Markę Dewey & LeBoeuf zastąpi na naszym rynku amerykański gigant
Jedna z najbardziej renomowanych kancelarii na świecie, specjalizująca się w prawie korporacyjnym, znika z polskiego rynku. Tylko teoretycznie
Jej partnerzy i prawnicy w Polsce, którzy w ubiegłym roku doradzali m.in. Zygmuntowi Solorzowi-Żakowi przy wartym 18,1 mld zł przejęciu Polkomtelu, dalej będą pracować przy fuzjach i przejęciach w naszym kraju. Tylko pod innym szyldem i z nowym partnerem. - Już niebawem wprowadzamy na polski rynek nowego, renomowanego gracza. Należy do pierwszej dziesiątki amerykańskich kancelarii i jest dwa razy większy niż Dewey & LeBoeuf - mówi DGP Lejb Fogelman, starszy partner kancelarii w Polsce.
Zapewnia, że kancelaria nadal mieścić się będzie tam, gdzie obecnie - w budynku Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie - a jedyna korekta, jaka nastąpi, to zmiana szyldu. Zamiast Dewey & LeBoeuf pojawi się na nim nowa dwuczłonowa nazwa nowego partnera. Pozostanie w niej natomiast nazwisko Jarosława Grzesiaka, drugiego partnera kancelarii, i głównego architekta konstrukcji prawnej przejęcia operatora sieci Plus.
Zmiana nie jest przypadkowa. Nowojorska kancelaria, która zaliczała się do czołówki firm prawniczych na świecie, wpadła w tarapaty. Z powodu długów przeżywa exodus pracowników i stoi na krawędzi bankructwa. Tylko w ostatnim tygodniu jej szeregi opuściło kolejnych 60 partnerów na czele z jednym z czołowych nazwisk Jeffreyem L. Kesslerem, specjalizującym się w reprezentowaniu m.in. gwiazd sportu. Wszyscy poszli do pracy do konkurencyjnej Winston & Strawn. W sumie od początku roku kancelarię opuściło 300 partnerów.
Gdy powstała w 2007 w wyniku fuzji Dewey Ballantine i LeBoeuf, Lamb, Greene & MacRae, była gigantem. W 26 biurach na całym świecie zatrudniała 1,3 tys. prawników pracujących przy największych transakcjach fuzji i przejęć, ale także reprezentujących gwiazdy kina, sportu czy estrady. Stylowa siedziba w prestiżowym biurowcu Avenue of the Americas na Manhattanie zagrała nawet jako wnętrze kancelarii w filmie "Michael Clayton" z Georgem Clooneyem.
Firmę zgubiła rozrzutność. By zatrzymać najlepszych prawników, kancelaria podpisywała z nimi lukratywne kontrakty na kwoty zaskakujące nawet w tej, generalnie dobrze płacącej branży. Wielu partnerów Deweya zarabiało rocznie powyżej 5 mln dol. Ponad stu dostało w ub.r. bonusy, mimo trudnej sytuacji finansowej, co doprowadziło firmę na skraj bankructwa. Partnerzy zaczęli szukać nowej pracy, do czego byli zresztą zachęcani przez zwierzchników, którzy jasno twierdzili, że ten okręt tonie.
W ostatnich dniach do firmy wrócił jej dawny partner Martin J. Bienenstock, specjalizujący się w bankructwach, by ratować, co się da, ale wszyscy twierdzą, że raczej zgasi światło. Nawet jeśli firma formalnie nie zbankrutuje, wiadomo, że trudno będzie jej odzyskać dawny blask.
Lejb Fogelman przyznaje, że zmiana w Polsce nie jest przypadkowa i ma związek z wydarzeniami w centrali. Podkreśla jednak, że ruch planowany był od dawna, a podobne działania w świecie kancelarii prawnych nie są czymś wyjątkowym. Dewey & LeBoeuf też powstała w wyniku fuzji. - Ta akurat nie wyszła. Rozważaliśmy różne scenariusze. Teraz wprowadzamy do Polski, która jest bardzo ważnym rynkiem, nowego, gigantycznego gracza, który pomoże tylko jeszcze bardziej otworzyć go dla zagranicznych inwestorów - zapowiada Lejb Fogelman.
Ta firma doradzała przy przejęciu Polkomtelu. Dzisiaj zmienia nazwę
@RY1@i02/2012/091/i02.2012.091.00000020c.801.jpg@RY2@
PIOTR SADURSKI/NEWSWEEK POLSKA/REPORTER
Lejb Fogelman: Firma będzie działać w Polsce w tym samym miejscu, ale pod innym szyldem
Michał Fura
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu