Dziurda, prezes z przeszłością dziennikarza
Najpierw był dziennikarzem, ale opisując postępowania przed NSA, czuł się jakby lizał cukierek przez papierek. Wybrał więc karierę prawnika, co - jak się szybko okazało - było decyzją niezwykle trafioną - ledwo skończył trzydziestkę, a stał się w kraju głównym specjalistą od Prokuratorii Generalnej, potem przyszło mu ją organizować, a w finale stanąć na jej czele
W zasadzie marzył o studiach historycznych, ale ponieważ wydawało mu się, że jest to kierunek wybitnie niepraktyczny, ostatecznie zdał na dziennikarstwo, a po dwóch latach dodatkowo na wydział prawa. Jeszcze na studiach pisywał do "Gazety Prawnej", gdzie relacjonował postępowania przez sądami. Widział siebie w przyszłości raczej jako dziennikarza, ale zdał na aplikację radcowską i to przesądziło o jego zawodowej przyszłości. Rzucił pisanie i - choć zarobki były cztery razy niższe niż w gazecie - zatrudnił się w Ministerstwie Skarbu, nowym resorcie powstałym w 1996 r. w wyniku reformy administracji państwowej. Marcin Dziurda trafił do departamentu zastępstwa procesowego.
To były niesamowite czasy, ministerstwo zasypywały lawiny pozwów przeciwko Skarbowi Państwa, a radców prawnych było niewielu. W kilka miesięcy miał już takie doświadczenie, jakie w normalnych warunkach zdobywa się latami. Już po kilku dniach pracy przyszło mu wnioskować w sądzie o przekazanie sprawy z jednego wydziału do drugiego. - To był mój pierwszy wniosek, byłem więc mocno stremowany - wspomina dziś - tymczasem sąd pyta mnie na stronie "Jak sądy zwyczajowo postępują w takich przypadkach". Nie tylko ja się wtedy uczyłem.
Po kilku latach kolega z aplikacji Robert Draba stanął na czele biura prawnego stołecznego urzędu miasta i ściągnął Dziurdę na stanowisko wicedyrektora. Tu sytuacja się powtarza: w wyniku zmiany ustroju cała struktura administracyjna miasta przechodzi gigantyczną reorganizację. Powstają nowe komórki, moc tracą stare pełnomocnictwa, powoływane są nowe struktury, roboty jest mnóstwo. - Wychodziłem z pracy w środku nocy. Nigdy tak ciężko nie pracowałem - mówi.
Dwa i pół roku później awansuje na stanowisko szefa departamentu, a równolegle pisze doktorat, co w dużej mierze wpłynie na jego dalszą karierę. Bada problemy reprezentacji Skarbu Państwa w procesie cywilnym, opisuje przykłady z innych krajów, gdzie funkcjonuje osobny urząd zajmujący się pozwami przeciwko Skarbowi Państwa. Gdy kilka lat później Ministerstwo Skarbu zacznie pisać ustawę o Prokuratorii Generalnej, Dziurda jako jeden z nielicznych znawców tematu, włącza się w te prace jako ekspert społeczny.
Kiedy ustawa jest już gotowa, młody prawnik jest naturalnym kandydatem na szefa nowego urzędu. Ówczesny premier Marek Belka mianuje Dziurdę pełnomocnikiem ds. organizacji nowego urzędu, a po kilku miesiącach - prezesem.
Gdy zaczynał, miał 33 lata, cztery pokoje użyczone w resorcie skarbu i jednego pracownika. Dziś Marcin Dziurda zatrudnia 150 osób, w tym 90 radców, przez których ręce rocznie przechodzi niemal pięć tysięcy spraw. - Zdarzają się osoby, które prowadzą po dwieście spraw. Nasza wydajność jest nieporównywalna z jakąkolwiek kancelarią - mówi prezes.
Uwielbia tę pracę m.in. za wysoki poziom adrenaliny, jakie zapewnia konieczność szybkiego rozpoznania sprawy - by nie tracić czasu, sami odbierają z poczty kilkaset przesyłek dziennie. Spieszą się, bo mają tydzień-dwa na rozpoznanie sprawy, ustalenie zdania strony zainteresowanej, np. wojewody, i przygotowanie odpowiedzi.
Jest pracoholikiem, co potwierdza żona - dziennikarka. W wolnym czasie grywa w brydża, ale coraz częściej z komputerem, bo "tak najłatwiej się umówić". Telewizji nie ma, jeśli więc coś już ogląda, to serial sf "Star Trek" w oryginale. Pochodzi z maleńkiej wsi na Lubelszczyźnie Kłodnica Dolna, gdzie jego brat wciąż prowadzi kilkunastohektarowe gospodarstwo. Gdy miał więcej czasu, każdego lata wracał na żniwa. Na wakacje jeździ zawsze w to samo miejsce, do Sopotu, który uwielbia żona. - Ja też, pod warunkiem, że nie ma upału i tłoku - zaznacza. W efekcie jedyny kompromisowy termin wypada w marcu. Nie lubi zmian, więc rezerwują zawsze ten sam pensjonat i ten sam pokój.
@RY1@i02/2011/236/i02.2011.236.07000030f.802.jpg@RY2@
Wojciech Górski
Marcin Dziurda
Luiza Zalewska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu