Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Decyzje KRS w sprawie konkursów sędziowskich budzą wątpliwości

9 lutego 2017

WYWIAD Małgorzata Manowska Niektóre wybory rady są dla mnie niezrozumiałe, a użyta przez nią argumentacja nieczytelna. A ten, kto mówi o KSSiP jako o szkole janczarów, obraża całe środowisko

Zgodnie z przedstawionym przez ministra sprawiedliwości projektem zmian w ustawie o Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury osoby, które ukończyły aplikację według starych zasad, zdały egzamin sędziowski i pracowały odpowiedni czas na stanowisku asystenta sędziego czy referendarza, nie będą mogły już startować w konkursach na stanowiska sędziowskie. Jakie jest uzasadnienie tej zmiany? Czy są gorsi od aplikantów po Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury?

Nie oceniam tego w takich kategoriach. Uważam, że każde państwo musi podjąć racjonalną decyzję, jaka będzie zasadnicza droga dojścia do urzędu sędziego. Jeśli miałby to być system anglosaski, w którym zawód sędziego jest ukoronowaniem zawodów prawniczych, to trzeba by było zupełnie inaczej tę drogę ułożyć. Zlikwidować KSSiP i nie marnować na jej utrzymywanie środków publicznych. Jeśli droga dojścia do urzędu sędziego ma się odbywać przez aplikację, to trzeba wzmocnić potencjał szkoły i aplikację uregulować w sposób racjonalny.

Teraz racjonalny nie jest?

System wprowadzony 1 stycznia 2016 r. nowelą z 9 kwietnia 2015 r. jest taki, że KSSiP miałaby kształcić niewielką część przyszłych sędziów, właściwie tylko asesorów sądowych. Absolwenci KSSiP mieliby stawać do konkursów na stanowiska asesorskie wraz z asystentami sędziów, referendarzami sądowymi, radcami prawnymi, adwokatami i notariuszami. Taki system jest nieczytelny i prowadzi do marnotrawienia środków publicznych. Dlatego minister sprawiedliwości zdecydował o przedstawieniu parlamentowi propozycji, zgodnie z którą główna droga dojścia do urzędu sędziego będzie prowadziła poprzez aplikację i asesurę odbywaną po zdaniu egzaminu sędziowskiego. Nie oznacza to, że będzie to jedyna droga dojścia. Nadal w konkursach na stanowisko sędziego będą mogli startować adwokaci, radcowie prawni, notariusze, prokuratorzy, jak również przedstawiciele nauki.

Z tej drugiej ścieżki nie będą już mogły skorzystać osoby, które ukończyły aplikację według starych zasad, choć mają już zdany egzamin sędziowski, a więc ich wiedza nie budzi wątpliwości.

Będą mogły, ale tylko przez określony czas. Te osoby zdały egzamin wiele lat temu i przez ten czas zajmowały się pracą związaną ze stosowaniem wąskich dziedzin prawa. Nie prowadziły wszechstronnej praktyki zawodowej, tak jak np. adwokaci czy radcowie prawni. Nie wydaje się słuszne, aby prawo do ubiegania się o urząd sędziego służyło dożywotnio tylko dlatego, że ktoś kiedyś zdał egzamin sędziowski. Czy chciałaby pani, aby operował ją chirurg, który od kilkunastu lat nie miał skalpela w ręku? Sprawowanie wymiaru sprawiedliwości ingeruje w czyjeś życie. To służba społeczeństwu, której pełnienie powinno cechować najwyższe standardy. W grupie osób po "starej aplikacji" znajdują się również tacy kandydaci, którzy nie osiągnęli na egzaminie sędziowskim zadowalających wyników. Ukończenie "starej aplikacji" nigdy nie gwarantowało wszystkim objęcia stanowisk asesorskich. Zależało to od potrzeb kadrowych wymiaru sprawiedliwości, a także od wyników osiągniętych przez aplikanta na egzaminie sędziowskim. Takich osób pozostało już relatywnie niewiele. I teraz w konkursach na stanowiska sędziego stają oni razem z aplikantami KSSiP, a Krajowa Rada Sądownictwa wybiera zazwyczaj tych pierwszych.

Może ci starzy aplikanci wypadają w tych konkursach lepiej?

Nie moją rolą jest ocenianie uchwał KRS, ale niektóre wybory rady są dla mnie niezrozumiałe, a argumentacja nieczytelna.

Może pani podać jakiś przykład?

Uchwała nr 764/2016 z 16 listopada 2016 r. KRS przedstawiła prezydentowi wniosek o powołanie do pełnienia urzędu na stanowisku sędziego sądu rejonowego kandydaturę starszego asystenta sędziego. Osoba ta zdała egzamin sędziowski w 2009 r. z oceną dostateczną plus. W tym samym konkursie brał udział aplikant KSSiP, który z egzaminu otrzymał ocenę celującą. KRS wskazała, że wyników egzaminu sędziowskiego złożonego przed komisją egzaminacyjną powołaną przez ministra sprawiedliwości przy sądzie apelacyjnym przed 2009 r. nie można porównywać z wynikiem egzaminu złożonego w obecnym cyklu szkoleniowym KSSiP.

