Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Źli i dobrzy policjanci

29 czerwca 2018

Niezwykle pouczający spektakl urządzili posłowie podczas prac nad nowelizacją ustawy z 29 stycznia 2004 r. - Prawo zamówień publicznych (t.j. Dz.U. z 2010 r. nr 113, poz. 759 z późn. zm.). Sytuacja wyglądała jak w klasycznej scenie policyjnego przesłuchania. Rząd postawił się w roli złego policjanta, autora zmian niekorzystnych dla przedsiębiorców. Potem na scenie pojawił się dobry policjant w postaci grupy posłów z sejmowej podkomisji (również z partii rządzącej), którzy nie tylko odrzucili te propozycje, ale postanowili nawet zliberalizować obecne przepisy. Koniec zaś był do przewidzenia - podczas głosowania w komisji gospodarki i tak przegłosowano wszystko, czego chciał rząd.

Ale po kolei. Głównym celem noweli jest wdrożenie tzw. dyrektywy obronnej, czyli regulującej zakupy dla wojska. Jesteśmy z tym już spóźnieni ponad rok, więc do projektu postanowiono nie dokładać nic, co wykracza poza regulacje unijne. Z jednym wyjątkiem. Tuż przed jego przyjęciem przez rząd Ministerstwo Skarbu wrzuciło nowy przepis. Główny cel, chociaż oficjalnie nigdy nie wyarażony, był prosty. Chińczycy, którzy zawalili budowę autostrad, nie powinni dostawać żadnych innych zleceń. A walczą o budowę niejednej elektrowni.

Jak osiągnąć to zamierzenie? Wprowadzając przepis nakazujący wykluczać z wszystkich polskich przetargów firmy, z którymi rozwiązano wcześniej umowę (wypowiedziano lub odstąpiono od niej) z powodu okoliczności, za jakie ponosiły one odpowiedzialność, jeśli wartość niezrealizowanego kontraktu wyniosła co najmniej 5 proc. Analogiczna regulacja istnieje już w obowiązującej ustawie, ale dotyczy wyłącznie inwestycji zlecanych przez tego samego zamawiającego. Jeśli więc GDDKiA zerwała z kimś umowę, to nie dopuszcza go do swoich dalszych przetargów. Może on jednak startować we wszystkich pozostałych. Nowe unormowanie miało rozciągnąć zakaz na cały kraj.

Mimo protestów przedsiębiorców, przekonujących, że już obecny przepis prowadzi do samowoli urzędników, rząd przyjął projekt. W Sejmie niespodzianka - pracująca nad nim podkomisja nie tylko skreśliła nową propozycję, ale postanowiła też usunąć z ustawy obowiązujący przepis. Kluczowa była opinia Biura Legislacyjnego Sejmu, które zwracało uwagę na możliwą niekonstytucyjność tych regulacji właśnie ze względu na pozbawienie prawa do sądu.

Ponieważ za skreśleniem głosowali zgodnie wszyscy posłowie zarówno z opozycji, jak i koalicji, wydawało się, że jest szansa na to, by poprawki przeszły. Do czasu. W komisji gospodarki rząd postawił sprawę jasno - dotychczasowy przepis musi obowiązywać, a jego rozszerzenie też jest istotne dla interesów państwa. To załatwiło sprawę. Posłowie odrzucili poprawki podkomisji.

Trudno nie zgodzić się z tym, że nierzetelne firmy powinny być eliminowane z rynku zamówień publicznych. Jednak dzisiejsze regulacje (a tym bardziej ich rozszerzenie) stawiają przedsiębiorców pod ścianą. Podczas dużych inwestycji zawsze dochodzi do nieprzewidzianych sytuacji (patrz: wylew podczas budowy stacji metra), a to oznacza spory między wykonawcą a inwestorem. Ten ostatni zawsze może zagrozić zerwaniem kontraktu, co oznaczać będzie zakaz startu w przetargach. Owszem, można dochodzić swych praw w sądzie. Tyle że nawet jeśli przedsiębiorca wygra, to nikt nie zwróci mu tych lat, kiedy nie mógł ubiegać się o zamówienia. A dla wielu firm żyjących z inwestycji publicznych może to nawet oznaczać plajtę.

Nawet jeśli wykluczony z przetargu wygra potem w sądzie, nikt nie zwróci mu lat, kiedy nie mógł ubiegać się o zamówienia

@RY1@i02/2012/176/i02.2012.176.21500020c.802.jpg@RY2@

Sławomir Wikariak

Sławomir Wikariak

slawomir.wikariak@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.