Milczeć o sprawach klientów mimo wszystko
Nie opowiadałbym o sprawie przeciwdziałania publikacji, która mogła zagrażać klientowi. Adwokatowi nie wolno tłumaczyć się z wykonywanego zlecenia i ujawniać tajemnicy zawodowej nawet, aby bronić osobistej pozycji
Tajemnica zawodowa adwokacka nie ogranicza pana w wykonywaniu zawodu?
Nie, bo tak naprawdę chroni interesy moich klientów, a nie moje. I czasem mam wrażenie, że jeżeli tajemnica przeszkadza, to właśnie klientom, np. w sytuacji kiedy chcieliby ujawnić jakieś informacje z rozmów czy czynności, których jedynym świadkiem był adwokat. A okazuje się - zwykle ku zaskoczeniu klientów - że adwokat nie może zdać żadnej relacji, ponieważ ma milczeć na temat wszystkiego, o czym dowiedział się w trakcie świadczenia pomocy prawnej. I coraz częściej obserwuję, że adwokaci lub radcy opowiadają, co się zdarzyło, pomimo obowiązującej ich tajemnicy zawodowej.
Pan też by tak zrobił, gdyby miało to pomóc wygranej w sprawie pana klienta?
Nigdy nie zostałem postawiony w takiej sytuacji. Mogę więc tylko próbować zrozumieć motywację tych, którzy się na to decydują. W jednym znanym mi wypadku zeznania, kóre złożył radca prawny, były korzystne dla jego poprzedniego klienta. Z pewnością też nie udałoby się uzyskać tych informacji w żaden inny sposób. Mimo tego nie mogę ocenić takiego postępowania jako właściwe w każdym wypadku, ponieważ możliwy byłby też scenariusz odwrotny i nawet nieświadome zaszkodzenie klientowi przez ujawnienie wiadomości niekorzystnych. O tym, co jest dobre albo niedobre dla klienta możemy się przecież dowiedzieć także w przyszłości.
No to adwokaci mogą zeznawać w takich sytuacjach czy nie?
Żąda pani odpowiedzi tak lub nie. A życie wymaga raczej niuansowania odpowiedzi. W związku z tajemnicą obrończą w sprawie karnej nie widzę możliwości relacjonowania niczego przez adwokata. W sprawach cywilnych, w związku z byciem pełnomocnikiem, wyrażano i taki pogląd, że były pełnomocnik może być świadkiem. To mnie nie przekonuje. Informacje wrażliwe, o których taki adwokat dowiedział się, gdy kiedyś zajmował się sprawami klienta, mogą nadal być wrażliwe. Gdybym więc stanął dziś przed dylematem, to skłaniałbym się ku temu, że w sprawie cywilnej adwokat może być świadkiem, ale powinien odmawiać odpowiedzi na konkretne pytania, jeżeli dotyczą one informacji związanych z wykonywaniem przez niego zawodu, objętych tajemnicą.
No a jak pan traktuje na sali sądowej tych, którzy chcą zeznawać?
Zaczynam przesłuchiwanie od wstępu, w którym zaznaczam, że zdaję sobie sprawę, że część informacji, które posiadają, jest objęta tajemnicą zawodową. Oczekuję zatem, że świadek adwokat sam zadecyduje, czy oceniając rzecz pod kątem tajemnicy zawodowej, może udzielić mi odpowiedzi na pytania. Przestałem już być zaskoczony, że najczęściej odpowiada bez ograniczeń.
Ale adwokat ma działać w interesie klienta, więc złożenie zeznań, które mogłyby okazać się niekorzystne, nie wchodzi chyba w ogóle w grę?
Nie zawsze wiemy, co będzie w interesie klienta, a co ten interes naruszy. Dlatego tajemnica adwokacka jest zakreślona tak bezwzględnie. Artykuł 6 prawa o adwokaturze dotyczy wszystkiego, czego adwokat dowiedział sie? w zwia?zku z udzielaniem pomocy prawnej. Zapis jest zresztą nieco niezręczny, bo odczytując go zbyt dosłownie, można twierdzić, że chronione będą także nazwiska świadków, których powołania domaga się od adwokata jego własny klient. Musimy więc dokonywać wykładni racjonalnej. Chodzi o wszystko, co nie powinno być ujawnione. Adwokat nie może być sędzią w tej sprawie i rozstrzygać, co wolno mu upubliczniać, a co nie.
