Dziennik Gazeta Prawana logo

Adwokat -obrońca ojców

27 czerwca 2018

Taka łatka przylgnęła do Barbary Adynowskiej, która specjalizuje się w sprawach rodzinnych. Sama mecenas podkreśla, że niesłusznie, bo hołduje zasadzie, wedle której rodzice mają takie same prawa do dzieci

Wyjątkowo wygadanym dzieciom dorośli zwykli przepowiadać przyszłość adwokata. W przypadku mec. Barbary Adynowskiej się to sprawdziło, choć jej droga do palestry była długa i kręta. W rodzinnym domu w Długosiodle, osadzie na północno-wschodnich rubieżach Mazowsza, się nie przelewało i rodzina wysłała ją do ciotki do Warszawy. Ta zdecydowała, że podopieczna po skończeniu nauki w szkole średniej powinna zdawać na prawo. - Choć ja myślałam o medycynie, to chyba nie byłam w stanie przeciwstawić się ciotce. Była osobą wykształconą, bardzo liczyłam się z jej zdaniem, poza tym po maturze miałam tylko 17 lat i dość mgliste pojęcie o obydwu zawodach.

Studiowała w Lublinie na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej. Prawo bardzo ją wciągnęło. - Szczególnie cywilne, którego uczył prof. Aleksander Wolter, wybitny przedwojenny prawnik - wspomina Barbara Adynowska.

Przez studia przeszła jak burza, zawsze ze stypendium naukowym, które w owych czasach było przyznawane jedno na katedrę. Miała zostać na uczelni, ale katedra nie dostała wolnego etatu. Oczywistym dla niej wyborem było więc sędziowanie. Uwielbiany przez studentów Józef Mikos, prezes sądu wojewódzkiego dla województwa warszawskiego zaproponował jej asesurę w Makowie Mazowieckim. - Pensja była taka sama jak stypendium naukowe. Na bilet autobusowy z Warszawy jakoś starczało - śmieje się prawniczka.

Potem orzekała w sądach coraz bliżej stolicy - Pułtusku, Radzyminie, Wołominie, wreszcie została przewodniczącą VII Wydziału Karnego dla Warszawy-Żoliborza. Początkowo zajmowała się sprawami karnymi (np. przestępstwami dewizowymi), by z czasem wyspecjalizować się w sprawach rodzinnych.

W połowie lat 90. zdecydowała się przejść na drugą stronę stołu sędziowskiego. - Zawsze się wydaje, że zawód, którego my nie wykonujemy, jest łatwiejszy. Kiedyś sądziłam, że sędzia musi siedzieć i godzinami pisać uzasadnienia, a adwokat sam decyduje o tym, co robi. Na własnej skórze przekonałam się, że jest odwrotnie, bo nie dość, że pełnomocnik jest uzależniony od klienta, to jeszcze czas organizuje mu sąd - mówi mecenas Adynowska. - Nie mam wpływu na to, że np. jutro mam cztery sprawy pomiędzy godz. 11 a 12, a potem przez tydzień żadnej. Jak również na to, że czeka się w kółko na ławkach, bo rozprawa wyznaczona na godz. 10 rozpoczyna się o 14 - irytuje się prawniczka, która słynie z punktualności.

Jako adwokat zajmuje się głównie sprawami rodzinnymi. W powszechnej świadomości funkcjonuje jako "obrońca tatusiów". Jeszcze kiedy orzekała, organizacje broniące praw ojców twierdziły, że w warszawskich sądach najsprawiedliwsza jest Adynowska, potem jest przepaść, a następnie dopiero pozostali sędziowie.

Sama mecenas twierdzi, że równie często reprezentuje interesy przedstawicieli każdej płci. - Moje zdanie się nie zmieniło. Wbrew powszechnemu przekonaniu, że miejsce dziecka jest przy matce, zawsze twierdziłam, że obydwoje rodzice mają do niego takie same prawa - podkreśla, dodając, że największą satysfakcję sprawia jej doprowadzenie do ugody.

Jak zapewnia Marietta Kacperska, przewodnicząca VII Wydziału Cywilnego Sądu Okręgowego w Warszawie, mec. Adynowska ma duże zdolności mediatorskie. - Dzięki temu wiele jej spraw udaje się zakończyć polubownie - mówi sędzia Kacperska. Podkreśla też, że Barbara Adynowska, jako osoba bardzo pracowita i ambitna, ale też rzetelna i lojalna, jest niezwykle szanowana przez środowisko sędziów.

Mecenas Adynowska od dwóch lat próbuje przejść na emeryturę, ale ciągle jej się nie udaje. Zdradza, że w ciągu ostatnich kilkunastu lat podejście ludzi do swoich pełnomocników zmieniło się diametralnie. - Kiedyś klient, powierzając sprawę adwokatowi, miał do niego pełne zaufanie. Teraz życzy sobie, by przed wysłaniem pisma procesowego przedstawiać mu dokumenty do akceptacji. I nanosi swoje poprawki, a ja muszę tłumaczyć, dlaczego część z nich może być niekorzystna. W rezultacie prowadzę o 75 proc. spraw mniej niż wtedy, gdy otwierałam kancelarię, a czasu poświęcam im tyle samo - przyznaje adwokat.

Nienawidzi zakupów. Po sklepach chodzi, jak już musi, za to uwielbia czytać, chodzić do teatru i kina. Najlepiej jednak odpoczywa na swojej działce w Puszczy Białej.

@RY1@i02/2013/157/i02.2013.157.07000030c.802.jpg@RY2@

fot. wojtek górski

Barbara Adynowska

Piotr Szymaniak

piotr.szymaniak@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.