Dziennik Gazeta Prawana logo

Zmiany tylko na papierze

28 czerwca 2018

Zamiana etatów asystenckich na urzędnicze nie uzdrowi sytuacji w polskich sądach. Co więcej, ten sposób działania można wręcz uznać za ucieczkę Ministerstwa Sprawiedliwości od problemów

Brak chętnych na asystentów sędziów to efekt działalności polityków. To efekt niezauważania przez kolejnych ministrów sprawiedliwości problemów nurtujących to środowisko. Jeżeli na warunki pracy narzekają nawet asystenci z Lublina, to znaczy, że dzieje się naprawdę źle. Jest to bowiem jeden z nielicznym przypadków, kiedy miasto wielkich ministerialnych sukcesów nie jest w awangardzie polskiego sądownictwa.

Na co narzekamy? Przede wszystkim na warunki pracy i płacy w całym kraju i mamy ku temu wiele powodów. Najbardziej narzekamy na poziom wynagrodzeń. 9 lutego 2012 roku prezes Głównego Urzędu Statystycznego ogłosił, że średnie wynagrodzenie w IV kwartale 2011 roku wyniosło 3586,75 zł. Większość asystentów może tylko pomarzyć o takiej przeciętności. Od asystentów sędziów wymaga się nieprzeciętnych kwalifikacji za wynagrodzenie sporo niższe od przeciętnego. W sądach rejonowych otrzymują od 2675 zł do 3008 zł. Zarabiają tak już od kilku lat, bo w ich przypadku wzrost przeciętnego wynagrodzenia nie ma żadnego znaczenia. Los asystenckich wynagrodzeń trzyma bowiem w ręku wyłącznie minister sprawiedliwości. To on, a nie jak w przypadku sędziów, poziom przeciętnego wynagrodzenia, decyduje, ile będzie zarabiał asystent. Ostatnim szefem resortu, który dał asystentom podwyżkę, był Andrzej Czuma. W 2009 roku podwyższył ich wynagrodzenia minimalne o 100 zł. Po jego odejściu wynagrodzenia asystentów zostały zamrożone i nie zanosi się na to, aby miały kiedykolwiek wzrosnąć.

Nie ma też szans na ujednolicenie stawek, choć już w 2009 roku Ministerstwo Sprawiedliwości ogłosiło, że nie będzie różnicować pensji asystentów ze względu na to, czy są zatrudnieni w sądach rejonowych, okręgowych lub apelacyjnych. A różnice te są spore, gdyż asystent z sądu apelacyjnego może otrzymywać nawet o 1100 zł więcej niż jego kolega pracujący w sądzie rejonowym. Niestety po dwóch lat czekania okazało się, że żadne ujednolicenie pensji nie nastąpi.

Co prawda ustawą z 18 sierpnia 2011 roku znowelizowano art. 155 par. 6 ustawy - Prawo o ustroju sądów powszechnych i zrezygnowano z zasady wyrażającej różnicowanie wynagrodzenia asystentów sędziów w zależności od tego, czy są zatrudnieni w sądzie rejonowym, okręgowym czy apelacyjnym. Ministerstwo przygotowało projekt nowego rozporządzenia w sprawie wynagrodzeń asystentów, które wydane ma być na podstawie znowelizowanego przepisu. Likwidując różnicowanie wynagrodzeń, wprowadza jednak szerokie "widełki", w których zmieszczą się asystenci z sądów rejonowych z wynagrodzeniem 2675 zł i ich koledzy z sądów apelacyjnych otrzymujący ponad 3800 zł. Resort wskazał jednak, że środki na ewentualne podwyższenie wynagrodzeń najgorzej uposażonych asystentów mogą znaleźć prezesi sądów. Ci jednak ich nie mają. Dzięki temu zróżnicowanie w zależności od miejsca pracy zniknie, ale tylko na papierze.

Tymczasem dane uzyskane z większości sądów powszechnych wskazują, że znaczna część asystentów pełni obowiązki więcej niż dwóch sędziów. Co prawda rozporządzenie z 5 listopada 2002 roku w sprawie szczegółowego zakresu i sposobu wykonywania czynności przez asystentów sędziów wyklucza taką możliwość, ale przepis ten w wielu sądach się nie przyjął w myśl zasady, że "najciemniej jest pod latarnią". W 40 proc. sądów asystenci współpracują z trzema i więcej sędziami (dane 270 sądów powszechnych). Niekiedy liczbę sędziów, z którymi pracują, ogranicza wyłącznie liczebność wydziału, ale tu także pracodawcy wykazują się inwencją. Bo kto powiedział, że asystent ma pełnić obowiązki w jednym wydziale? Przecież w poniedziałek może pracować w wydziale karnym z dwoma sędziami, a we wtorek z sędzią z wydziału cywilnego. Nie trzeba być specjalistą z human resources, aby domyślić się, jak takie obciążenie obowiązkami służbowymi wpływa na pracownika. Także i tu nie zanosi się na poprawę.