Dlaczego?

Ma to wynikać z faktu, że obecnie obowiązujące zasady wystawiania ocen różnią się od tych, które obowiązywały do 2009 r. To są ogólniki niepoparte rzeczową argumentacją. Z uzasadnienia uchwały nie wynika, dlaczego te reguły wystawiania ocen są według KRS odmienne, a także który egzamin, zdaniem rady - czy ten kończący "starą aplikację", czy ten obecny - lepiej sprawdzał umiejętności kandydatów na sędziów. W dalszej części uzasadnienia KRS wskazała, że rozszerzeniu uległa skala ocen, umożliwiając obecnie uzyskanie najwyższej oceny celującej. To doprowadziło KRS do wniosku, że ocena dostateczna plus uzyskana w 2009 r. i będąca w środku skali ocen nie może być wprost porównywalna do oceny celującej, czyli najwyższej, uzyskanej w KSSiP, więc nie może być decydującym wykładnikiem oceny poziomu wiedzy aplikanta.

A może?

Wniosek ten jest oparty na nieprawdziwych przesłankach, bo oceny celujące zostały włączone do skali ocen już w 1994 r. i nigdy nie zostały z niej usunięte. Nie wiem, co doprowadziło KRS do wniosku, że aplikant, który przeciętnie zdał "stary" egzamin, jest lepszy od tego, który "nowy" egzamin zdał na najwyższą ocenę.

KRS przeprowadza takich konkursów wiele w ciągu roku. Może to po prostu jednorazowa wpadka?

Takich budzących wątpliwości uchwał KRS jest niestety więcej.

Czy to nie było tak, że osoba, która ten konkurs wygrała, miała przewagę nad aplikantem KSSiP ze względu na swoje doświadczenie?

Tego nie wiem, to nie wynika z uzasadnienia uchwały KRS. Jeżeli chodzi o zdobywanie praktyki na stanowisku asystenta czy referendarza, to zakres kompetencji im przysługujących jest nieporównywalnie węższy w stosunku do kompetencji sędziego. Choć zaznaczam, że cenię obie te grupy zawodowe, nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez nich wymiaru sprawiedliwości. Nie zmienia to faktu, że przepisy, które nakazywały egzaminowanym już aplikantom KSSiP odbyć półtoraroczny staż referendarski, skutkowały marnotrawieniem potencjału ludzkiego.

Jak to możliwe?

Aplikanci w tym czasie powoli zatracają te umiejętności, które nabyli w KSSiP. Krajowa szkoła przygotowuje do pełnienia służby sędziowskiej poprzez wszechstronne szkolenia i praktyki. Ponad 80 proc. czasu aplikacji to praktyki odbywane w prawie wszystkich wydziałach sądów obu instancji pod okiem patronów, a ok. 18 proc. to szkolenia odbywane w Krakowie, prowadzone w małych grupach w formie warsztatów, symulacji, case method. Jeszcze gorzej oceniam przepisy wprowadzone w styczniu 2016 r., które egzaminowanym aplikantom sędziowskim nakazują odbyć półtoraroczną praktykę w jakiejkolwiek instytucji, a więc nie tylko w wymiarze sprawiedliwości - przy tworzeniu, stosowaniu i wykładni prawa. Czy po to państwo ma szkolić "kandydatów na przyszłych sędziów", żeby zasilali oni szeregi pracowników podmiotów prywatnych?

W uzasadnieniu projektu podano, że tylko 25 aplikantów KSSiP otrzymało do tej pory nominacje sędziowskie. A ilu wzięło udział w konkursach przed KRS?

Prawie 80. Były to osoby z pierwszego oraz drugiego rocznika, teraz miały startować kolejne.

Projektodawcy chcą dać aplikantom prawo do podejmowania pewnych czynności w postępowaniach. Czy to nie będzie powodować pewnego dyskomfortu u uczestników postępowania? Będą to osoby bez zdanego egzaminu sędziowskiego.

Nie sądzę, nasze społeczeństwo jest bardzo postępowe i myślę, że zaakceptuje takie rozwiązanie. Taki pomocnik sędziego będzie podejmował pewne czynności na posiedzeniu jawnym pod ścisłym nadzorem sędziego. Uważam, że to jest bardzo dobre rozwiązanie, które pozwoli sprawdzić, czy posiada cechy potrzebne do wykonywania służby sędziowskiej. I nikt tego lepiej nie zweryfikuje niż sędzia patron. Od jakiegoś czasu wprowadzona jest możliwość pełnienia funkcji oskarżyciela publicznego przez aplikantów prokuratorskich, oni mogą chodzić na sale rozpraw, prowadzą czynności oskarżycielskie i nie słychać głosów, żeby obywatele byli z tego niezadowoleni.

