Budownictwo potrzebuje mocnego ministra
Marcin Włodarski: Gdy ktoś w 1950 r. zabił, to po 30 latach zbrodnia się przedawniła, ale jeśli został wywłaszczony, to w świetle obowiązujących regulacji zawsze może to zakwestionować i ubiegać się o zwrot nieruchomości
4 czerwca minęło 30 lat od symbolicznej zmiany systemu, więc nawet przyjmując założenie, że możliwość dochodzenia zwrotu nieruchomości była w PRL zawieszona, co przerywało bieg zasiedzenia, argument ten stracił rację bytu. Weszła też w życie ustawa o gospodarce nieruchomościami, która wygasza roszczenie o zwrot wywłaszczonej ziemi po upływie 20 lat. Czy to oznacza zamknięcie kwestii reprywatyzacji?
Myślę, że nie doczekamy się już ustawy reprywatyzacyjnej, bo będzie to zbyt kosztowne dla Skarbu Państwa. A z punktu widzenia spadkobierców byłych właścicieli ona będzie niesprawiedliwa, bo jeśli ktoś przez 30 ostatnich lat mógł dochodzić roszczeń reprywatyzacyjnych w pełni, to zaproponowanie mu ustawą mniejszego, procentowego udziału w odzyskanym majątku, uzna za niekonstytucyjne. Każda regulacja w tej sprawie będzie oceniana przez instytucje europejskie, które często powiedzą, że jest to przepis niezgodny z prawem unijnym i dyskryminujący. Mieliśmy już przykład przy ostatnim projekcie z 2016 r., do którego ministerstwo sprawiedliwości wprowadziło np. obowiązek posiadania polskiego obywatelstwa osób domagających się zwrotu nieruchomości. I pojawiły się głosy, że to dyskryminacja obywateli niepolskich.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.