Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawnik

Komornik ceniący sobie wolność

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Nigdy nie zabiegał o żadną funkcję, ale już jako 35-latek Rafał Fronczek stanął na czele izby komorniczej w Krakowie. Teraz przyszło mu kierować całym komorniczym samorządem. Studiował informatykę, ale ostatecznie skończył prawo. I mówi: - Zgrzeszyłbym, gdybym powiedział, że żałuję

O mały włos Rafał Fronczek byłby zupełnie gdzie indziej, bo pod koniec technikum elektronicznego znalazł się w gronie laureatów Turnieju Młodych Mistrzów Techniki. Jego praca - komputerowa analiza histerezy magnetycznej - musiała stać naprawdę na wysokim poziomie, zwłaszcza że rzecz miała miejsce w latach, kiedy popularnością cieszyły się raczej prymitywne atari. Ponieważ tytuł laureata prócz splendoru otwierał też drzwi na uczelnie techniczne, Fronczek wybrał informatykę.

Nie trwało to długo. Już w II semestrze rzucił ten kierunek i zdał na prawo. - Zawsze byłem idealistą. Jeszcze w szkole średniej prowadziłem drużynę harcerzy, ale też kilka lat poświęciłem na bardzo intensywny trening wschodniej sztuki walki, z naciskiem na rozwój osobowości. Prawo doskonale pasowało do mojego nastawienia do świata. I wpasowała się w to również praca, jaką dziś wykonuję - tłumaczy tę drastyczną zmianę. Pod koniec studiów zaprzyjaźniony z rodziną adwokat zapytał, czy nie chciałby spróbować sił w kancelarii komorniczej. Komornicy, mocno niszowa w PRL grupa zawodowa (ok. 650 w całym kraju, dziś 950), specjalizująca się głównie w ściąganiu zaległych alimentów, powoli zdobywali już w świadomości Polaków pewien rodzaj sławy. Wolny rynek, pierwsze spółki prawa handlowego i pierwsze zderzenie z gospodarczą rzeczywistością szybko zaowocowały lawiną długów, niespłaconych kredytów i rozmaitych zobowiązań, z którymi nie radzili sobie niedoświadczeni biznesmeni. Młody absolwent prawa trafił w sam środek gorących wydarzeń. - No i złapałem tego bakcyla - przyznaje dzisiaj.

Są sprawy, które wciąż doskonale pamięta, na przykład wizytę na podostrowieckiej wsi, gdzie trzeba było egzekwować wierzytelności zaciągnięte przez ludzi mieszkających naprzeciwko siebie: po jednej stronie stał nielubiany przez mieszkańców wierzyciel, za którym stało prawo, po drugiej zadłużona po uszy i wspierana przez całą wieś 80-letnia kobieta z synem. Wstrząsające doświadczenie ocenia dzisiaj jako wielki dramat. - 80-latka wyrywa akta sądowe, by je zniszczyć, policja siłą przypina ją kajdankami do płotu, inny z dłużników wymachuje siekierą w stronie wierzyciela. - W ten zawód z definicji wpisany jest konflikt. Zawsze są dwie przeciwstawne strony. A mimo to przynosi satysfakcję. Bo wyrok udaje sie wyegzekwować i sprawiedliwości staje się zadość - mówi Fronczek.

Podobne przypadki, często nagłaśniane przez tabloidy, nie zapewniały komornikom dobrej prasy. Dlatego teraz spora część działań komorniczego samorządu, którym Fronczak kieruje, ma to zmienić. Stąd m.in. uświadamianie, że komornik jest gwarantem bezpieczeństwa obrotu gospodarczego, na co zwraca uwagę chociażby Bank Światowy. - Bo przecież to nie jest tak, że komornik budzi się rano i myśli: a zamknę dzisiaj ten albo tamten szpital. Wcześniej ktoś musiał spowodować długi, a wierzyciel musiał przyjść do nas z wnioskiem egzekucyjnym, który my musimy zrealizować - dodaje.

Już cztery lata temu zmieniły się przepisy wymagające od kandydatów do tego zawodu prawniczego wykształcenia. Teraz samorząd, m.in. wewnętrznymi szkoleniami, stara się podnieść kwalifikacje komorników. Zwłaszcza że muszą oni godzić w swej pracy status funkcjonariusza publicznego - status funkcjonariusza publicznego z prowadzeniem działalności gospodarczej. Już widać, że te starania przynoszą efekty. Poprawia się postrzeganie zawodu komornika, co potwierdza rosnąca popularność wśród absolwentów prawa - ostatnio liczba ubiegających się o aplikację wzrosła dziesięciokrotnie.

Gdy w maju tego roku doszło do dymisji na czele samorządu i zaproponowano Fronczkowi objęcie najwyższej funkcji, już drugą kadencję kierował krakowską izbą. To jeszcze bardziej skomplikowało jego dotychczasowe życie - wcześniej musiał dzielić czas między swoją kancelarią w Ostrowcu Świętokrzyskim a Kraków (190 km), teraz doszła do tego Warszawa (170 km). Ponieważ od miesiąca kieruje też sopocką spółką Currenda, należącą do KRK i drukującą prasę branżową oraz produkującą oprogramowanie dla kancelarii komorniczych (100 proc. rynku) i sądów (85 proc.), jest w ciągłych rozjazdach. Jeździ mazdą CX9 (moc silnika - 280 koni), ale tak naprawdę jest wielkim fanem motorów. Niedawno sprzedał sportową yamahę R6, stricte wyścigową sześćsetkę, i teraz przymierza się do nieco spokojniejszej, szosowej maszyny. Swej pasji nie zwykł dzielić z innymi fanami motorów, nie uczestniczy w rajdach. - Moje poczucie wspólnoty zaspokaja samorząd zawodowy. Jeżdżąc motorem, bardziej sobie cenię samotność. No i niesamowitą wolność - wyjaśnia.

@RY1@i02/2011/250/i02.2011.250.07000030b.805.jpg@RY2@

Materiały prasowe

Rafał Fronczek

Luiza Zalewska

luiza.zalewska@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.