Zgodnie z projektem do egzaminu sędziowskiego nie będą już mogli eksternistycznie podchodzić asystenci sędziów i referendarze sądowi. Dlaczego?

Z rozmów, jakie prowadzę z szeregowymi sędziami, czyli tymi, którzy na co dzień ciężko pracują w swoich referatach, wiem, że umożliwienie asystentom i referendarzom zdawania egzaminu sędziowskiego w takiej formie nie wpłynęło dobrze na kondycję wszystkich grup zawodowych - sędziów, asystentów oraz referendarzy. Dla tych dwóch ostatnich grup praca, którą wykonywali, nie była celem samym w sobie, a przystankiem w drodze do służby sędziowskiej. No i system był niesprawiedliwy.

Niesprawiedliwy? Dla kogo?

Dla aplikantów KSSiP. Oni mają tylko dwie szanse podchodzenia do egzaminu sędziowskiego. A asystenci i referendarze mogą próbować w nieskończoność.

Będzie bardziej sprawiedliwie?

Tak. Bardziej sprawiedliwie i przejrzyście. Zgodnie z projektem każdy, kto będzie chciał podejść do egzaminu sędziowskiego, będzie musiał najpierw dostać się na aplikację, czyli przejść przez egzamin konkursowy. Egzamin sędziowski będzie zatem dostępny dla tych, którzy na egzaminie konkursowym pokonali swoich rywali, a następnie przeszli trudne szkolenie. Obecnie o dostępie do egzaminu sędziowskiego decyduje to, kto dostał się na stanowisko asystenta bądź referendarza. Asystenci i referendarze, którzy dostaną się na aplikację, będą mogli uczyć się w trybie indywidualnym, a aplikacja w ich przypadku będzie mogła zostać skrócona nawet do 12 miesięcy. A to właśnie ze względu na doświadczenie, jakie już zdobyli, wykonując te zawody. Uważam, że jest to uczciwe rozwiązanie tak dla asystentów i referendarzy, jak i dla rzeszy absolwentów prawa.

Przeciwnicy reformy twierdzą, że KSSiP stanie się teraz rządową agendą, taką szkołą janczarów.

Spotkałam się z takimi niegodziwymi wypowiedziami. Obrażają one de facto całe środowisko sędziowskie.

Skąd ten wniosek?

Stąd, że to właśnie sędziowie są wykładowcami w KSSiP, sędziowie wszystkich szczebli, od sądów rejonowych po Sąd Najwyższy. To oni szkolą aplikantów, są ich patronami podczas praktyk. Wniosek z tego jest taki, że jeżeli ktoś twierdzi, że szkoła będzie upolityczniona i będzie szkołą janczarów, to tym samym zarzuca swoim kolegom i koleżankom, którzy są wykładowcami i patronami, że będą indoktrynować politycznie aplikantów. Te wypowiedzi podważają autorytet całego środowiska sędziów.

A co z wpływem ministra na dyrektora szkoły? Jest on chyba dość duży.

Proszę o konkrety. Pozycja dyrektora KSSiP w stosunku do ministra sprawiedliwości jest uregulowana ustawowo. Minister ma zagwarantowane prawo kontroli działalności KSSiP pod kątem zgodności z ustawą i wydatkowania środków publicznych. Obecna współpraca KSSiP z Ministerstwem Sprawiedliwości układa się bardzo dobrze. W 2015 r. Sejm poprzedniej kadencji usunął z ustawy o KSSiP czytelne przesłanki umożliwiające odwołanie dyrektora KSSiP. To dało ministrowi sprawiedliwości absolutną dowolność w tej kwestii. Te przesłanki zostały jednak przywrócone przez obecny parlament w marcu 2016 r. Pzypomnę, że to w 2015 r. wprowadzona została do ustawy o KSSiP instytucja umożliwiająca ministrowi sprawiedliwości prawo zgłoszenia sprzeciwu co do osoby wykładowcy Krajowej Szkoły. Roczna praktyka wskazuje, że z uprawnienia tego minister korzysta bardzo rzadko.

Będą państwo podejmować jakieś kroki prawne w związku z tymi wypowiedziami?

Nie. Uważam, że każdy ma prawo do wypowiedzi, nawet jeżeli są to wypowiedzi bardzo krytyczne. Wypowiedzi te powinny jednak zostać poparte merytoryczną argumentacją. Jedyne środki, jakie będę podejmować w miarę możliwości w mediach, to obrona dobrego imienia Krajowej Szkoły, sędziów i prokuratorów wykładowców, sędziów i prokuratorów patronów.

@RY1@i02/2017/028/i02.2017.028.183000500.801.jpg@RY2@

fot. Wojtek Górski

Małgorzata Manowska, dyrektor Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury

Rozmawiała Małgorzata Kryszkiewicz

Całość wywiadu na gazetaprawna.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.