Ranking 50 najbardziej wpływowych prawników. Część 2, miejsca 11-50
11. Jerzy Kwaśniewski
wiceprezes instytutu Ordo Iuris,
@RY1@i02/2017/021/i02.2017.021.07000020c.801.jpg@RY2@
fot. Wojtek Górski
Stoi na czele frontu ultrakonserwatywnych prawników, którzy w ubiegłym roku sprowokowali największy ferment społeczny od lat. Twórcy obywatelskiego projektu całkowicie zakazującego aborcji mogą jednak przypisać sobie znacznie większe zasługi niż mobilizacja wielotysięcznych tłumów w październikową pluchę. Kwaśniewskiemu i jego niepozornej organizacji udało się bowiem coś, do czego nie była dotąd zdolna sejmowa opozycja czy w swoim szczytowym okresie KOD: zapędzili w ślepy zaułek Jarosława Kaczyńskiego. Ponieważ partii noszącej katolickie wartości na sztandarach było niezręcznie tak po prostu odciąć się od oddanych obrońców życia, prezes dał zielone światło do dalszych prac nad ich propozycjami. Podczas gdy Kwaśniewski triumfował, szef PiS, zaskoczony skalą czarnych protestów, próbował dyskretnie opanować kryzys. Sejmowy żywot projektu konserwatywnych prawników ostatecznie był krótki (po drugim czytaniu dokument trafił do kosza), ale zderzenie z polityczną rzeczywistością wcale nie ostudziło ich zapału. Wiceszef Ordo Iuris rozkręca właśnie nową kampanię - tym razem przeciwko sądom, które zabierają dzieci z powodu biedy. EŚ
12. Stanisław Piotrowicz
przewodniczący sejmowej komisji sprawiedliwości i praw człowieka,
@RY1@i02/2017/021/i02.2017.021.07000020c.802.jpg@RY2@
fot. Maciej Łuczniewski/Reporter
Prężny koordynator operacji odbicia TK na froncie sejmowym. Dla zrozumienia jego filozofii walki kluczowe jest jedno słowo: konwalidacja. W języku prawniczym oznacza ono uznanie za ważną czynności prawnej pierwotnie dotkniętej wadą. W wolnym tłumaczeniu Piotrowicza - anulowanie obowiązujących przepisów czy uchwał, które przeszkadzają PiS w realizowaniu swoich zamiarów. Poseł najpierw ogłaszał, że Sejm musiał konwalidować wybór sędziów trybunału dokonany przez koalicję PO-PSL. Niedawno tłumaczył zaś, że parlament nie może zaakceptować projektu budżetu TK, dopóki nie konwaliduje go jego nowy skład. Dla niewyrobionego odbiorcy brzmi mądrze. Prawnik od razu wyczuje kiepski sofizmat.
Choć w minionym roku poseł włożył ogromny wysiłek w forsowanie projektów zrodzonych na Nowogrodzkiej, to trzeba przyznać, że przez demony przeszłości jego gwiazda nieco przygasła. Kiedy wróciły zarzuty, że w stanie wojennym oskarżał opozycjonistę, próbował kreować się na ofiarę medialnej nagonki. Krzyż Zasługi, który dostał w 1984 r. za wzorcową pracę, nie dodaje mu jednak wiarygodności. EŚ
13. Anita Gwarek
dyrektor Departamentu Prawa Pracy w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej,
@RY1@i02/2017/021/i02.2017.021.07000020c.804.jpg@RY2@
fot. Wojtek Górski
Cichy bohater roku. Kierowany przez nią departament był odpowiedzialny za przygotowanie jednej ze sztandarowych zmian zapowiadanych przez rząd - wprowadzenie minimalnej stawki godzinowej dla samozatrudnionych i zleceniobiorców. Od 1 stycznia muszą oni otrzymywać co najmniej 13 zł za godzinę wykonywania obowiązków. To jednak tylko przykładowe osiągnięcie kierowanego przez Gwarek zespołu. Od 1 września ub.r. obowiązują już przepisy, które zlikwidowały tzw. syndrom pierwszej dniówki (czyli sposób na nielegalne zatrudnienie), a wkrótce Sejm rozpocznie prace nad reformą pracy tymczasowej, która zlikwiduje nadużycia na rynku. Z kolei od początku tego roku nie obowiązują już absurdalne zasady wydawania świadectw pracy zatrudnionym na czas określony (zostały uproszczone). Dzięki uwagom departamentu udało się też ograniczyć zmiany w zakresie elektronicznej komunikacji w stosunkach pracy. Resort rozwoju wycofał się m.in. z propozycji, aby kodeks pracy umożliwiał zwalnianie pracowników za pośrednictwem e-maila. Obecność Anity Gwarek w rankingu nie jest więc przypadkiem - to wyróżnienie za skuteczność i staranność w procesie tworzenia prawa. ŁG
14. Bogdan Święczkowski
prokurator krajowy, pierwszy raz w rankingu
@RY1@i02/2017/021/i02.2017.021.07000020c.806.jpg@RY2@
fot. Wojtek Górski
Zapowiadał przywrócenie w prokuraturze normalności. To, jak ją sobie wyobrażał, wielu krytyków okrzyknęło jednak retrospekcją z PRL-u. Dla Święczkowskiego prokuratura działa bowiem skutecznie, gdy tworzy monolityczną strukturę, w której doły podporządkowują się instrukcjom spływającym z centrali, nawet w kwestii konkretnych posunięć procesowych. Od początku upierał się, że trzeba skończyć z fikcją apolitycznego szefa oraz zlikwidować jego korporacyjny dwór, bo nic tak nie paraliżuje wysiłków śledczych, jak rozmycie odpowiedzialności. Swoich obietnic dotrzymał, dzięki czemu kieruje dziś 6-tysięczną armią funkcjonariuszy rządowych. Na razie trudno ocenić, czy autorski projekt Święczkowskiego ma przełożenie na efekty śledztw. Zwłaszcza że w jeszcze większym stopniu niż wcześniej prokuraturę trapi dziś syndrom oblężonej twierdzy. Szumnie zapowiadany bardziej sprawiedliwy podział obowiązków też póki co pozostaje głównie na papierze. EŚ
15. Gertruda Uścińska
prezes Zakładu Ubezpieczeń Społecznych,
@RY1@i02/2017/021/i02.2017.021.07000020c.809.jpg@RY2@
fot. Wojtek Górski
Zwierzchu twarda i nieustępliwa, ale tak naprawdę łagodna - tak o profesor, która została prezesem ZUS, mówią jej byli studenci. Gdyby bowiem patrzeć wyłącznie na to, co Gertruda Uścińska mówi - jawiłby nam się obraz kogoś bardzo ostrego. Gdy jednak popatrzymy na czyny - widać kogoś, kto nie chce nikomu przesadnie komplikować życia.
Pytanie brzmi jednak, czy cechy charakteru, które sprawdzają się we współpracy ze studentami, będą odpowiednie także przy kierowaniu ubezpieczeniowym molochem. Na odpowiedź na razie za wcześnie. Wiadomo jednak już teraz, że pośród dziesiątek powoływanych na różne wysokie stanowiska osób bez kompetencji Uścińska się wyróżnia. Prezesem ZUS został bowiem wreszcie ktoś, kto jest jednym z najlepszych specjalistów w dziedzinie prawa ubezpieczeń społecznych w Polsce. PSŁ
16. Wiesław Jasiński
wiceminister finansów, który wczoraj podał się do dymisji,
@RY1@i02/2017/021/i02.2017.021.07000020c.813.jpg@RY2@
fot. Anna Abako/East News
Nie był najważniejszym człowiekiem w MF od podatków i wyraźnie było widać, że znał swoje miejsce w ministerialnej strukturze (w wielu sprawach odsyłał do wiceministrów Pawła Gruzy i Mariana Banasia). Wolał o sobie mówić "policjant" (trudno powiedzieć, czy więcej w tym było nieskrywanej satysfakcji, czy zwykłej próżności). Tak naprawdę jest doktorem nauk prawnych, który jedynie wykłada w Wyższej Szkole Policji w Szczytnie. Już w ubiegłym roku pojawiła się plotka, że ma odejść z Ministerstwa Finansów. Za jego pozostaniem w resorcie niewątpliwie mogły przemawiać wyniki kontroli skarbowej. Informowaliśmy już w DGP o 80-proc. wzroście skuteczności inspektorów, dodatkowym miliardzie złotych z kontroli skarbowej, sześciokrotnie większych niż w 2015 r. zatrzymanych zwrotach VAT. Jasiński zna się na przestępczości gospodarczej i wie, jak trafiać w jej czułe punkty. To on - mimo że tak często wypierał się pracy nad przepisami - był autorem pakietu paliwowego, który przynosi właśnie pierwsze efekty. Z nadzorowanego przez niego pionu wyszły teraz kolejne pakiety: tytoniowy i alkoholowy. Za każdym razem jednak podkreślał, że nie interesuje go stanowienie prawa, lecz jego egzekwowanie. KAJ
17. Jan Rudowski
wiceprezes NSA, przewodniczący Izby Finansowej NSA,
@RY1@i02/2017/021/i02.2017.021.07000020c.817.jpg@RY2@
fot. Wojtek Górski
Ubiegłoroczny awans, i to podwójny, był dla Rudowskiego nie tylko szczeblem w zawodowej karierze. Przede wszystkim stanęło przed nim zadanie zapewnienia sprawnego działania Izby Finansowej, rozpatrującej ponad 1/3 skarg kasacyjnych trafiających do Naczelnego Sądu Administracyjnego. O wizerunku Izby świadczy też ważenie interesów podatnika i fiskusa. I choć jest to zadaniem poszczególnych składów sędziowskich, to gdy patrzeć na ubiegłoroczne orzecznictwo, śmiało można powiedzieć, że udało się tę równowagę zachować. NSA nie miał pobłażania dla oszustów podatkowych i to nawet wtedy, gdy gołym okiem było widać, że przepisy nie przychodzą mu z pomocą (patrz: odmowa prawa do odliczenia wydatków na paliwo z nielegalnego źródła, mimo że zakup faktycznie miał miejsce). Z drugiej strony na życiowe doświadczenie sądu mogli liczyć podatnicy, którzy faktycznie tego potrzebowali. KAJ
18. Łukasz Piebiak
wiceminister sprawiedliwości,
@RY1@i02/2017/021/i02.2017.021.07000020c.820.jpg@RY2@
fot. Wojtek Górski
Wzeszłym roku zapowiadaliśmy, że jeszcze będzie o nim głośno. I nie pomyliliśmy się. Stąd spektakularny awans aż o 29 miejsc. Na początku maja 2016 r. światło dzienne ujrzała pierwsza wersja projektu zmieniającego zasady wyboru członków Krajowej Rady Sądownictwa. Za jego przygotowanie odpowiadał właśnie Piebiak. Pomysł był taki, żeby sędziów do KRS wyłaniali ich koledzy w bezpośrednich wyborach. Dzięki temu KRS miała się stać bardziej reprezentatywna dla środowiska. Ale w tej beczce miodu była i łyżka dziegciu. A właściwie kilka łyżek. Wśród nich wystarczy wymienić skrócenie kadencji urzędujących członków rady, czy też danie prezydentowi prawa do dokonywania wyboru spośród dwóch kandydatów na urząd sędziego. To oczywiście nie wszystkie osiągnięcia Piebiaka. Od początku swojej kariery w resorcie wiceminister stoi na czele zespołu, którego głównym zadaniem jest gruntowna reforma sądownictwa. Jak sam zapewnia, ma ona służyć m.in. zwiększeniu sędziowskiej niezawisłości. Nie chodzi mu jednak tylko o to, aby sędziowie nie ulegali wpływom rządzących, ale także aby byli wolni od nacisków ze strony prezesów sądów. Z tymi ostatnimi zresztą toczy nieustanny spór. Prezesi zarzucają mu bowiem, że próbuje okroić ich imperium po to tylko, aby móc przekazać większą władzę nad sądami w ręce swojego zwierzchnika w Ministerstwie Sprawiedliwości. MK
19. Anna Streżyńska
minister cyfryzacji,
@RY1@i02/2017/021/i02.2017.021.07000020c.822.jpg@RY2@
fot. MK
Szefowa resortu cyfryzacji to prawdziwy ewenement - po obu stronach politycznej barykady trudno znaleźć komentatorów, którzy mieliby o niej niepochlebne zdanie. Ma opinię urzędnika idealnego, całkowicie skupionego na swej pracy i realizacji wyznaczonych zadań. A efekty tej pracy są widoczne. To dzięki jej decyzji o współpracy z bankami tak sprawnie poszło składanie wniosków w programie 500+ i rośnie zainteresowanie Profilem Zaufanym. Niebawem też po raz pierwszy ma zostać przyjęta spójna strategia cyberbezpieczeństwa.
Choć pani minister jest prawnikiem, jej podejście do prawa jest nieco odmienne od zazwyczaj spotykanego. Wyraźnie widać, że - jej zdaniem - przepisy powinny przede wszystkim umożliwiać realizowanie konkretnych projektów. Przykładem tego podejścia może być nowelizacja tzw. megaustawy, która uaktywniła inwestycje telekomunikacyjne na terenach dotychczas omijanych szerokim łukiem przez prywatnych operatorów.
Streżyńska to jeden z niewielu ministrów, który nie afiszuje się z poglądami politycznymi. To, co dla wielu jest jej dużą zaletą, jednocześnie jednak może okazać się słabością. Brak zaplecza politycznego może bowiem ułatwić zamach na jej kompetencje, o próbach którego ze strony MON i MSWiA donoszą media. W tle zaś jest jedno z największych wyzwań, czyli przygotowanie godzącej różne interesy koncepcji dowodu osobistego z warstwą elektroniczną. SW
20. Adam Bodnar
rzecznik praw obywatelskich,
@RY1@i02/2017/021/i02.2017.021.07000020c.825.jpg@RY2@
fot. Wojtek Górski
Jeśli w ostatnim pełnym roku kadencji prof. Irena Lipowicz, której nie sposób było odmówić pracowitości, wystosowała aż 148 wystąpień generalnych, to jak traktować jej następcę? Adam Bodnar w pierwszym pełnym roku pełnienia funkcji RPO wydał ich aż 421! Oczywiście rzecznik nie ślęczy samodzielnie nad każdym takim pismem, tylko przygotowują je dla niego odpowiednie zespoły. Niemniej jednak zarówno on, jak i podlegli mu pracownicy biura przyjęli wręcz stachanowski tryb pracy. Właściwy raczej wielkim korporacjom niż urzędom publicznym. Mniejsza aktywność przed TK spowodowana była głównie tym, że trybunał nie działał, a kiedy działał, to zajmował się samym sobą.
