Śmietniki pełne telefonów
Sędzia o umiejscowieniu siebie i swojego zawodu między pojęciami "społeczeństwa" i "władzy" może powiedzieć tak, jak Sławomir Mrożek o swoim obywatelstwie: "Pochodzę z kraju położonego na wschód od Zachodu i na zachód od Wschodu"
Badań na ten temat oczywiście nie było, ale gdyby je przeprowadzono, zapewne okazałoby się, że sędziowie dzielą się na trzy kategorie. Największa grupa, 90 proc., to normalsi, czyli sędziowie, którzy wierzą w uczciwość ustawowych ram wymiaru sprawiedliwości, w niezawisłość jako drogę swoją i innych sędziów, a w głowie im się nie mieści, że jakakolwiek awantura - czy to na sali sądowej, czy w Sejmie - może skutkować wywieraniem na nich presji w sprawach orzekania. Druga grupa to przezorni (jakieś 7 proc.), czyli normalsi, którzy jednak na wszelki wypadek usunęli telefony z gabinetów, przynajmniej mentalnie, albo wkrótce to zrobią. Ostatnia grupa to Don Pedrowie z Krainy Deszczowców, ksywka Carramba (3 proc.). Czyli ci, którzy znaleźli się w todze wskutek serii zbiegów okoliczności. Ci myślą: im większy dym, tym więcej możliwości. Oni nie mieliby nic przeciwko sugestiom telefonicznym ani teraz, ani w przyszłości. "No co? Co dwie głowy to nie jedna".
Skorzystaj z PROMOCJI NA PIERWSZY MIESIĄC.
Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich treści:
wyjaśnień ekspertów, raportów i pogłębionych analiz oraz narzędzi dla specjalistów.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z PROMOCJI NA PIERWSZY MIESIĄC.
Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich treści:
wyjaśnień ekspertów, raportów i pogłębionych analiz oraz narzędzi dla specjalistów.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.