Do ogólnej listy problemów trzeba także dodać kwestię szkoleń, a właściwie ich braku. Bo choć ustawodawca zobowiązał asystentów do stałego podnoszenia kwalifikacji zawodowych, to już nie zadbał o ich dostępność. Co z tego, że art. 2 ust. 1 pkt 3 ustawy z 23 stycznia 2009 r. o Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury nakłada na nią obowiązek szkolenia oraz doskonalenia zawodowego asystentów sędziów, skoro w tym roku będzie mogło z nich skorzystać tylko 17 proc. asystentów. Reszta musi więc podnosić kwalifikację na własną rękę.

Asystenci składają także propozycje zmian legislacyjnych. Proponują m.in. poszerzenie swoich kompetencji o wydawanie zarządzeń przygotowujących sprawę do rozpoznania na rozprawie lub posiedzeniu. W ich opinii umożliwi to sędziom skoncentrowanie się na orzekaniu i usprawniłoby postępowania. Podobne stanowisko zajęli także sędziowie. Postulowali, aby asystenci mogli wydawać niektóre zarządzenia. Ministerstwo powiedziało "nie", powołując się na cel wprowadzenia do sądów instytucji asystenta sędziego. Tylko jaki był ten cel ? W uzasadnieniu do projektu ustawy z 27 lipca 2001 roku - Prawo o ustroju sadów powszechnych czytamy, że osoby zatrudnione na tym stanowisku miały stanowić nową kategorię wysoko wykwalifikowanych pracowników z wykształceniem prawniczym powołanych do czynności pomocniczych w sprawowaniu wymiaru sprawiedliwości. Jednak już w trakcie sejmowych prac nad ustawą pojawił się problem, jakie to czynności pomocnicze w sprawowaniu wymiaru sprawiedliwości mają wykonywać asystenci sędziów? Posłowie pytali o to Ministerstwo Sprawiedliwości, które odpowiedziało, że nie wiadomo, gdyż jest to eksperyment i praktyka ma wskazać ich zakres. Jednocześnie ostrzegało posłów, że jeżeli minister zostanie zobowiązany do wydania rozporządzenia w sprawie czynności asystentów, to napisze je "z sufitu". Ostatecznie minister został zobowiązany do ich określenia w drodze rozporządzenia. Ustawa weszła w życie 1 października 2001 roku i w sądach pojawili się pierwsi asystenci. Po roku minister sprawiedliwości wydał rozporządzenie w sprawie szczegółowego zakresu i sposobu wykonywania czynności przez asystentów sędziów, określając, że mają oni sporządzać m.in. projekty zarządzeń przygotowujących sprawę do rozpoznania na rozprawie lub posiedzeniu, orzeczeń niekończących sprawy i ich uzasadnień oraz zajmować się takimi czynnościami, jak np. kontrolowanie terminowości sporządzania opinii przez biegłych, żądanie od osób i instytucji informacji niezbędnych do rozstrzygnięcia sprawy. Praktyka wyznaczyła jednak inne czynności. Asystenci zajmują się głównie sporządzaniem projektów orzeczeń kończących sprawy i ich uzasadnień.

By rozwiązać problemy, potrzebna jest rzeczowa debata na temat statusu i kompetencji asystentów. Przyczynkiem do niej mogą być trwające w ministerstwie prace, zakładające wprowadzenie do sądów nowych kategorii urzędników, którzy przejmą część kompetencji asystentów.

Zgodnie z prawem asystent powinien pomagać maksymalnie dwóm sędziom. Niestety w myśl zasady najciemniej jest zawsze pod latarnią - norma ta nie jest przestrzegana

@RY1@i02/2012/042/i02.2012.042.07000080c.803.jpg@RY2@

Asystenci odciążają sędziów. Niestety słabe zarobki odstraszają chętnych

JACEK ŚWIERCZYŃSKI/DW/FORUM

Piotr Kwaka

przewodniczący Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Asystentów Sędziów

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.