną sprawę premier nie ma żadnego wpływu - tłumaczy w rozmowie z "DGP" wysoki rangą polityk PO.
Oprócz tego premier dostał też dodatkową kompetencję, a mianowicie prawo do podjęcia decyzji do zamknięcia prac komisji, a także, o ponownym ich wszczęciu gdy "pojawią się nowe okoliczności". Zdaniem prawników BAS to także pogwałcenie prawa.
Do napisania rozporządzenia zmusiła rząd sytuacja: Edmund Klich, który od 2006 roku stał na czele Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, po katastrofie smoleńskiej został też akredytowany przy rosyjskim Międzypaństwowym Komitecie Lotniczym MAK. 25 kwietnia podczas rozmowy z premierem Tuskiem stwierdził, że nie jest w stanie pogodzić tych dwóch funkcji. Trzeba więc było powołać kogoś nowego, do kogo premier ma pełne zaufanie. Na napisanie nowych przepisów prawnicy mieli bardzo mało czasu: kilkadziesiąt godzin, bo już 27 kwietnia weszły one w życie, a dzień później premier ogłosił, że na szefa komisji powołał Jerzego Millera z MSWiA. Argumentował, że chodzi o "odwojskowienie" komisji. Piloci byli przecież żołnierzami, trudno więc, by armia była sędzią we własnej sprawie.
Politycy opozycji chcą zaskarżyć rozporządzenie do Trybunału Konstytucyjnego - wtedy komisja i jej praca mogą zostać uznane za niezgodną z prawem. Już sama taka możliwość daje im do ręki polityczny oręż. - Ta sprawa pokazuje, z jakim brakiem zaangażowania i profesjonalizmu mamy do czynienia - mówi Jerzy Polaczek. - Premier i jego ministrowie przekonują nas o dobrych intencjach, a gdy sprawdzamy ich działania, wychodzą na jaw takie szkolne błędy.
Szkoda tylko, że niepoważny błąd może mieć poważne konsekwencje, które ciągnąć się będą przez najbliższe miesiące, a może nawet lata.
@RY1@i02/2010/137/i02.2010.137.000.004a.001.jpg@RY2@
Fot. Stefan Maszewski/Reporter
Premier Tusk chciał nadać pracom komisji wyższą rangę
Robert Zieliński
robert.zielinski@infor.pl
konstytucjonalista
Oba rozporządzenia wydane wiosną tego roku stanowią rażący przypadek naruszenia konstytucji. Mamy w nich do czynienia z ominięciem ustawy i rządzeniem rozporządzeniami. Oba są sprzeczne z art. 92 konstytucji i art. 140 ustawy - Prawo lotnicze. Żadne okoliczności nie mogą wpływać tu łagodząco - ani katastrofa, ani śmierć prezydenta. Ustawa może być zmieniona tylko ustawą.
Rozporządzenie może być wydane wyłącznie na podstawie upoważnienia zawartego w ustawie i w celu wykonania ustawy. Oznacza to, że upoważnienie powinno wskazywać dokładny przedmiot rozporządzenia i zawierać dokładne wytyczne dotyczące treści aktu. Rozporządzenie może uszczegóławiać regulacje, ale nie może zastępować ustawy. Jeżeli ustawa przewiduje pewne procedury, ustawa nie może ich rozbudowywać. Jeżeli więc ustawa reguluje, kto powołuje Komisję Badania Wypadków Lotniczych, rozporządzenie nie może tego zmieniać.
Rozporządzeniu do momentu stwierdzenia jego niekonstytucyjności służy domniemanie zgodności z prawem. Nad przestrzeganiem konstytucji czuwa prezydent, a Trybunał czuwa nad hierarchią aktów prawnych. Jeżeli premier po orzeczeniu Trybunału wciąż działałby zgodnie z niekonstytucyjnym rozporządzeniem, naruszałby prawo. Od tej pory podlegałby odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu.
*Autor jest konstytucjonalistą ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu