Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawnik

Asesor, podsędek: Prawie jak sędzia

Ten tekst przeczytasz w 93 minuty

Czy asesorzy powrócą na sale sądowe? W środowisku prawników przybywa zwolenników tej koncepcji. Zielone światło dał też ostatnio minister sprawiedliwości

Dyskusja o modelu dojścia do zawodu sędziego toczy się od 2007 r., gdy Trybunał Konstytucyjny zakwestionował przepisy dotyczące urzędu asesora - uznając, że uzależniają one osoby sprawujące funkcję asesora od ministra sprawiedliwości. Od momentu wejścia w życie wyroku TK nie udało się wypracować dobrej procedury wybierania najlepszych kandydatów na sędziów, w efekcie dziś na ów ważny urząd powoływani są ludzie młodzi, bez praktyki orzeczniczej i doświadczenia, którzy wcześniej pracowali za biurkiem jako referendarze bądź asystenci sędziów.

Ubiegłoroczne badania przeprowadzone na zlecenie Krajowej Rady Sądownictwa pokazały, że 57 proc. samych sędziów źle ocenia obowiązujący dziś sposób naboru do zawodu sędziowskiego, ponad połowa uważa też, że sędziowie po asesurze są lepiej przygotowani do wykonywania swoich obowiązków. Mało kto spodziewa się, że sytuacja poprawi się po wejściu na rynek pierwszych absolwentów Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury, która kształci aplikantów sądowych.

O konieczności powrotu do asesury KRS mówi coraz głośniej. Minister Jarosław Gowin przyznał niedawno, że jego resort nie stanie na przeszkodzie tej inicjatywie. Wskazał też na możliwość powoływania takiego sędziego na próbę, np. przez KRS lub I prezesa Sądu Najwyższego. - Trybunał Konstytucyjny nakazał bowiem poszukiwanie rozwiązań, które doprowadzą do rzeczywistego oddzielenia trzeciej władzy od innych władz, rozluźnią więź między asesorami i ministrem. Jednocześnie wskazał na konieczność zapewnienia asesorowi gwarancji stabilizacji zawodowej- mówi Patrycja Loose, rzecznik Ministerstwa Sprawiedliwości.

Zwolennikami koncepcji powrotu asesora jest wielu sędziów, którzy sami zaczynali jako asesorzy, nie brak jednak zdeklarowanych krytyków. Zaniepokojony pomysłami jest prof. Jerzy Stępień, były prezes Trybunału Konstytucyjnego. Opowiada się on za tym, by urząd sędziego był uhonorowaniem kariery prawniczej, a kandydat musiał mieć co najmniej 40 lat i doświadczenie zdobyte w innych zawodach prawniczych.

Prof. Włodzimierz Wróbel z Uniwersytetu Jagiellońskiego zwraca z kolei uwagę na konieczność organizowania konkursów z właściwymi kryteriami opiniowania i poznawania kandydatów na stanowisko sędziego, a potem na każdy kolejny szczebel w karierze sędziowskiej. Jego zdaniem w demokratycznym państwie prawa nie może być sędziego na próbę, tak jak nie może być wymiaru sprawiedliwości na próbę i decydowania przez władzę ministerialną lub wewnątrz sądową o tym, czy ktoś dalej powinien wykonywać ten zawód. - Oznaczałoby to oddanie wymiaru sprawiedliwości w ręce osób, które nie są sędziami w rozumieniu konstytucyjnym i nie są niezawisłe - tłumaczy prof. Włodzimier Wróbel.

@RY1@i02/2013/016/i02.2013.016.070001000.809.jpg@RY2@

Waldemar Żurek sędzia, członek Krajowej Rady Sądownictwa

Nowelizacja przepisów o powołaniu asesorów sądowych lub sędziów na próbę musi być zgodna z Konstytucją RP (chociaż pojawiają się głosy, że powrót do jakiejkolwiek formy asesury czy sędziego na próbę może być niezgodny z ustawą zasadniczą). Sama nazwa stanowiska, chociaż ważna, ma jednak drugorzędne znaczenie. Zdaniem KRS kluczowy jest tryb powoływania - ma zapewnić danej osobie niezależność i niezawisłość. Dlatego o mianowaniu nie powinien decydować minister sprawiedliwości, który jest politykiem, ale np. KRS.

Przygotowując projekt założeń ustawy regulującej cały problem, należy dokładnie określić uprawnienia asesora czy sędziego na próbę, i to w sposób wykluczający ewentualne zarzuty braku kompetencji lub niezależności. Przeważa pogląd, że te uprawnienia powinny być, w porównaniu z sędziowskimi, ograniczone. KRS dostrzega konieczność stworzenia warunków pozwalających ustalić, który z kandydatów ubiegających się o stanowisko sędziego jest najlepszy. Powinno np. być więcej orzekających asesorów niż etatów sędziowskich do obsadzenia. Przy naborze należałoby zorganizować pewnego rodzaju konkurs, aby na nową asesurę trafiali najlepsi. Okres próby pozwalałby ustalić, jak konkretny asesor sprawdza się w praktyce. Można by następnie przeprowadzić kompleksową wizytację, tak jak było to w okresie, gdy działali poprzedni asesorzy.

W przeszłości wizytatorzy uczestniczyli w rozprawach jako obserwatorzy, analizowali sposób sądzenia i badali akta konkretnych rozstrzygnięć. Obecnie rozprawy są nagrywane, więc asesora można sprawdzać nawet bez konieczności przebywania na sali rozpraw. Taka ocena jest istotna, bo zdarzają się kandydaci świetnie przygotowani merytorycznie, po zdanych na piątki egzaminach, ale mający problemy z podejmowaniem decyzji lub panowaniem nad stresem. Niektóre wady ujawniają się dopiero w praktyce, a przecież strona, która przychodzi do sądu, musi być przekonana o tym, że sędzia w momencie wyrokowania jest pewien swojego rozstrzygnięcia i nie boi się go wydać. W czasach funkcjonowania asesury bywały przypadki, że nawet nie dochodziło do oceny kandydata, bo asesor sam rezygnował - nie radził sobie na sali rozpraw, zdawał sobie sprawę z tego, że wydaje złe orzeczenia i nie czuł się powołany do sądzenia. W ten sposób dochodziło do naturalnej selekcji. Ja też zaczynałem od asesury. Z doświadczenia wiem, że asesor miał szansę wyrobić sobie pewne nawyki, korygować swoje umiejętności, wiedząc o tym, że za pewien czas zostanie oceniony. To pozwalało szlifować warsztat pracy.

Mimo że nie ma jeszcze pierwszych absolwentów szkoły krakowskiej, pojawiają się pytania m.in. o to, czy należy im przyznać preferencje przy ubieganiu się o powołanie na stanowisko sędziego. Za takim rozwiązaniem opowiadali się uczestnicy niedawnej konferencji zorganizowanej przez KRS i Senat. Zrodziły się jednak wątpliwości natury konstytucyjnej dotyczące braku równości w dostępie do stanowiska sędziego. Pewna grupa byłaby bowiem preferowana z powodu ukończenia określonego rodzaju szkolenia.

W trakcie konferencji pojawiły się też głosy takich autorytetów jak były prezes TK sędzia Jerzy Stępień czy sędzia TK w stanie spoczynku Janusz Niemcewicz, którzy chcieliby, by zawód sędziego stanowił koronę zawodów prawniczych, ale w stylu anglosaskim. Pomysł wspaniały, ale czy możliwy do zrealizowania w naszym systemie prawnym? Oczywiście chciałbym, by dostęp do zawodu sędziego był dwutorowy i zwiększył się dopływ prawników doświadczonych. Trzeba im jednak stworzyć odpowiednie warunki pracy i płacy. Nie przyciągniemy dobrych prawników, gdy będą musieli siedzieć w trzyosobowych pokojach i dostawać wynagrodzenie kilkakrotnie niższe od dotychczasowych dochodów. Co prawda sytuacja na rynku najprawdopodobniej będzie sprzyjała powiększaniu się grupy ludzi zainteresowanych stałą pracą i stabilną emeryturą, ale przecież nie chodzi o napływ prawników zainteresowanych odpoczynkiem i wyższym uposażeniem w stanie spoczynku. Krajowej Radzie Sądownictwa zależy na dobrych prawnikach w sile wieku.

Pamiętajmy też, że sędzia powinien rozpoznawać spór, a nie być rozjemcą banalnych roszczeń. Do zawodu sędziego nie przyjdzie dobry adwokat, aby zajmować się takimi drobnymi sprawami. A przecież nawet najlepszy adwokat musi zaczynać od orzekania w sądzie pierwszej instancji. Nie można również stosować prostego przełożenia, że skoro ktoś jest adwokatem, to jest świetny. Obecne przepisy stanowią, że gdy w konkursie bierze udział adwokat, radca prawny, notariusz lub prokurator, w zespole przygotowującym wstępne stanowisko dla KRS zasiada też członek jego korporacji. I taka osoba nieraz sama przyznaje, że konkretny kandydat nie nadaje się, bo jest zbyt słaby. Najważniejszymi przesłankami przy powołaniu na stanowisko sędziego są więc kompetencja i doświadczenie.

Te wszystkie wątpliwości powodują, że konieczne jest dalsze prowadzenie prac nad projektem. W sprawach tak istotnych jak wybór dożywotniego sędziego należy dążyć do poszukiwania systemu zbliżonego do ideału (idealnych systemów nie ma). Najważniejsze, że debata w środowisku prawniczym trwa.

@RY1@i02/2013/016/i02.2013.016.070001000.810.jpg@RY2@

Roman Nowosielski, adwokat

Wyrokując na temat asesorów sądowych, TK wcale nie stwierdził, że nie mają oni racji bytu w polskim systemie prawnym. Dlatego mogą powrócić jako element pośredni między osobą, która zdała egzamin sędziowski, a sędzią, ale tylko wówczas, gdy będą mieli zagwarantowaną niezawisłość i niezależność. Organizacją gwarantującą tę niezawisłość i niezależność powinna być KRS.

Niezależność polega m.in. na tym, że asesorzy, określani też jako sędziowie na próbę, nie mogą być uzależnieni od ministra, a w czasie wykonywania czynności sędziowskich nikt nie powinien mieć możliwości odwołania ich, np. na podstawie opinii kolegium sądowego.

Uważam, że asesora nie powinien powoływać minister, bo to łączyłoby się ze sprawowaniem zwierzchnictwa administracyjnego nad taką osobą. W procedurze nominowania musi być natomiast zagwarantowany udział KRS. Po sprawdzeniu asesora w zakresie wykonywania funkcji sędziowskich rada występowałaby do prezydenta o mianowanie go na sędziego, tak jak obecnie. Nie byłoby żadnego orzekania pod oczekiwania władzy administracyjnej.

Chcę tutaj przypomnieć, że TK wypowiedział się również krytycznie o roli sędziego konsultanta, który w minionym okresie pomagał asesorowi od strony technicznej w wykonywaniu czynności, ale jednocześnie raz na pół roku wydawał o nim opinię. Była ona jedynym źródłem wiedzy o asesorze dla kolegium sądu okręgowego i ministra. Dlatego taka sytuacja nie gwarantowała asesorowi pełnej niezawisłości. Natomiast TK dostrzegł, że osoby, które nie mają przygotowania praktycznego, a mają orzekać o prawach ludzi, nie powinni od razu uzyskać pełni władzy. O tym teraz mówią wszyscy: sędziowie, Stowarzyszenie Sędziów Polskich "Iustitia", KRS i minister sprawiedliwości.

Gdy w 2001 r. reformowano ustrój sądów powszechnych, wyraźnie stwierdzono, że w ciągu 10 lat należy doprowadzić do sytuacji, w której sędziami będą stawały się osoby przechodzące z innych zawodów bądź odpowiednio przygotowane praktycznie. Natomiast dziś, jak powiedział prezes KRS Antoni Górski, składając sprawozdanie w Sejmie - aż 92 proc. osób, spośród których rekrutuje się sędziów, to referendarze sądowi albo asystenci sędziowscy. Mają zerowe doświadczenie w orzekaniu, więc po uzyskaniu nominacji sędziowskiej uczą się na ludziach, których sądzą. Ludzie bez doświadczenia, nieumiejący radzić sobie ze stresem, nie powinni od razu uzyskiwać pełnych uprawnień sędziego. Dlatego trzeba wprowadzić instytucję sędziego na próbę, który na początek będzie orzekał w drobnych sprawach, a potem stopniowo awansował - przy czym już na starcie musi znać swoją sytuację prawną i perspektywy.

Trzeba pamiętać, że instytucja asesora pojawiła się w Polsce w 1928 r. i została wprowadzona rozporządzeniem prezydenta Rzeczypospolitej. Asesor nie miał jednak wówczas prawa wydawania wyroków, służył tylko do pomocy sędziemu, np. mógł gromadzić dowody, przesłuchać świadków i pełnić funkcję sędziego śledczego. Krok po kroku wprowadzano go do zawodu.

Uważam, że bez względu na nazwę: asesor, sędzia na próbę czy sędzia grodzki taka instytucja pośrednia powinna być - po to, by umożliwiać kandydatom na sędziów zdobycie doświadczenia, a sądom umożliwić rozstanie się z ludźmi, którzy się do zawodu nie nadają.

@RY1@i02/2013/016/i02.2013.016.070001000.811.jpg@RY2@

Grzegorz Wałejko, były wiceminister sprawiedliwości

Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 24 października 2007 r. stwierdził niezgodność z konstytucją przepisu prawa o ustroju sądów powszechnych pozwalającego na powierzenie asesorowi sądowemu pełnienia czynności sędziowskich. W tym czasie w sądach rejonowych orzekało ponad tysiąc asesorów. Taka sytuacja mogła utrzymywać się zgodnie z orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego przez półtora roku. Minister Zbigniew Ćwiąkalski w konsekwencji powołał zespół pod przewodnictwem prof. dr. hab. Włodzimierza Wróbla z UJ, który pracował nad koncepcją nowego modelu wyłaniania kandydatów na pierwsze stanowiska sędziowskie. Ostatecznie powstał model obowiązujący od ponad trzech lat, przewidujący dostęp do pierwszego stanowiska sędziowskiego kandydatów wywodzących się z różnych zawodów prawniczych, w tym spośród referendarzy sądowych i asystentów sędziów. Przewidywano, że w przyszłości coraz więcej referendarzy i asystentów, a w rezultacie i kandydatów na stanowiska sędziowskie wywodzić się będzie spośród absolwentów aplikacji sędziowskiej, prowadzonej przez Krajową Szkołę Sądownictwa i Prokuratury. Obecnie jest za wcześnie na ostateczną ocenę tego modelu, ponieważ dopiero w tym roku pierwsi absolwenci aplikacji sędziowskiej przystąpią do egzaminu sędziowskiego.

Faktem jest, że dyskusja nad zmianą obecnego modelu została rozpoczęta. Wywołana została przede wszystkim przez KRS, według której słabość obecnego modelu objawia się w konieczności wyłanianiu kandydatów spośród osób niemających wystarczającej praktyki prawniczej, przede wszystkim na sali sądowej, a w szczególności w orzekaniu. Rada, przedstawiając prezydentowi kandydatów na stanowisko sędziego, nie zawsze ma pewność, że dokonała właściwego wyboru na stanowisko, które jest powierzane w zasadzie dożywotnio. Stąd próba powrotu do instytucji asesora sądowego czy wprowadzenia tzw. sędziego na próbę, z założeniem, że będzie możliwe naprawienie błędu wówczas, gdy wybór nie okaże się słuszny.

Warto pamiętać o tym, że asesor sądowy był najczęściej absolwentem dawnej zdecentralizowanej aplikacji sądowej i też był od razu rzucany na głęboką wodę, a praktykę orzeczniczą odbywał dopiero na sali sądowej. Natomiast mógł orzekać tylko przez określony czas. Gdy nie sprawdził się w ciągu tych kilku lat, nie był powoływany na stanowisko sędziego. Były to jednak dość rzadkie przypadki. Nikt nie próbuje w tej chwili odpowiedzieć na pytanie, ilu asesorów nie otrzymało nominacji na stanowisko sędziego oraz ilu spośród sędziów powołanych w ostatnich trzech latach nie powinno być powołanych na swoje dożywotnie stanowiska. Nikt też rzetelnie nie badał jakości orzecznictwa sędziów powołanych w ostatnich latach, tego, co sobą reprezentują, czy są lepsi lub gorsi od osób, które otrzymały wcześniej nominację.

Z badań zleconych przez KRS, omówionych na jej stronie internetowej wynika, że tzw. wytyki dostają najczęściej sędziowie o większym stażu pracy. Przeczy to tezie, że obecnie do zawodu trafiają osoby, które są gorzej przygotowane. Dlatego ocena, czy obecny model dostępu do zawodu sędziego wymaga zmian, powinna zostać poprzedzona bardzo rzetelnymi analizami.

Dyskutowana obecnie koncepcja niczego nie polepszy, jeżeli chodzi o dopływ kandydatów na stanowiska sędziowskie, a nawet w pewien sposób ten dopływ pogorszy. Do konkursu na stanowiska asesorów staną referendarze sądowi i asystenci sędziów, którzy obecnie w tak znacznej liczbie ubiegają się o stanowiska sędziowskie. Nie będą ubiegać się o stanowiska asesorów kandydaci o ugruntowanej pozycji zawodowej, a więc np. adwokaci, radcowie prawni czy prokuratorzy. Taka zmiana jest przedwczesna i ryzykowna, tym bardziej że w pierwszym okresie wśród kandydatów na stanowiska asesorów ciągle nie będzie jeszcze absolwentów nowej aplikacji sędziowskiej.

Krzywdzące i nieoparte na rzetelnej wiedzy są opinie niektórych osób, że krakowska szkoła nie wykształci absolwentów aplikacji na odpowiednim poziomie, szczególnie ze względu na brak przygotowania praktycznego. Uważam, że to nieprawda, bo w programie aplikacji sędziowskiej duży nacisk kładzie się na przygotowanie praktyczne. Nie chodzi przy tym tylko o rozwiązywanie kazusów czy udział w symulowanych rozprawach. Zajęcia teoretyczne i sprawdziany trwają tylko przez tydzień w każdym miesiącu, natomiast przez pozostały czas aplikanci odbywają praktyki w sądach, prokuraturach i innych instytucjach. Są kształceni nie gorzej niż ich poprzednicy w okresie, gdy krakowska szkoła jeszcze nie funkcjonowała. Wtedy raz w tygodniu aplikanci etatowi uczyli się na seminariach, a przez pozostałe dni tygodnia odbywali praktykę. O wiele mniej praktyki mieli aplikanci pozaetatowi.

Nowy model szkolenia ma przewagę wynikającą z jego ujednolicenia. Szkolenie odbywa się w jednym miejscu, organizowane jest przez jeden podmiot, według tych samych standardów i prowadzone jest przez grupę wykładowców zobowiązanych do dotrzymywania określonych założeń i programu (poprzednio szkolenia odbywały się w różnych ośrodkach, z których każdy kształcił wprawdzie według jednolitego ramowego programu, ale w praktyce na różnym poziomie i według różnych standardów). Nieduża liczba aplikantów przyjmowanych do szkoły powoduje, że trafiają tam najlepsi absolwenci uczelni prawniczych. Każdego roku przystępuje do egzaminu około 2 tys. kandydatów, z których przyjętych zostaje 200 osób.

Najpoważniejszym niedostatkiem w obecnej dyskusji jest brak analizy, jakie szczegółowe warunki powinny być spełnione, aby powrót do instytucji asesora sądowego nie naruszał przepisów konstytucji. Rozstrzygnięcie, kto będzie powoływał asesorów - i że nie będzie to minister sprawiedliwości - to tylko najłatwiejsza część zagadnienia. Trybunał nie wykluczył, że sprawowanie wymiaru sprawiedliwości może być powierzone osobom innym niż sędziowie. Zdaniem TK powierzenie wykonywania władzy sędziowskiej osobom o statusie zbliżonym do sędziów, z zapewnieniem im formalnie niezawisłości w orzekaniu, nie stanowi wprost naruszenia konstytucyjnego statusu sędziego ani zasady niezawisłości. Zagwarantowanie innym osobom warunków, od których uzależniona jest bezstronność, niezawisłość i niezależność sądu, nie jest jednak wystarczające do powierzania wykonywania władzy sądowej tym innym osobom. Zdaniem trybunału trzeba znaleźć cel legitymowany konstytucyjnie, czyli ważną przyczynę, która usprawiedliwia powierzanie wymierzania sprawiedliwości osobom o statusie zbliżonym do sędziów.

Trybunał wyraźnie przy tym podkreślił, że samo dążenie do sprawdzenia praktycznych umiejętności kandydata na sędziego i bezpośredniego zapoznania go z techniką pracy sędziego nie oznacza takiego celu, który przy zestawieniu z celami wskazanymi w art. 45 ust. 1 Konstytucji RP upoważniałby do tak generalnego odejścia od zasady sędziowskiego rozstrzygania spraw sądowych, jak miało to miejsce w przypadku asesora sądowego. TK mówił tylko bardzo ogólnie, że powierzenie pełnienia czynności sędziowskich osobom niebędącym sędziami służyć powinno przede wszystkim lepszej realizacji podmiotowego prawa określonego w art. 45. Niestety, analiza problemu z tego punktu widzenia nie została w toku dotychczasowej dyskusji przeprowadzona.

@RY1@i02/2013/016/i02.2013.016.070001000.812.jpg@RY2@

Lech Obara, radca prawny, Kancelaria Radców Prawnych Lech Obara i Współpracownicy

W większości wypadków asesorzy byli młodymi prawnikami, którzy dawali z siebie wszystko, gdyż od tego zależała ich kariera. Mieli nie mniej obowiązków i ponosili nie mniejszą odpowiedzialność niż sędziowie. Jednak powrót do instytucji asesora sędziowskiego w świetle wypowiedzi Trybunału Konstytucyjnego musi budzić spore wątpliwości. Myślę, że Krajowa Rada Sądownicza również zdaje sobie z tego sprawę, stąd też posługuje się zamiennie nowymi określeniami "podsędek" lub "sędzia na próbę". Jakąkolwiek nazwą byśmy się posługiwali, to problemem w mojej ocenie zawsze będzie to, że taki sędzia na próbę będzie w krótszej lub dłuższej perspektywie podlegał ocenie, od której zależy jego dalsza kariera sędziowska. Nie ma przy tym znaczenia, czy oceny tej będzie dokonywać prezydent, Krajowa Rada Sądownicza, minister sprawiedliwości czy może kilka organów wspólnie. Istnieje zagrożenie, że taki sędzia nie będzie orzekał w zgodzie ze swoim sumieniem i przekonaniem. Będzie bowiem starał się orzekać zgodnie z sumieniem i przekonaniem osób, instytucji, które będą go oceniały. Nie jest przypadkiem, że sędziowie są z reguły nieusuwalni. Jakiekolwiek próby oceny jakości orzeczniczej sędziego będą podważać jego niezawisłość, czyli jedną z podstawowych cech, jaka jest wymagana od sędziego przez naszą konstytucję. To właśnie brak rzeczywistej niezawisłości asesorów był podstawową przyczyną uznania przez Trybunał tej instytucji za niekonstytucyjną.

Przeraża mnie w szczególności głos w dyskusji, postulujący nawet zmianę konstytucji. Nie można zmniejszać standardów obecnych dzisiaj w konstytucji, aby tylko możliwe było ponowne wprowadzenie do ustroju sądów powszechnych asesorów. To byłby regres w systemie prawa w dążeniu do zapewnienia jednostce najpełniejszego dostępu do sądu.

Według mnie sędzia nie może być powoływany na próbę. Ktoś jest sędzią lub nim nie jest. System rekrutacji powinien być tak skonstruowany, aby osoba powołana do wykonywania funkcji orzeczniczej była do tego przygotowana. Chodzi mi tu jednak przede wszystkim o przygotowanie niezbędne do wydawania sprawiedliwych wyroków. Czyli - świetna znajomość prawa, legitymowanie się doświadczeniem życiowym i wysokie walory moralne. To są rzeczywiste gwarancje sprawiedliwego wyroku. Takie zaś kwestie, jak obycie się z salą sądową czy z sądem w ogóle, nie mają aż tak istotnego znaczenia. Biegłości w tych sprawach sędzia nabierze z czasem. Nie ma ona zaś decydującego znaczenia przy wydawaniu wyroku.

Jeśli chodzi o biegłość w prawie, można założyć, że absolwenci aplikacji sądowej mają najprawdopodobniej największą i najbardziej aktualną wiedzę teoretyczną. Większą niejednokrotnie niż doświadczeni sędziowie. Rzecz jednak w tym, że nie jest to wystarczające do wydania prawidłowego wyroku. Należy bowiem jeszcze posiadać doświadczenie życiowe, które pozwoli sędziemu ocenić np. wiarygodność zeznań świadka czy wyjaśnień składanych przez oskarżonego. Bez doświadczenia życiowego sędzia będzie miał problem, jak zbalansować funkcje sankcji karnej bądź jak określić adekwatną wysokość zadośćuczynienia poszkodowanemu. Czyli - wszędzie tam, gdzie ustawodawca przyznał mu margines uznania. Nadto sędziom niejednokrotnie brakuje umiejętności koniecznych do prawidłowego komunikowania się ze stronami procesu. Często sędzia posługuje się takim językiem, że strona postępowania w istocie nie rozumie, co się dzieje na sali sądowej. Mało tego, sędzia nawet nie stara się stronie tego wyjaśnić. Zdarza się, że strona w ogóle nie jest wysłuchiwana, gdyż nie jest ona w stanie wypowiedzieć się w taki sposób, jaki będzie zrozumiały dla sędziego. Pomijam już takie przypadki, które niestety występują, gdy sędzia traktuje stronę postępowania jak natrętnego petenta i zamiast rzetelnie rozpoznać sprawę, stara się ją jak najszybciej zakończyć.

Nie musi to być wcale przejaw złej woli sędziego, ale w większości wypadków jest to wynik frustracji z powodu warunków, w jakich musi orzekać. Brak tych umiejętności powoduje z kolei upadek autorytetu sędziego w społeczeństwie. Mitem jest, że sędzia nie może utrzymać autorytetu, gdyż zwykle ktoś musi przegrać w sprawie. Przegrana strona, która została należycie wysłuchana, a przy tym jej argumenty zostały rzetelnie rozważone - innymi słowy, jeśli została potraktowana z szacunkiem - wyjdzie z sądu z poczuciem szacunku do wymiaru sprawiedliwości i do sędziego, nawet jeśli będzie niezadowolona z wyroku. Z tym również wiąże się posiadanie przez sędziego wysokich walorów moralnych. Nie mam przy tym obaw, że radcowie prawni, adwokaci, notariusze czy prokuratorzy charakteryzują się mniejszymi walorami moralnymi niż sędziowie. Paradoksalnie, to właśnie oni, poddawani przy wykonywaniu swojego zawodu przeróżnym formom nacisku, mają szanse wykazania się swoją odpornością na różnorodne kompromisy. Nadto, profesjonalizm wymusza na nich otwartość i zrozumienie wobec swoich klientów.

Prowadzi to do wniosku, że sędziami powinni zostać doświadczeni prawnicy, którzy mieli możliwość wykazania się wiedzą prawniczą i pozyskali dostateczne doświadczenie życiowe, a przy tym dali się dobrze poznać od strony przymiotów moralnych. Wydaje mi się, że model urzędu sędziego jako korony zawodu prawniczego, czyli sędziego pochodzącego z innych korporacji, jest najlepszym modelem rekrutacji.

Inną sprawą jest to, że - jak zauważa Krajowa Rada Sądownicza - w naszym systemie to się nie sprawdza. Nie widać przepływu zdolnych i doświadczonych radców prawnych lub adwokatów do zawodu sędziowskiego. Należy jednak zmienić system, tzn. stworzyć takie warunki pracy sędziego i pracować nad autorytet sędziego, aby zawód ten stał się faktycznie prestiżowy i atrakcyjny. Należy zmniejszyć zakres obowiązków sędziów niezwiązanych z funkcją orzeczniczą i stworzyć im takie warunki, aby mogli skoncentrować się na orzekaniu i pogłębianiu wiedzy o prawie. Wiązałoby się to, rozbudową administracji i zwiększeniem liczby asystentów. Jednakże przyczyniłoby się do zwiększenia efektywności sędziów. Nie ma sensu płacić sędziemu za coś, co równie dobrze może zrobić absolwent prawa lub inny pracownik. Lepiej sędziemu zapłacić za to, że dobrze przygotuje się do rozprawy i rzetelnie ją przeprowadzi.

Innymi słowy, niech przyszłych sędziów edukują pozostałe korporacje prawnicze i niech oni sami się edukują. Ustawodawca winien skoncentrować się na stworzeniu korzystnych warunków do wykonywania przez sędziego funkcji orzeczniczej. Jednocześnie należy przyjąć takie zasady weryfikacji kandydatów na sędziego, aby zawód ten wykonywały osoby posiadające dużą wiedzę prawną, bogate doświadczenie i wysokie walory moralne.

Sam zaczynałem od asesury. Z doświadczenia wiem, że asesor miał szansę wyrobić sobie pewne nawyki, korygować umiejętności, wiedząc, że zostanie oceniony. To pozwalało szlifować warsztat pracy

Sędziami powinni zostać doświadczeni prawnicy, którzy wcześniej wykazali się wiedzą, praktyką i przymiotami moralnymi. Rekrutowanie sędziów z grona przedstawicieli innych korporacji to najlepszy i sprawdzony model

Małgorzata Piasecka-Sobkiewicz

malgorzata.piasecka@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.