Dziennik Gazeta Prawana logo

E-myto uderza w zwykłych obywateli

26 czerwca 2018

Posłowie proponują zwolnienie z opłat drogowych lokalnych przewoźników autobusowych. Branża transportowa ma znacznie więcej postulatów

Poprawkę zwalniającą z e-myta regionalnych przewoźników na najbliższym posiedzeniu podkomisji zamierza złożyć poseł Jerzy Szmit z Prawa i Sprawiedliwości. Posłowie będą procedować nad sejmowym projektem zmian w ustawie o drogach publicznych (t.j. Dz.U. z 2013 r. poz. 260 z późn. zm.) w najbliższą środę.

- Zwolnienie z obowiązku płacenia e-myta dotyczyłoby autobusów realizujących przewozy na regularnych liniach o długości nieprzekraczającej 50 km - zdradza poseł Szmit i argumentuje, że choć e-myto fizycznie płacą przewoźnicy, to de facto opłata jest przerzucana na pasażerów. Koszty te są wliczane w cenę biletów.

- Wychodzimy z założenia, że nie można doprowadzać do takiej nierówności, że osoba dojeżdżająca do pracy własnym samochodem nie płaci opłat drogowych, a pasażerowie transportu zbiorowego tak - mówi poseł.

Zwłaszcza że korzystanie z komunikacji zbiorowej jest bardziej ekologiczne niż podróż samym autem.

- Przewoźnicy świadczący przewóz osób na trasach miejskich i podmiejskich dowożą ludzi do pracy, szpitali, urzędów, uczniów do szkół itp. Nakładając e-myto na autobusy tych przewoźników, uderza się de facto w zwykłych ludzi. To zupełnie inna sytuacja, niż realizowanie przejazdów np. w celach turystycznych - dodaje Dariusz Tarnawski, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Przewoźników Osobowych, który od dawna zwraca uwagę na potrzebę wprowadzenia takiej zmiany, jak mówi, dla dobra społecznego.

Co więcej e-myto obowiązuje tylko na wybranych drogach. Przykładowo wokół Krakowa wprowadzono płatne odcinki tylko na drogach nr 7, 79 i 94. To prowadzi do sytuacji, że nawet u tego samego przewoźnika bilet za przejazd tej samej liczby kilometrów będzie w innych cenach. Różne stawki zależą bowiem od tego, czy trasa wiedzie przez drogi objęte e-mytem, czy nie.

Zmiany mało zmieniają

Projekt, nad którym pracuje specjalna podkomisja wyłoniona z komisji infrastruktury przewiduje sporo zmian w funkcjonowaniu elektronicznego systemu poboru opłat. Zasadniczym novum, które wprowadzi projektowana regulacja, jest przerzucenie odpowiedzialności za brak opłaty z kierującego (jak jest obecnie) na właściciela lub posiadacza pojazdu. Grzywna to 3 tys. zł. Na potrzebę takiej zmiany zwracał uwagę m.in. rzecznik praw obywatelskich. Sami projektodawcy podkreślali, że zmiana ta jest zasadna z uwagi na to, iż stroną umowy jest posiadacz pojazdu. On też, co do zasady, odpowiada za wnoszenie opłat. Takie rozwiązanie jednak nie do końca akceptują przewoźnicy.

- Przy zmianie odpowiedzialności nie powinno się stosować takiego prostego automatyzmu, że skoro wcześ- niej adresatem sankcji był kierowca, to teraz powinien odpowiadać posiadacz pojazdu, czyli najczęściej przedsiębiorca - zwraca uwagę Piotr Mikiel, zastępca dyrektora departamentu transportu Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce. - Jest wiele kwestii, za które odpowiedzialność powinien nadal ponosić kierujący. To przecież on korzysta z tego urządzenia, on je włącza, on też decyduje, czy wjeżdża na drogę płatną, czy nie. Za te wszystkie działania nie może być odpowiedzialny przedsiębiorca - dodaje Mikiel.

Przedstawiciele branży transportowej popierają zmianę adresata sankcji, ale pod warunkiem określenia przesłanek, które wyłączają odpowiedzialność przedsiębiorców.

- Nie chodzi o to, by całkowicie zwolnić z odpowiedzialności przedsiębiorców, ale musi być określony katalog wymagań, za spełnienie których odpowiada kierowca - dodaje Piotr Mikiel, który podkreśla, że dziś kierowcy bardzo skrupulatnie pilnują wszystkiego, co jest związane z viaTOLL-em. Obawia się on, że jeśli to nie kierowcy będą karani, wówczas będą podchodzić do tego w sposób lekceważący.

Kary dla oszustów

Inna sprawa, że zarówno branża transportowa, jak i część posłów z sejmowej komisji infrastruktury chcą doprowadzić do całkowitej rewizji systemu karania za brak e-myta. Zdaniem posła Jerzego Szmita obecny system, w którym kary są niewspółmiernie duże w stosunku do popełnionego naruszenia, jest nie tylko zbyt restrykcyjny.

- W cywilizowanym świecie kara nakładana jest za wjazd na drogę płatną, u nas wysokość kary uzależniona jest od liczby przejechanych bramek. To jest opresyjny system, który doprowadził już do tego, że kierowca, na którego nałożono wielotysięczną karę pod rygorem natychmiastowej wykonalności, odebrał sobie życie. Nie można nakładać kary w wysokości 3 tys. zł za brak kilku złotych opłaty. Te relacje pomiędzy administracją a obywatelami trzeba jak najszybciej ucywilizować - zapowiada Jerzy Szmit.

Jego zdaniem bardziej adekwatną karą byłaby grzywna w wysokości 200-500 zł i konieczność natychmiastowego uiszczenia zaległych opłat.

- Z całą surowością należy karać jedynie tych, który z premedytacją chcą oszukać system i wjeżdżają na drogę płatną bez podpisanej umowy z operatorem systemu i urządzenia elektronicznego do wnoszenia e-myta - dodaje poseł.

Firmy transportowe idą dalej i w ogóle kwestionują konieczność nakładania kar, skoro użytkownicy dróg płatnych nie są anonimowi. Przedsiębiorcy podpisujący umowę z operatorem systemu przekazują wszelkie dane zarówno na temat pojazdów (z dowodu rejestracyjnego), jak i firmy (NIP, REGON, etc.).

- Jeśli z jakichś powodów opłata nie została uiszczona, to przedsiębiorca powinien dostać jakiś termin na zapłatę należności powiększonych o opłatę manipulacyjną, nawet niech to będzie 100 proc. należności. A dopiero gdy tego nie zrobi, wszczynać postępowanie egzekucyjne na podstawie ustawy o postępowaniu egzekucyjnym w administracji. Są przecież ku temu wszystkie instrumenty - postuluje Piotr Mikiel.

Co więcej, zarówno ZMPD, Ogólnopolski Związek Pracodawców Transportu Drogowego, jak i Polska Izba Gospodarcza Transportu Samochodowego i Spedycji, postulują wprowadzenie abolicji.

Jak podkreśla Maciej Wroński, dyrektor departamentu prawnego OZPTD, taka decyzja nie oznaczałaby uszczuplenia kont Krajowego Funduszu Drogowego, bowiem warunkiem skorzystania z abolicji byłoby uzupełnienie brakujących opłat (nawet powiększonych o 100 proc.).

Redukcja kar

Takie postulaty zostały przedstawione podczas niedawnego spotkania branży transportowej z Elżbietą Bieńkowską, ministrem infrastruktury i rozwoju. Opinia ministerstwa co do poszczególnych zapisów projektu nowelizacji ma kluczowe znaczenie, zwłaszcza że sam projekt jest poselski tylko z nazwy. Tajemnicą poliszynela jest, że tak naprawdę powstał w resorcie jeszcze za czasów ministra Nowaka. Pracownicy resortu już od początku 2012 r. mieli wielokrotnie sposobność zapoznania się z propozycjami zmian w ustawie o drogach publicznych.

Przykładem jest choćby propozycja wprowadzenia zasady jedna doba - jedna kara. Ma to być realizacja postulatu przewoźników, aby w ciągu 24 godzin można było nałożyć co najwyżej jedną karę za nieopłacone e-myto. Na początku bowiem praktyka działania organów nadzorczych, czyli Inspekcji Transportu Drogowego, polegała na mnożeniu kar w wysokości 3 tys. zł za każdą przejechaną bramkę (co kumulowało grzywny do sumy opiewającej na setki tysięcy złotych), a potem za każdą przejechaną bramownicę kontrolną (wyposażoną w kamerę).

Zaproponowane w projekcie rozwiązanie, które teoretycznie miało wyeliminować podwójne karanie, do tego nie doprowadzi. Okres 24 godzin ma być liczony nie od momentu wjazdu na drogę płatną, tylko od północy do północy. Jeśli pojazd wjedzie na drogę płatną 10 minut przed 24 i opuści ją za 20 minut, to przedsiębiorca zapłaci taką samą karę, jakby korzystał z dróg płatnych przez 48 godzin. Tym samym będzie można mu nałożyć dwie kary.

Poza tym, jak zauważa Iwona Szwed z biura prawnego Arena 561, proponowane zmiany nie poprawią sytuacji przedsiębiorców, którzy nadal będą musieli liczyć się z wielokrotnym karaniem.

- Saldo rachunku nie jest przypisane do konkretnego pojazdu, lecz do umowy. To oznacza, że jeśli przedsiębiorcy skończą się środki na rachunku przedpłaconym, a ma np. pięć pojazdów w trasie, to karę zapłaciłby w pięciokrotnej wysokości - zauważa prawniczka. Jej zdaniem zasadniczym problemem projektu nowelizacji jest proponowana zmiana brzmienia art. 13k ust. 3 ustawy o drogach publicznych. - Obecny przepis przewiduje, że kar się nie nakłada, jeśli opłata została wniesiona w inny sposób. Tymczasem projekt całkowicie usuwa możliwość uiszczenia w inny sposób opłaty elektronicznej, zamiast go dookreślić i sprecyzować, jak ma postąpić kierowca, który niezwłocznie zjechał z drogi płatnej, gdy tylko urządzenie pokładowe zasygnalizowało brak środków, i chce za nieopłacony odcinek uiścić wpłatę uzupełniającą - krytykuje Iwona Szwed.

Gdyby możliwość "wniesienia opłaty w inny sposób" nie była martwym przepisem, problem kar byłby marginalny.

Organizacje firm transportowych postulują wprowadzenie abolicji

@RY1@i02/2014/061/i02.2014.061.18300040a.803.jpg@RY2@

Elektroniczny system poboru opłat viaTOLL

Piotr Szymaniak

piotr.szymaniak@infor.pl

Projekt przed drugim czytaniem

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.