Dąbrowski: prezes szczery do bólu
Choć właśnie minął pierwszy rok urzędowania Stanisława Dąbrowskiego na stanowisku I prezesa Sądu Najwyższego, nie było z tej okazji jakiegoś szczególnego święta. - Upłynął już cały rok? Nawet nie zauważyłem. Mogę tylko ubolewać, jak ten czas szybko leci - mówi najważniejszy w kraju sędzia
Gdy dwanaście miesięcy temu prezydent powoływał go na urząd, środowisko sędziowskie rozpływało się w komplementach ("brylant", "wielkie doświadczenie" "zasłużony sędzia z piękną opozycyjna kartą"). Za tę odwagę ceniony jest przez wielu kolegów, bo jeszcze jako przewodniczący Krajowej Rady Sądownictwa nieraz zabierał głos w kluczowych dla środowiska sprawach. Publicznie krytykował karuzelę na stanowisku ministra sprawiedliwości i nietrafione decyzje kolejnych szefów resortu, walczył o podwyższenie poziomu etyki zawodowej, ale i podwyżkę zarobków środowiska sędziowskiego. I, chcąc nie chcąc, wchodził zwykle w konflikty z urzędującymi ministrami. - Wynikało to raczej z moich obowiązków, a nie z tego, że lubię się okładać. Ale taka jest prawda: mam zwyczaj mówić to, co myślę - podsumowuje sam zainteresowany.
To niewątpliwie przysporzyło mu pokaźne grono zwolenników w tym mocno sformalizowanym środowisku, w którym - jak ocenia sędzia Waldemar Żurek - ci, którzy mają poglądy, zwykle głęboko je skrywają. - Poza tym prawnicy lubią gmatwać różne kwestie, a sędzia Dąbrowski nie zostawia miejsca na niedomówienia. To naprawdę niebywale odważny i wyjątkowo niezależny umysł - podsumowuje Żurek.
Z kolei sędzia Marek Celej dodaje, że I prezes oprócz tego, że jest świetnym, sypiącym anegdotami i dygresjami mówcą ma też niezwykły talent do syntezy i logicznego myślenia. - Chapeau bas! Nie każdy sędzia to potrafi - stwierdza sędzia Celej.
Nie wszystkim to jednak wystarcza. Na przykład Stowarzyszenie Sędziów Polskich Iustitia, zdominowana przez młodsze pokolenie, ma za złe Dąbrowskiemu, że nie spieszy się z podjęciem decyzji w sprawie najnowszej noweli ustawy o ustroju sądów powszechnych. - Nie usłyszeliśmy jeszcze od I prezesa deklaracji, że zostanie ona zaskarżona do Trybunału Konstytucyjnego, choć ma fundamentalne znaczenie dla wymiaru sprawiedliwości - zauważa sędzia Bartłomiej Przymusiński.
Krytyka I prezesa się jednak nie ima. Nikt też nie ma wątpliwości, że w środowisku sędziowskim nie ma zbyt wielu postaci o tak bogatym i - jak na dzisiejsze standardy - niezwykłym doświadczeniu, jakie ma Stanisław Dąbrowski. Oprócz kariery sędziego, którą zaczął w 1974 r. jako sędzia Sądu Powiatowego w Węgrowie, ma on w dorobku również mandat poselski - w czasie zmian ustrojowych przez dwa lata zasiadał w Sejmie w ławach Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego. Do jego klubowych kolegów należał Jan K. Bielecki, Janusz Steinhoff, Bronisław Geremek i Marek Jurek. - Niezwykle sympatyczny i ciepły człowiek. Tak subtelny i delikatny, że trudno mi było uwierzyć, że równocześnie potrafi tak sprawnie kierować rozmaitymi gremiami - ocenia kielecki mecenas Edward Rzepka, który zasiadał w tych samych sejmowych ławach.
Ten dwuletni epizod pozwolił mu spojrzeć na proces ustawodawczy od środka, dzięki czemu może sobie teraz pozwolić na ostre słowa pod adresem legislacyjnej działalności parlamentu. Bo choć, jak mówi "żywiołowość posłów, którzy w ostatniej chwili mogli zgłaszać dowolne poprawki" dawno już została ograniczona, to ogólna ocena ustawodawczego dorobku parlamentu pozostaje mocno krytyczna: - Nie twierdzę, że wystarczy nam dekalog, ale warto się zastanowić, czy nie doszliśmy do przeregulowania systemu. Ustawy są niespójne, co jest kłopotem nie tylko dla sędziów, ale i obywateli. Zalecałby więc wstrzemięźliwość.
Wybór na I prezesa SN nie zmienił szczególnie jego zawodowego życia, bo w Sądzie Najwyższym orzekał od 21 lat - do Izby Cywilnej SN trafił właśnie jako poseł OKP. W 2002 roku wszedł do Krajowej Rady Sądownictwa, gdzie po dwóch latach objął funkcje wiceprzewodniczącego, a po dwóch następnych przewodniczącego i sprawował ją do ubiegłego roku.
Przez kolegów chwalony jest za łatwość nawiązywania kontaktów z dziennikarzami, choć - zauważają niektórzy - nie wywodzi się z pokolenia, które dorastało w medialnym świecie. Jest żonaty, ma trzy dorosłe córki i bardzo strzeże swojego prywatnego życia: - Nie uważam się za celebrytę i ani myślę kokietować czytelników swoimi zainteresowaniami.
@RY1@i02/2011/212/i02.2011.212.07000030e.802.jpg@RY2@
Artur Chmielewski
Luiza Zalewska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu