Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo administracyjne

Żegnaj, ustawo refundacyjna. Wracamy do ręcznego sterowania. Nastąpi lekowy chaos

Ten tekst przeczytasz w 6 minut

Sejm pracuje nad rządowym projektem nowelizacji ustawy refundacyjnej, który moim zdaniem oznacza koniec refundacji, jaką znamy. Kilka niepozornych przepisów rozrzuconych to tu, to tam w ustawie oznacza, że Polska de facto rezygnuje z zasad wyznaczonych dyrektywą przejrzystości 89/105, którą to dyrektywę ustawa refundacyjna miała implementować. Wrócimy do swego rodzaju ręcznego, ministerialnego sterowania tym, na jakich zasadach i co jest refundowane. Nie byłam nigdy fanką ustawy refundacyjnej, ale będę za jej obecnym brzmieniem tęsknić, bo dawała obywatelom minimum stabilności i przewidywalności, a firmom namiastkę negocjacyjnej równości stron. Przed nami jednak refundacyjne rozwibrowanie dające władzy parol nad chorymi i nad firmami w sposób zasadniczo nieprzewidywalny i niekontrolowalny.

Niekorzystne rozwiązanie

W gąszczu zmian, wśród których są pewne sensowne i popierane przez uczestników rynku (np. podniesienie marż aptecznych i hurtowych usztywnionych od lat na poziomie deficytowym, zwłaszcza w dobie inflacji), kryje się słoń. Jest nim mianowicie zasada, że minister zdrowia będzie mógł – z urzędu – zmienić każdą wynegocjowaną decyzję administracyjną już po jej wydaniu w pewnych kluczowych elementach, bez uzasadnienia. Równie istotne jest to, że leczenie pacjentów w programach lekowych co do zasady od lekarzy przejmą „zespoły koordynacyjne”.

W świecie leków aptecznych kluczowa jest zmiana art. 15 ustawy pozwalająca ministrowi zdrowia grupować leki o „zbliżonych”, a nie „takich samych”, wskazaniach i zmieniać grupy limitowe z urzędu ze względów stricte ekonomicznych (kryteria medyczne z ustawy wypadają). Władza otwiera sobie właściwie nieograniczoną możliwość przerzucania na pacjentów kosztów farmakoterapii. Teraz dużo łatwiej będzie obniżyć limit refundacji pokrywany przez NFZ (np. na tanim leku o „zbliżonym” wskazaniu), a pacjenci dopłacą wtedy więcej z własnej kieszeni, mimo że już teraz jesteśmy w niechlubnej czołówce krajów obciążających obywateli statystycznie ponad 60 proc. kosztów farmakoterapii. Planowana zmiana w ustawie rozwibruje więc dotychczasową jaką taką stabilność limitów refundacji i poziomu dopłat pacjentów. Dla firm zaś, zwłaszcza generycznych, których leki wyznaczają często limit, oznacza to całkowitą nieprzewidywalność. Ich leki, które miały po negocjacjach status wyznaczających limit, a więc dostępnych bezpłatnie lub tanio, mogą się bowiem z dnia na dzień stać droższe niż limit, a więc gorzej sprzedawalne.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.