A może klient powinien o tym decydować?
Pojawiały się takie poglądy, że to właśnie klient w sprawie cywilnej mógłby zwolnić adwokata z obowiązku zachowania tajemnicy. Ale i co do tego postulatu mam wątpliwości. Zasadnicze dlatego, że jeżeli tajemnica adwokacka stanowi gwarancję dla interesów klientów, to nie mogą oni osiągać z niej wyłącznie korzyści, nie ponosząc też konsekwencji z nią związanych. A praktyczne, bo gdybym na przykład reprezentował małżeństwo w postępowaniu związanym z nabyciem nieruchomości, a następnie moi klienci zamierzali się rozwieść i jedno z nich zaczęło domagać się ode mnie ujawnienia informacji, uwzględnienie takiego polecenia jednego klienta godziłoby w interes drugiego. Tajemnica chroni klienta, ale po przekazaniu adwokatowi informacji objętych tajemnicą klient nie jest ich wyłącznym dysponentem. Dlatego mimo wielu prób i czasem sensownych wątpliwości bezwzględny charakter tajemnicy broni się.
Ale zdarza się, że schodzi na drugi plan?
Niektórzy powołują się na stan wyższej konieczności. Przyznają, że tajemnica zawodowa ma charakter absolutnie bezwzględny i nikt nie ma prawa zwolnić adwokata z jej dochowania, a zatem ani on, ani klient. Sytuacja może jednak zmusić adwokata do tego, by złamał przepis po to, aby uchronić inne dobro.
No więc co jest ważniejsze: interes klienta czy tajemnica zawodowa?
Dajemy przewagę interesom klienta, ale przecież i on nie jest wartością absolutną. Jeżeli więc nie zgadzam się z moim klientem i jego wymagania naruszają zasady, którymi się kieruję, to musimy ustalić, jak mamy dalej postąpić, włącznie z tym, czy mamy zakończyć współpracę. Tajemnica zawodowa nie podlega negocjacjom.
Jak więc rozumieć interes klienta?
Najczęściej sprowadza się go do sukcesu klienta. Zbyt prosto, prostacko może nawet. Mnie się wydaje, że klient ma interes w byciu zaopiekowanym. Trzeba mu wytłumaczyć położenie, zaproponować rozwiązania i to odpowiednie, wybrane przez klienta, optymalne rozwiązanie przeprowadzić. Interes klienta może więc być bardzo złożony i czasem bardziej zależeć od wrażenia niż rzeczywistych osiągnięć. I takie dojrzałe reprezentowanie interesu klienta zmusza adwokatów do aktywności, które dawniej byłyby niedopuszczalne. Zdarza się więc często, że pełnomocnicy stron wyprzedzająco informują, co zrobią, podając, jakie argumenty podniosą, i przedwcześnie ogłaszają, jakie jest pełne stanowisko ich mocodawcy w sprawie. W takim wypadku nie mamy do czynienia z dokonywaniem czynności procesowych, ponieważ to tylko ich zapowiedzi. Ale one niebezpiecznie zbliżają się do granicy tajemnicy zawodowej. Podobnie będzie wtedy, gdy tłumaczymy naszych klientów publicznie z ich zamiarów i celów, jakie chcieli osiągnąć, podejmując określone działanie. Takie informacje są objęte tajemnicą. Właśnie byliśmy świadkami głośnego zdarzenia ostatnich tygodni: adwokat tłumaczył publicznie szczegóły negocjacji dotyczących odkupienia praw do publikacji. Takie opowieści niebezpiecznie zbliżają się do ujawnienia taktyki, intencji, chęci zdobycia informacji, które być może zagrażają interesom klienta, nawet jeżeli wyraził on zgodę na ich upublicznienie. O takich sprawach powinien więc mówić rzecznik prasowy, może specjalista od wizerunku, a nie adwokat.
Do sprawy mec. Giertycha jeszcze wrócimy. Tajemnica zawodowa, interes klienta, no i jest jeszcze sprawiedliwość...
Pamiętam takie zeznania radcy prawnego jako świadka, który zanim zaczął cokolwiek mówić, został zaatakowany przez pełnomocnika przeciwnika, przekonującego, że skoro świadek jest radcą prawnym, to nie ma prawa niczego powiedzieć przed sądem, ponieważ wszystko, co wie, objęte jest tajemnicą zawodową. I wówczas ten radca w niezwykle emocjonalnym wystąpieniu stwierdził, że sprawiedliwość jest ważniejsza. To zdanie wywołało fantastyczne wrażenie na sądzie. A mój klient ocenił postawę swojego poprzedniego prawnika słowami: "Porządny człowiek. Nie pęka". Taka refleksja klienta nie może być zupełnie pomijana, bowiem nie wolno bezrefleksyjnie zamykać się w wieży ze słoniowej kości adwokackich zasad.
Zatem jeżeli klient oczekuje od adwokata, że ten będzie zeznawał dla niego w zakresie wiadomości objętych tajemnicą, to adwokat może wypowiedzieć pełnomocnictwo z tego powodu?
Mój mocodawca nie może mieć w stosunku do mnie oczekiwań sprzecznych z prawem i naruszających zasady wykonywania mojego zawodu. Nie mogę ulegać każdemu jego oczekiwaniu, ponieważ jednego dnia zasugeruje, żebym naruszył tajemnicę zawodową, a następnego, żebym razem z nim popełnił przestępstwo. W imię jakiegoś wyznawanego przez niego, a nie przeze mnie, aksjomatu. Istota problemu tkwi w tym, że regulacja dotycząca tajemnicy zawodowej powinna uwzględniać, że świat się zmienia. Uwzględniać różnice zakresów tajemnicy w różnych systemach prawnych, prawo domagania się informacji, racjonalne oczekiwania, że tajemnica nie będzie fasadą do ukrywania zagrożeń bezpieczeństwa publicznego.
Polska tajemnica adwokacka nie jest już jednak taką świętością, choćby za sprawą przepisów o przeciwdziałaniu praniu brudnych pieniędzy...
Tak, to był rzeczywiście wyłom. Kiedy 10 lat temu te przepisy wchodziły do polskiego porządku prawnego, adwokatura miała wiele obaw, że nałożenie na adwokatów obowiązku informowania generalnego inspektora informacji finansowej o wątpliwych transakcjach zburzy zaufanie klientów do adwokatów. Praktyka pokazała, że albo takich transakcji nie ma, albo tak wąsko je definiujemy, że adwokaci ich nie zgłaszają. Obecnie dyskutowane są kolejne zmiany, które będą wkraczać w tajemnicę adwokacką. Toczą się bowiem dyskusje o zmianie regulacji dotyczącej ochrony konkurencji i konsumentów. Na razie myślenie o tajemnicy zawodowej powinno omijać pokusy zniesienia jej bezwzględnego charakteru, a bardziej koncentrować się na dopasowaniu jej do rzeczywistości.
Co właściwie oznacza, że w tajemnicy adwokackiej chodzi o informacje uzyskane w związku z wykonywaniem zawodu?
Na świecie wypracowano zasadę, że moment, w którym już rodzi się obowiązek zachowania tajemnicy zawodowej, to ustalenie pozycji prawnej klienta. Europejskie organizacje prawnicze optują za tym, żeby rozumieć ją co najmniej jako udzielenie porady prawnej klientowi. Pojawiają się też poglądy stwierdzające, że ten stosunek zostaje nawiązany dopiero z chwilą udzielenia pełnomocnictwa. Bez pełnomocnictwa nie byłoby zatem ochrony tajemnicy zawodowej.
Na który pogląd pan stawia?
Uważam, że każdy ma prawo do zachowania w tajemnicy nawet faktu, że pojawił się u mnie w kancelarii i chciał uzyskać odpowiedź na ważne dla niego pytanie, ale jej nie uzyskał, np. z tego powodu, że mamy konflikt ineteresów. Dlatego też w wielu miejscach na świecie klienci w kancelariach prawniczych nie mogą dokonywać płatności kartą kredytową, ponieważ pozwala to ujawnić na zewnątrz informacje o udzielonej pomocy prawnej. Już taka wiadomość może być dla kogoś innego przydatna. Są adwokaci, którzy specjalizują się w wąskiej, charakterystycznej dziedzinie prawa, np. ochrony konkurencji. Zatem informacja o tym, że dany przedsiębiorca zasięgał porady prawnej u takiego specjalisty, może wzbudzić podejrzenia. Obecnie zakres informacji objętych tajemnicą zawodową jest inny niż dawniej, kiedy chodziło w niej głównie o informacje, o których klient opowiedział adwokatowi, siedząc w jego gabinecie.
Przepisy wymagają więc zmian?
Nie są doskonałe. Nienaruszalna jest zasada bezwzględnego charakteru tajemnicy. Jej opisanie i ochrona muszą zacząć odpowiadać współczesnym potrzebom. Obecnie na przykład istnieje luka, która pozwala pozyskać informacje objęte tajemnicą w sposób całkowicie legalny. Chodzi o pracowników kancelarii. Nie potrzeba bowiem domagać się uchylenia obowiązku zachowania tajemnicy zawodowej przez adwokata, skoro można przesłuchać sekretarkę zatrudnioną w jego kancelarii. Warto byłoby objąć więc przepisami osoby, które współpracują z adwokatami i w ten sposób wchodzą w posiadanie informacji poufnych.
Ten problem dotyczy dziś wszystkich kancelarii. Jak adwokaci sobie z tym radzą?
Zobowiązują pracowników do zachowania w tajemnicy informacji związanych z pracą kancelarii. Ale to jedynie namiastka. Takie oświadczenie powoduje bowiem jedynie odpowiedzialność odszkodowawczą pracownika w stosunku do kancelarii. Nie ustanawia zaś zakazu pozyskiwania informacji z tych źródeł. W mojej kancelarii m.in. pod tym kątem dobieramy aplikantów i pracowników. Muszą to być osoby odpowiedzialne, które gwarantują to, że materiały i informacje uzyskane w kancelarii nie zostaną ujawnione na zewnątrz, nawet przypadkowo. Równie ważna jak uczciwość jest też pewna skala wyobraźni.
A co pan mówi koledze, który przy kawie czy piwie pyta pana o procesy, w których pan występuje?
Nie podejmuję takich rozmów, choć takie pytania padają dość często. O sprawach zawodowych nie rozmawiam jednak z nikim, nawet z moją żoną. Jedyne przypadki, w których dopuszczam informowanie o nieco szerszych okolicznościach niż same suche fakty związane z analizą prawną, to zajęcia z aplikantami adwokackimi. Czasem trzeba bowiem opowiedzieć o problemie prawnym, pokazując jego tło. Ale to jest uzasadnione nauczaniem wykonywania zawodu.
No ale co złego jest w rozmowach przy wódce o prowadzonych procesach? Prawie wszyscy o tym rozmawiają...
Zbyt często rozmawiają. I zbyt głupio. Oczywiście najwięcej emocji w środowisku zawsze wzbudzały relacje z procesów, zwłaszcza pomiędzy adwokatami. Unikam takich rozmów. Wyznaję zasadę, że z adwokatami nie rozmawiam ani o sprawach, ani o dzieciach i chorobach. Chętnie mogę dyskutować o piłce nożnej albo o problemach samorządu. Ale rzeczywiście coraz częściej zbyt wielu z nas zapomina, że tajemnica zawodowa chroni i obowiązuje nas w każdej sytuacji, nie tylko publicznej i formalnej. Dlatego zauważam, że klienci zaczęli zastrzegać, że pewne wiadomości przekazują tylko mnie. Wtedy nawet wspólnikom z kancelarii nic nie mówię, choć to może mieć jakieś znaczenie dla wspólnej odpowiedzialności.
Czasem są to fascynujące informacje. Nie korci pana, żeby opowiedzieć wspólnikowi?
Zdarza się, że po powrocie ze spotkania z klientem chciałbym się podzielić jakąś frapującą mnie informacją. Nauczyłem się zwalczać takie pokusy.
A jak adwokat nie radzi sobie ze sprawą i chce pokazać dokumenty koledze, żeby mu pomógł, to może?
Jeżeli klient o tym nie wie, to takie zachowanie będzie naruszeniem tajemnicy zawodowej. Samo pytanie innych o radę z pewnością nie jest naganne. Nie można jednak dopuścić do takiej sytuacji, że bez zgody klienta wprowadzamy w jego sprawy innych adwokatów. Czy ci, którzy doradzali adwokatowi, są zobowiązani do zachowania tajemnicy zawodowej, czy może nie są, bo tylko udzielili koleżeńskiego wsparcia? Aby uniknąć takich kłopotów, a co najmniej niezręcznych sytuacji, należałoby uprzedzić klienta, że w jego sprawie będziemy zasięgali opinii innego prawnika. Nawet dzisiaj jestem w podobnej sytuacji. Uczestniczę w sporządzaniu skargi kasacyjnej we współpracy z inną firmą prawniczą. Ich klient o tym wie i godzi się na to, że uzyskuję materiały z tej sprawy. Jestem formalnie związany obowiązkiem zachowania tajemnicy zawodowej. Innym rozwiązaniem jest anonimizacja danych, ale to wyjście pośrednie, bo nie gwarantuje nierozpoznawalności klienta.
Wróćmy do konieczności zmian przepisów prawa o adwokaturze. Pracownicy kancelarii to chyba niejedyny problem regulacji?
Na pewno należałoby rozstrzygnąć ustawowo, od kiedy obowiązuje tajemnica zawodowa. Dyskutuje się też o jej nieograniczonym czasie. Warto się zastanowić, czy nie istnieje jakaś granica, po przekroczeniu której zachowanie tajemnicy przestaje mieć znaczenie. Adwokaci zawsze pisywali pamiętniki i teksty ze wspomnieniami. Duża część informacji ma charakter historyczny. Poza tym należy rozstrzygnąć, czy informacje publicznie dostępne nie przestają być chronione tajemnicą zawodową. Absurdalna jest sytuacja, kiedy adwokat związany jest tajemnicą, zaś jego klient lub osoby trzecie publicznie dzielą włos na czworo. Kiedyś zwyczajnie tego problemu nie było. Od kliku lat twierdzę, że zakres tajemnicy zawodowej mógłby być też uzależniony od rodzaju aktywności zawodowej adwokatów - w związku z coraz szerszym zjawiskiem funkcjonowania adwokatów dedykowanych różnym rodzajom klientów. Wreszcie ustawowego rozwiązania domaga się możliwość powoływania się przez adwoktów na okoliczności objęte tejamnicą w ich postępowaniach dyscyplinarnych i procesach o wynagrodzenia z klientami.
Jest też problem, czy tajemnica zawodowa nie powinna znaleźć się w konstytucji?
Już w 2004 r. Trybunał Konstytucyjny zasugerował, że dobrze byłoby tajemnicę adwokacką podnieść do rangi konstytucyjnej. To pozwoliłoby jednoznacznie rozdzielić, co wolno, a czego nie wolno władzy publicznej. Od wielu lat mamy do czynienia ze sporem w tym zakresie na gruncie spraw karnych. Przepisy wydają się jasne, choć nie są w sposób klarowny stosowane, ponieważ zbyt często władza publiczna ulega pokusie pójścia drogą na skróty. Jeżeli więc można przesłuchać adwokata, to się to robi, zastępując tym inne źródła dowodowe. Adwokaci się buntują, prokuratorzy trzymają się swojego zdania, a sądy wydają różne orzeczenia.
Jakieś szczególnie zapadło panu w pamięć?
Ostatnio zostało wydane orzeczenie Sądu Okręgowego w Częstochowie, w którym odmówiono zgody na uchylenie tajemnicy zawodowej radcy prawnego, z przedziwnym uzasadnieniem. Uznano, że radca prawny, świadcząc pomoc prawną, na pewno nie uczestniczył w ustalaniu szczegółów handlowych, a zatem nie posiada informacji ważnych dla sprawy. Nie ma go zatem po co przesłuchiwać. To pokazuje, jak bardzo istota tajemnicy bywa nierozumiana.
A co na to wszystko samorząd?
Zawsze się sprzeciwiał przesłuchiwaniu adwokatów, nawet w sytuacji gdy był to jedyny środek dowodowy. Uważaliśmy, że jest to niedopuszczalne, a art. 6 prawa o adwokaturze jest przepisem szczególnym w stosunku do kodeksu postępowania karnego. Stanowisko nieco dyskusyjne teroretycznie, ale dobrze spełniało rolę wzorca zachowań.
Czy podniesienie tajemnicy zawodowej do rangi konstytucyjnej pozwoli na ukrócenie zapędów władzy publicznej do sięgania po wiadomości, które powinny pozostać w tajemnicy?
Zdecydowanie, tym bardziej że pojawiają się też coraz nowsze zagrożenia. Umiłowanie do chodzenia na skróty dotyczy nie tylko postępowania formalnego, ale i nieformalnego, a więc np. przy okazji przeszukania w kancelarii. Zdarzały się takie przeszukania, które nie ograniczały się do zabezpieczenia akt konkretnego postępowania, powiązanego z podejrzewanym przestępstwem. Funkcjonariusze zajmowali wszystkie dokumenty znajdujące się w kancelarii, a to oznacza, że naruszali tajemnicę zawodową. To samo z podsłuchami. Zdarza się, że podsłuchiwana jest osoba, która kontaktuje się z adwokatem. Jego numer telefonu zaczynał funkcjonować wśród numerów kontaktujących się z osobą podsłuchiwaną. A służby śmiało z tego korzystały, ponieważ z ich punktu widzenia nie jest wykluczone, że z rozmów z adwokatem mogą uzyskać interesujące ich informacje. Jest w tym trochę winy adwokatury, ponieważ za słabo reagowała na takie zdarzenia.
Jak jesteśmy przy podsłuchach, to czas porozmawiać o przypadku mec. Giertycha. Obsługuje banki i doradza przy wielomilionowych transakcjach, jak się chwalił niedawno w jednym z wywiadów. Przesadził?
To akurat nie narusza tajemnicy zawodowej, ponieważ nie wskazywał, kto konkretnie jest jego klientem ani nie można tego ustalić z wypowiedzianych przez niego słów.
Na stronie internetowej pana kancelarii jest licznik wartości transakcji. 6 miliardów - niezły wynik, ale czemu to ma służyć i czy nie jest to na bakier z obowiązkiem zachowania pewnych informacji w tajemnicy?
Ten licznik w żaden sposób nie może naruszać tajemnicy zawodowej, ponieważ nie pozwala na identyfikację klienta ani jakichkolwiek innych poufnych okoliczności. Ma wskazywać na doświadczenie prawników kancelarii i potencjał zawodowy. Ma zatem cel czysto informacyjny.
Mecenas Giertych opowiadał też w mediach o tym, że jego klient chciał sprawić prezent panu Janowi Kulczykowi i dlatego mecenas podjął się zadania wykupienia praw do książki, by nie została wydana. To nie za dużo?
Nie jestem od tego, by kategorycznie przesądzić, czy w ten sposób naruszył, czy też nie tajemnicę adwokacką. Nie będę w niego pierwszy rzucał kamieniem. Ja bym milczał o zleceniu przeciwdziałania publikacji, która mogła zagrażać klientowi, bo adwokatowi nie wolno tłumaczyć się z wykonywanego zlecenia i ujawniać tajemnicy zawodowej nawet, aby bronić osobistej pozycji. W tej sprawie jest prowadzone postępowanie wyjaśniające i w interesie nas wszystkich i samego zainteresowanego jest, aby to ucięło dywagacje. Niepokoją mnie zarówno jakieś zawirowania wokół dyscyplinarnego wyjaśnienia tej sprawy, jak i ostentacyjne nieco lekceważenie potrzeby takiej procedury wyjaśnienia.
To trudno jest adwokatom żyć z tą tajemnicą zawodową?
Nie oczekiwałem, że będzie łatwo. Nadal nie oczekuję. Kiedy byłem studentem, jeden z moich nauczycieli akademickich, prof. Wyrzykowski, odmówił pewnej mojej prośbie dotyczącej ułatwienia egzaminu. Wypaliłem: "Trudno. Życie jest ciężkie". Profesor zaś odpowiedział: "Nie, proszę pana, to ciężko jest lekko żyć". Zapamiętałem tę lekcję. Polecam ją innym. Jak ktoś chce, żeby wszystko rozwiązała za niego tajemnica zawodowa i przepisy, to zawsze będzie mu trudno. Tajemnica przecież nie zastąpi charakteru i uczciwości. Może tylko nieco je wspomóc.
Istnieje luka, która pozwala pozyskać informacje objęte tajemnicą w sposób całkowicie legalny. Chodzi o pracowników kancelarii. Nie potrzeba bowiem domagać się uchylenia obowiązku zachowania tajemnicy zawodowej przez adwokata, skoro można przesłuchać sekretarkę
Władza publiczna zbyt często ulega pokusie pójścia drogą na skróty. Jeżeli więc można przesłuchać adwokata, to się to robi, zastępując tym inne źródła dowodowe. Adwokaci się buntują, prokuratorzy trzymają się swojego zdania, a sądy wydają różne orzeczenia
@RY1@i02/2014/148/i02.2014.148.070000400.804.jpg@RY2@
MATERIAŁY PRASOWE
Andrzej Michałowski adwokat, członek Naczelnej Rady Adwokackiej, w przeszłości p.o. prezes NRA (2o10) oraz wiceprezes rady (2007-2010)
Rozmawiała Ewa Maria Radlińska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu