Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawnik

Wiewiórowski - inspektor, prawnik, artysta

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Najpierw myślał o tym, by zostać aktorem, potem politykiem. Robiąc doktorat z prawa konstytucyjnego, pracował nad internetową wersją polskich przepisów. Od półtora roku Wojciech Wiewiórowski jest generalnym inspektorem ochrony danych osobowych

Wieczorami można go spotkać na koncertach w warszawskich klubach alternatywnych, choć - gdy nie zdąży zdjąć marynarki po pracy - młodzież czasem bierze go za ochroniarza. Wciąż, mimo czterdziestki na karku, lubi muzykę punkową. Pod jego biurkiem w gabinecie GIODO (na biurku nie ma miejsca, każdy skrawek zajmują sterty dokumentów i książek) trzyma sprzęt oraz płyty Jimi Hendrixa i Patti Smith. W miniony poniedziałek - przy okazji konferencji w Brukseli - zajrzał na koncert zespołu wokalnego specjalizującego się w muzyce baroku i renesansu. Wojciech Wiewiórowski od dziecka ma bowiem słabość do sztuki. Już w podstawówce należał do kółka teatralnego; w liceum, w czasie jednego z konkursów, zauważyła go ekipa offowej Stajni Pegaza z Sopotu (to teatr ruchu, coś między Grotowskim a Kantorem- przyp. redakcji). Zanosiło się na prostą drogę do szkoły aktorskiej. I choć ostatecznie Wiewiórowski się na nią nie zdecydował, umiejętności, jakie wtedy nabył, wciąż się przydają - w trakcie publicznych wystąpień lepiej panuje nad ruchami, gestami, intonacją, a dzięki ćwiczeniom oddechowym jest w stanie przemawiać nawet przez dziesięć godzin (co się przydało, gdy wykładał w Gdańskiej Wyższej Szkole Administracji).

Wiewiórowski pod koniec liceum zaczął myśleć o karierze politycznej i z takim zamiarem w 1990 r. zdał na prawo na Uniwersytecie Gdańskim. Jednak zmienił zdanie, gdy zobaczył, jak wygląda kampania prezydencka w wolnej Polsce (Tadeusz Mazowiecki kontra Lech Wałęsa, na dodatek Stanisław Tymiński w drugiej turze) zmienił zdanie. - Patrząc, jak zwalcza się obóz solidarnościowy, przeżyłem szok - wyjaśnia. - Pomyślałem, że lepiej nauczyć się zawodu i w ten sposób przyczyniać się do rozwoju kraju.

Szybko się jednak okazuje, że samo prawo to mało, gdzieś w połowie zaczyna się interesować informatyką. Wiewiórowski działa wtedy w międzynarodowej organizacji zrzeszającej studentów prawa i pierwsze maile śle właśnie do centrali w Brukseli. Dzięki temu jest pierwszym studentem na wydziale prawa, który zakłada własne konto e-mailowe. Niedługo potem odkupuje od ciotki pierwszy własny komputer (z twardym dyskiem o pojemności 40 megabajtów - to jedna setna pojemności przeciętnego pendrivea). To w dużej mierze określi jego dalszą przyszłość i pozwoli specjalizować się w zupełnie nowej dziedzinie - informatyce prawniczej. Ale na razie jako temat prac doktorskiej wybiera podział w amerykańskim systemie władzy ("Było to dla mnie zawsze tak głęboko nielogiczne, że postanowiłem to zgłębić"). Pracując nad doktoratem, zatrudnia się w wydawnictwie prawniczym Lex.

Jako redaktor, a potem wydawca, zajmuje się wrzucaniem do systemu aktów prawnych, by łatwo można je było wyłowić z morza zalewających internet informacji. Gdy po kilku latach na wydziale prawa powstaje pracownia informatyki prawniczej, Wiewiórowski zaczyna nią kierować. W czasie jednej z konferencji naukowej w 2004 r. zauważa go ówczesny wicemarszałek Sejmu Ludwik Dorn, wtedy wielki zwolennik informatyzacji administracji państwowej, i zaprasza do zespołu działającego przy PiS ds. prawa informatyzacyjnego. Gdy Dorn wejdzie do rządu jako wicepremier i szef MSWiA, zaprosi Wiewiórowskiego jako doradcę do swojego gabinetu politycznego. Tak zacznie się jego kariera w administracji państwowej - pracuje jeszcze w gabinecie Janusza Kaczmarka i Władysława Stasiaka, a nawet, po zmianie władzy, u Grzegorza Schetyny (Schetyna najpierw zwolni go wraz z całą ekipą PiS, a po czterech dniach zaproponuje pracę). Wiewiórkowski zaczyna kierować departamentem informatyzacji MSWiA, a po dwóch latach obejmuje - z rekomendacji PO - urząd GIODO.

Za jeden z poważniejszych problemów uważa dziś ochronę danych osobowych w serwisach społecznościowych. Sam od sześciu lat ma profil na Facebooku i prawie pół tysiąca znajomych. Za najlepszy sposób ochrony własnych danych w sieci uważa ich kontrolowane ujawnianie.

@RY1@i02/2012/007/i02.2012.007.07000030b.805.jpg@RY2@

Wojciech Górski

Wojciech Wiewiórowski

Luiza Zalewska

luiza.zalewska@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.