Żegnaj, ustawo refundacyjna. Wracamy do ręcznego sterowania. Nastąpi lekowy chaos
Sejm pracuje nad rządowym projektem nowelizacji ustawy refundacyjnej, który moim zdaniem oznacza koniec refundacji, jaką znamy. Kilka niepozornych przepisów rozrzuconych to tu, to tam w ustawie oznacza, że Polska de facto rezygnuje z zasad wyznaczonych dyrektywą przejrzystości 89/105, którą to dyrektywę ustawa refundacyjna miała implementować. Wrócimy do swego rodzaju ręcznego, ministerialnego sterowania tym, na jakich zasadach i co jest refundowane. Nie byłam nigdy fanką ustawy refundacyjnej, ale będę za jej obecnym brzmieniem tęsknić, bo dawała obywatelom minimum stabilności i przewidywalności, a firmom namiastkę negocjacyjnej równości stron. Przed nami jednak refundacyjne rozwibrowanie dające władzy parol nad chorymi i nad firmami w sposób zasadniczo nieprzewidywalny i niekontrolowalny.
Niekorzystne rozwiązanie
W gąszczu zmian, wśród których są pewne sensowne i popierane przez uczestników rynku (np. podniesienie marż aptecznych i hurtowych usztywnionych od lat na poziomie deficytowym, zwłaszcza w dobie inflacji), kryje się słoń. Jest nim mianowicie zasada, że minister zdrowia będzie mógł – z urzędu – zmienić każdą wynegocjowaną decyzję administracyjną już po jej wydaniu w pewnych kluczowych elementach, bez uzasadnienia. Równie istotne jest to, że leczenie pacjentów w programach lekowych co do zasady od lekarzy przejmą „zespoły koordynacyjne”.
W świecie leków aptecznych kluczowa jest zmiana art. 15 ustawy pozwalająca ministrowi zdrowia grupować leki o „zbliżonych”, a nie „takich samych”, wskazaniach i zmieniać grupy limitowe z urzędu ze względów stricte ekonomicznych (kryteria medyczne z ustawy wypadają). Władza otwiera sobie właściwie nieograniczoną możliwość przerzucania na pacjentów kosztów farmakoterapii. Teraz dużo łatwiej będzie obniżyć limit refundacji pokrywany przez NFZ (np. na tanim leku o „zbliżonym” wskazaniu), a pacjenci dopłacą wtedy więcej z własnej kieszeni, mimo że już teraz jesteśmy w niechlubnej czołówce krajów obciążających obywateli statystycznie ponad 60 proc. kosztów farmakoterapii. Planowana zmiana w ustawie rozwibruje więc dotychczasową jaką taką stabilność limitów refundacji i poziomu dopłat pacjentów. Dla firm zaś, zwłaszcza generycznych, których leki wyznaczają często limit, oznacza to całkowitą nieprzewidywalność. Ich leki, które miały po negocjacjach status wyznaczających limit, a więc dostępnych bezpłatnie lub tanio, mogą się bowiem z dnia na dzień stać droższe niż limit, a więc gorzej sprzedawalne.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.