Paradoksem jest to, że choć dr Bodnar jest pierwszym polskim ombudsmanem, który został zgłoszony na to stanowisko jako kandydat obywatelski, to jednocześnie jak żaden z poprzedników jest traktowany jako "polityczny". Taki pogląd jest krzywdzący i szkodzi nie tyle wizerunkowi samego Adama Bodnara ile podważa autorytet i dyskredytuje apolityczność tej funkcji. Wygląda więc na to, że w nadchodzącym roku RPO będzie musiał bronić nie tylko obywateli, ale i samej instytucji rzecznika. PSZ
21. Maciej Szpunar
rzecznik generalny Trybunału Sprawiedliwości UE,
@RY1@i02/2017/021/i02.2017.021.07000020c.828.jpg@RY2@
fot. Andrzej Grygiel/PAP
Każdy prawnik, który musi czytać opinie rzeczników generalnych Trybunału Sprawiedliwości UE lub już wyroki luksemburskich sędziów, wie doskonale, że jest to z reguły lektura i trudna, i nudna. By wyłuskać z kilkustronicowego orzeczenia to, co naprawdę jest ważne, należy doskonale znać się na prawie unijnym. Od tej zasady jest jednak wyjątek i są to opinie autorstwa polskiego rzecznika. Profesor Szpunar ma rzadki dar tłumaczenia tego, co skomplikowane, w prosty sposób. A na dodatek bez trudu odnalazł się w realiach XXI w., czego niestety nie można powiedzieć o jego niektórych kolegach po fachu.
Dlatego to właśnie polski przedstawiciel otrzymuje najciekawsze spory do zaopiniowania. W ostatnim roku zajmował się m.in. kwestią darmowego WiFi w pubach i centrach handlowych, problemem podatkowym dotyczącym opłat audiowizualnych czy zasadami prowadzenia infolinii przez przedsiębiorców. W każdej ze swych opinii łączy - jak przystało na profesora - naukową dociekliwość z chęcią uzmysłowienia czytelnikowi, jakie jest przełożenie danego stanowiska na codzienne życie.
Mając na względzie fakt, że były wiceminister spraw zagranicznych jak na realia europejskiego sądownictwa jest ciągle młody (ma dopiero 45 lat), stanowisko rzecznika generalnego to zapewne nie koniec jego zawodowych osiągnięć. Pozycja Szpunara z roku na rok powinna rosnąć. PSŁ
22. Małgorzata Wassermann
posłanka PiS, pierwszy raz w rankingu
@RY1@i02/2017/021/i02.2017.021.07000020c.831.jpg@RY2@
fot. Karol Serewis/East News
Oddelegowana przez partię na odcinek rozliczenia afery Amber Gold spisuje się bez zarzutu. Na tle zupełnie nieprzygotowanych koleżanek i kolegów z komisji śledczej przewodnicząca sprawia wrażenie dużo wiedzącej o sprawie i dociekliwej. A to, że największym sukcesem dotychczasowych przesłuchań było ujawnienie, iż kurator sądowy Marcina P. ma problemy z zasypianiem - jest bez znaczenia. Wassermann doskonale zdaje sobie bowiem sprawę, że jedną rzeczą jest wyjaśnić przyczyny procederu, a drugą - z politycznego punktu widzenia istotniejszą - pokazać Polakom wieloletnią indolencję organów państwa. I o ile można mieć zastrzeżenia do jej sprawiedliwości (jednego dnia na byłego rzecznika prasowego KNF krzyczy, a drugiego dnia z ówczesnego przewodniczącego KNF, który jest zaufanym człowiekiem Jarosława Kaczyńskiego, czyni bohatera?), o tyle na pewno nie do profesjonalizmu.
Komisja śledcza najprawdopodobniej będzie więc dla pochodzącej z Krakowa Wassermann trampoliną polityczną do objęcia w państwie znacznie ważniejszych funkcji niż szeregowa posłanka. W głębi duszy zapewne modli się o to, by tylko nie skończyć jak inna postać, która wybiła się swą dociekliwością podczas przesłuchań przed komisją śledczą - niedoszły premier z Krakowa. PSŁ
23. Janina Goss
członek rady nadzorczej PGE Polskiej Grupy Energetycznej,
@RY1@i02/2017/021/i02.2017.021.07000020c.834.jpg@RY2@
fot. Grzegorz Michałowski/PAP
Jest jedną z najbardziej wpływowych osób w otoczeniu Jarosława Kaczyńskiego. Posiada tytuł radcy prawnego. Najpierw związana z PC, potem z PiS. Podobno znała Jarosława i jego nieżyjącego brata jeszcze w czasach, gdy grali w filmie "O dwóch takich, co ukradli księżyc". Unika mediów. Sam lider PiS zalicza ją do grona najbardziej zaufanych osób, co potwierdzają funkcje, jakie jej powierza. Goss jest w zarządzie spółki Srebrna, która była jednym z gospodarczych aktywów środowiska Porozumienia Centrum, a później PiS. Często Janina Goss trafia tam, gdzie zapadają kluczowe z punktu widzenia PiS decyzje personalne. Była członkiem Rady Nadzorczej TVP w latach 2006-2009 i przez dwa lata szefowała wówczas radzie. W tym czasie gremium wymieniło prezesa TVP Bronisława Wildsteina, zastępując go Andrzejem Urbańskim. Gdy w zeszłym roku trafiła do rady nadzorczej PGE, szybko skończyło się to dymisją ówczesnego prezesa Marka Woszczyka. GO
24. Małgorzata Sadurska
szefowa Kancelarii Prezydenta,
@RY1@i02/2017/021/i02.2017.021.07000020c.837.jpg@RY2@
fot. Stanisław Kowalczuk/East News
Sumienna, rzetelna, nie należy do bohaterów pierwszego planu, ale jest osobą, na którą może liczyć prezydent Andrzej Duda. Prawa ręka głowy państwa jeśli chodzi o pilotaż sejmowych prac nad prezydenckimi projektami ustaw. Najbliższym testem jej skuteczności będzie procedowana przez Sejm ustawa antyspreadowa, która ma pomóc frankowiczom. Od 2005 r., gdy zdobyła mandat w okręgu lubelskim, była parlamentarzystką PiS. Wyrobiła sobie wówczas opinię specjalistki od spraw społecznych. Pracowała także jako sekretarz stanu w kancelarii premiera, gdy szefem rządu był Jarosław Kaczyński w 2007 r. Pozycja, jaką otrzymała Sadurska, świadczy o zaufaniu ze strony głowy państwa, bo gdy Andrzej Duda wygrał wybory prezydenckie, była w gronie tych młodych posłów PiS (jak Adam Kwiatkowski czy Krzysztof Szczerski), którzy trafili do jego kancelarii. Jest absolwentką Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Marii Curie -Skłodowskiej w Lublinie. GO
25. Radosław Domagalski-Łabędzki
prezes KGHM, były wiceminister rozwoju,
@RY1@i02/2017/021/i02.2017.021.07000020c.840.jpg@RY2@
fot. materiały prasowe
Nim niespełna 40-letni menedżer zdążył na dobre rozgościć się w polityce, rozgrywająca się w obozie władzy walka o podział wpływów w kontrolowanych przez państwo spółkach wypchnęła go na stanowisko prezesa jednego z największych producentów miedzi na świecie. Choć nie ma żadnego branżowego doświadczenia, to będzie musiał podjąć jedną z najtrudniejszych decyzji, z jaką kiedykolwiek musiał się zmierzyć szef firmy. W 2012 r. KGHM zainwestował 9,5 mld zł w kanadyjską Quadrę, otwierając sobie drogę do zasobów surowca zlokalizowanych w Chile. Ale wydajność złoża Sierra Gorda okazuje się niższa od oczekiwań i zamiast zarabiać na wydobyciu, KGHM traci pieniądze. Domagalski-Łabędzki będzie musiał zdecydować, czy projekt kontynuować w nadziei, że warunki geologiczne się poprawią, czy też wycofać się z największej zagranicznej inwestycji w historii polskiego przemysłu. Chyba że wcześniej personalna karuzela zmiecie go ze stanowiska. TJ
26. Paweł Szefernaker
minister w kancelarii premiera,
@RY1@i02/2017/021/i02.2017.021.07000020c.101(c).jpg@RY2@
fot. Anna Abako/East News
Długo zastanawialiśmy się, czy ów specjalista od mediów społecznościowych powinien znaleźć się w tegorocznym rankingu. Nie brak bowiem głosów, że partia rządząca na Facebooku czy Twitterze zaczyna przechodzić do defensywy, a wykorzystywane przez ministra metody na zaistnienie przez PiS w sieci są dość toporne.
Ostatecznie uznaliśmy jednak, że Szefernaker w rankingu być musi. Niezależnie bowiem od tego, czy jest skuteczny, czy też nie, jego działania miały, mają i będą miały ogromny wpływ na popularność partii. Bądź co bądź nawet Jarosław Kaczyński wie, że aby wygrywać wybory, trzeba robić sobie z obywatelami tysiące fotografii. Czy prezesowi potrzebny jest do tego młody prawnik, czy wystarczy zaledwie kijek do selfie - czas pokaże. PSŁ
27. Andrzej Jakubiak
były przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego,
@RY1@i02/2017/021/i02.2017.021.07000020c.803.jpg@RY2@
fot. Wojtek Górski
Andrzej Jakubiak zakończył w październiku sześcioletnią kadencję przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego. Końcówka jego pracy przypadła na gorącą dyskusję w sprawie problemu kredytów frankowych. Kierowany przez Jakubiaka urząd mocno krytycznie podchodził do propozycji zgłaszanych przez Kancelarię Prezydenta. Gdy w styczniu jej urzędnicy zaproponowali przewalutowanie kredytów według tzw. kursu sprawiedliwego, nadzór wyliczył, że kosztowałoby to kilkadziesiąt miliardów złotych i stanowiłoby zagrożenie dla stabilności finansowej kraju. Gdy ostatecznie pojawił się projekt w sprawie zwrotów spreadów walutowych, nadzór podsumował koszty na przeszło 9 mld zł. Prócz tego Jakubiak zajmował się głównie restrukturyzacją spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych. W ubiegłym roku na wniosek KNF zawieszono działalność pięciu SKOK-ów, które zbankrutowały, dwa zostały przejęte, a w siedmiu kasach wprowadzono zarząd komisaryczny (w jednej ostatniego dnia urzędowania przewodniczącego komisji). ŁW
28. Jerzy Pisuliński
dziekan WPiA Uniwersytetu Jagiellońskiego,
@RY1@i02/2017/021/i02.2017.021.07000020c.805.jpg@RY2@
fot. Paweł Ulatowski
Z piekła do nieba. W grudniu 2015 r. profesor został odwołany z funkcji zastępcy przewodniczącego Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Cywilnego. A dokładniej: rozwiązana przez Zbigniewa Ziobrę została cała komisja. W styczniu 2016 r. Pisuliński - śledzący spór o Trybunał Konstytucyjny - publikuje na naszych łamach tekst "Co zrobi Sejm A.D. 2019", który odbija się szerokim echem wśród prawników. Naukowiec kreśli w nim straszną wizję tego, do czego może doprowadzić zagarnianie państwa przez większość sejmową. W drugiej połowie ubiegłego roku Pisuliński zostaje zaś wybrany na jedno z najbardziej prestiżowych stanowisk dostępnych dla polskich prawników: dziekana WPiA UJ. Jednocześnie nadal życzliwie godzinami tłumaczy dziennikarzom i studentom zawiłości polskiego prawa konsumenckiego. Przy czym, co jest coraz rzadsze wśród akademików, jest nie tylko sympatyczny, lecz także wobec rozmówców wymagający. Nie lubi banalizowania i uogólnień. Zapewne m.in. z tego powodu koledzy z wydziału jednomyślnie twierdzą, że Pisuliński to najlepsze, co się mogło trafić wydziałowi. Potrzebny jest bowiem silny głos, stanowiący przeciwwagę dla steku banałów wypowiadanych z różnych stron. PSŁ
29. Konrad Szymański
wiceminister spraw zagranicznych,
@RY1@i02/2017/021/i02.2017.021.07000020c.808.jpg@RY2@
fot. Stefan Maszewski/Reporter
Właściwy człowiek na niewłaściwym miejscu. Zasada, że minister nie musi być kompetentny, byleby się otaczał merytorycznymi fachowcami w randze sekretarzy i podsekretarzy stanu, nie ma zastosowania w MSZ. Jeśli ktoś miał co do tego wątpliwości, wystarczy spojrzeć na gafy ministra Waszczykowskiego. Nie tylko na jego tle Konrad Szymański jawi się jako urodzony dyplomata. Umiejętności ważenia słów, zachowywania proporcji i przede wszystkim oceniania problemów w szerokim aspekcie cechują go nie od wczoraj. To człowiek, który rozumie politykę międzynarodową. Nie tylko słyszy jej półtony, ale jak zasiada do tego fortepianu, to wie, że ma on 88 klawiszy, a nie 24, jak w dziecięcej zabawce. W dodatku nie gra tylko na białych lub czarnych. Jako polityk jest z innej ligi. Nie wchodzi w pyskówki, lecz przedstawia argumenty. W tym roku najważniejsze wyzwania, jakie stoją przed polską dyplomacją, to brexit, wspólny rynek i szczyt NATO. Niestety Szymański będzie musiał grać w tercecie, a pozostali muzycy do wirtuozów nie należą. PSZ
30. Bartosz Kownacki
wiceminister obrony narodowej,
@RY1@i02/2017/021/i02.2017.021.07000020c.810.jpg@RY2@
fot. Stanisław Kowalczuk/East News
Wiceszef MON odpowiedzialny za zakupy zbrojeniowe dla Wojska Polskiego. Międzynarodowy rozgłos zyskał nie dzięki swoim dokonaniom prawnym, lecz wiedzy historycznej w kwestii gastronomii, czyli wypowiedzi dotyczącej tego, kiedy Francuzi nauczyli się jeść widelcami. Awantura widelcowa była pokłosiem tego, że mimo zaawansowanych negocjacji polski rząd nie kupił 50 francuskich śmigłowców Caracal wartych ponad 13 mld zł. Brak jakichkolwiek decyzji przyspieszających zakup śmigłowców można uznać za największą porażkę Kownackiego w 2016 r. Mimo to resortowi udało się wydać prawie wszystkie pieniądze planowane na początku roku na nabycie nowego sprzętu, podpisano m.in. największy w historii polskiej zbrojeniówki kontrakt na armatohaubice Krab.
Poważnym cieniem na działalności ministra kładzie się jednak to, że przez ten rok w żaden sposób nie zmieniono procedur zakupowych sprzętu, co oznacza, że miliardy złotych dalej są wydawane w sposób nie do końca przejrzysty.
Wątpliwości prawne budzi także ogłaszanie przetargów w ten sposób, że zwyciężyć może tylko należąca do państwa Polska Grupa Zbrojeniowa. MM
31. Dorota Karczewska
wiceprezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów,
@RY1@i02/2017/021/i02.2017.021.07000020c.812.jpg@RY2@
fot. materiały prasowe
Prawnicza twarz UOKiK. Gdy trzeba - do rany przyłóż. Ale potrafi też przyłożyć. O czym najlepiej może świadczyć wydarzenie z konferencji zorganizowanej w ubiegłym roku przez urząd, podczas której prezes Marek Niechciał oraz właśnie Karczewska przedstawiali pierwszy istotny pogląd w sprawie, dotyczący nabitych w mBank. Gdy wyszło na jaw, że urzędnicy wystąpią przeciwko korporacji - bank zaczął tracić na giełdzie. Kiedy głos zabrał szef urzędu, słupki na parkiecie poszły delikatnie w górę. Gdy jednak w profesjonalny i zarazem suchy sposób przewinienia mBanku opisała Karczewska - tąpnęło solidnie.
W ostatnim czasie UOKiK stał się jednym z najaktywniejszych urzędów w Polsce. Walczy z nielegalnymi praktykami na podstawie już obowiązujących przepisów i lobbuje u ustawodawcy na rzecz nowych potrzebnych w prawie rozwiązań (ostatnio zabiega m.in. o wprowadzenie zakazu powiązań finansowych pomiędzy doradcami kredytowymi a płacącymi im bankami). Tę aktywność trzeba wiązać z osobą Karczewskiej, z wykształcenia radcy prawnego. PSŁ
32. Ex aequo
@RY1@i02/2017/021/i02.2017.021.07000020c.816.jpg@RY2@
fot. Wojtek Górski
Monika Gładoch
radca prawny, konstytucjonalista z Uniwersytetu SWPS,
Siła spokoju na wzburzonych falach rynku pracy. Tak można scharakteryzować działania i aktywność Moniki Gładoch w żmudnym i często niełatwym procesie konsultowania zmian w zasadach zatrudnienia. We wrześniu tego roku została powołana na funkcję wiceprzewodniczącej komisji kodyfikacyjnej prawa pracy (z ramienia pracodawców). To na niej spoczywa więc odpowiedzialność i obowiązek zadbania o to, aby w pracach nad nowym k.p. uwzględniono interesy i potrzeby zatrudniających. To ważna misja, bo od kształtu nowego kodeksu zależą warunki zatrudnienia milionów pracowników i prowadzenia działalności przez tysiące pracodawców.
Niech ta siła spokoju nie zmyli jednak czytelników. W razie potrzeby dr hab. Gładoch potrafi uderzyć w stół. Pokazała to dobitnie np. w trakcie prac nad reformą związkową. Zapowiedziała wówczas, że jeśli niekorzystne dla firm zmiany (dotyczące np. finansowania związków zawodowych) wejdą w życie, to zostaną zaskarżone do Międzynarodowej Organizacji Pracy. To właśnie jej niezłomność w piętnowaniu absurdów na rynku pracy, bubli prawnych i nieprzemyślanych inicjatyw legislacyjnych z zakresu prawa zatrudnienia przesądziła o jej miejscu w naszym tegorocznym rankingu. Determinacji zapewne nie zabraknie jej też przy pracach nad nowym kodeksem. ŁG
@RY1@i02/2017/021/i02.2017.021.07000020c.818.jpg@RY2@
fot. Wojtek Górski
Jacek Męcina
przewodniczący zespołu ds. prawa pracy Rady Dialogu Społecznego,
Człowiek instytucja na rynku pracy. W tym roku jego wpływ na tworzone prawo można mierzyć sprawami, jakie podejmowała Rada Dialogu Społecznego. Jako przewodniczący zespołu ds. prawa pracy RDS odpowiadał za prowadzenie konsultacji w tak ważnych kwestiach jak reforma ustawy o związkach zawodowych, wprowadzenie godzinowej stawki minimalnej dla samozatrudnionych i zleceniobiorców, zmiany w zasadach zatrudnienia pracowników tymczasowych. Jednocześnie nie bał się podejmować na forum RDS tematów trudnych lub budzących kontrowersje (jak choćby obywatelski projekt ograniczenia handlu w niedzielę).
Był też jednym z głównych inicjatorów pierwszej inicjatywy legislacyjnej RDS - projektu w sprawie wydłużenia okresu na odwołanie się od zwolnienia z pracy oraz wprowadzenia mediacji do k.p. (na jednym z ostatnich posiedzeń rząd przyjął informację w tej sprawie i zarekomendował prowadzenie dalszych prac legislacyjnych nad drugim z proponowanych rozwiązań; z kolei okres na odwołanie się od wypowiedzenia został już wydłużony od 1 stycznia 2017 r. na podstawie innej ustawy). Na forum zespołu (i całej Rady Dialogu Społecznego) doszło też do zawarcia bardzo istotnego konsensusu - rząd, centrale związkowe oraz reprezentatywne organizacje pracodawców porozumiały się w sprawie wprowadzenia i ustalenia zasad wypłaty minimalnej stawki godzinowej dla samozatrudnionych i zleceniobiorców. Takie kompromisy nieczęsto się zdarzają w środowisku skazanym na odwieczny konflikt.
Inną strefą wpływu profesora jest komisja kodyfikacyjna prawa pracy. We wrześniu ubiegłego został on powołany w jej skład z ramienia partnerów społecznych (pracodawców). To gwarantuje, że nowy k.p. będzie uwzględniać aktualne potrzeby firm i zatrudnionych. Bo prof. Męcina jak nikt inny potrafi dostrzec nowe zjawiska, tendencje i symptomy na rynku pracy. ŁG
33. Marek Zirk-Sadowski
prezes Naczelnego Sądu Administracyjnego,
@RY1@i02/2017/021/i02.2017.021.07000020c.821.jpg@RY2@
fot. Wojtek Górski
Dbałość o utrzymanie niezależności sądów brzmi jak frazes, a poczytywanie tego za sukces mogłoby się wręcz wydawać obrazą po upływie blisko trzystu lat od sformułowania przez Monteskiusza zasady trójpodziału władzy. Niestety, żyjemy w czasach, w których umacnianie pozycji ustrojowej sądów stało się nie lada wyczynem. Markowi Zirk-Sadowskiemu to się udało. Już sam fakt, że Naczelny Sąd Administracyjny nie znalazł się w centrum partyjnych rozgrywek, jest niewątpliwą zasługą jego prezesa. I nie zmienia tego fakt, że prof. Zirk-Sadowski został powołany na to stanowisko przez obecnego prezydenta. Skutecznie bowiem unika politycznych salonów, dbając raczej o kontynuację dzieła swojego poprzednika Romana Hausera. Zarówno NSA, jak i sądom wojewódzkim udaje się nie wdawać w polemiki z obozem rządzącym, mimo że ich zadaniem jest rozstrzygać spory właśnie na linii obywatel - władza. Z powodzeniem przyjmują na siebie kolejne zadania (ostatnio rozstrzyganie w sprawach 500 plus), co wymaga nie tylko ludzi, ale i pieniędzy. A jednak, gdyby nie oficjalne komunikaty, mało kto odnotowałby ubiegłoroczne awanse na sędziów sądów administracyjnych, co znów - na tle politycznej szarpaniny z obsadą sądów powszechnych - można uznać za sukces. Zirk-Sadowski konsekwentnie broni przy tym tezy, że państwo nie powinno kazać obywatelowi płacić za to, iż śmie on z władzą polemizować. Dlatego wpisy od skarg są wciąż stosunkowo niskie. Zastrzeżenia można mieć tylko do terminów rozpatrywania skarg. Sprawozdanie za 2016 r. pokaże, czy w tym zakresie coś się zmieniło. KAJ
34. Małgorzata Gersdorf
I prezes Sądu Najwyższego,
@RY1@i02/2017/021/i02.2017.021.07000020c.826.jpg@RY2@
fot. Wojtek Górski
Wsporze dotyczącym Trybunału Konstytucyjnego twardo i konsekwentnie stała po stronie państwa prawa. To z jej inicjatywy w kwietniu zeszłego roku odbyło się Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego, które podjęło niezwykle ważną dla wszystkich sądów w Polsce uchwałę. Stwierdzono w niej wprost, że jeżeli TK uznał jakiś przepis za niezgodny z ustawą zasadniczą, ale jego orzeczenie nie zostało opublikowane, to przepis traci domniemanie konstytucyjności już z chwilą ogłoszenia wyroku. Innymi słowy, sędziowie w całym kraju powinni uwzględniać w swoich decyzjach wszystkie, także niepublikowane orzeczenia TK.
To zresztą niejedyne osiągnięcie prof. Gersdorf, jeżeli chodzi o walkę o konstytucyjne wartości i stojący na ich straży trybunał. Warto tutaj wyróżnić również zaskarżenie do TK lipcowej ustawy o TK. Wówczas I prezes wskazywała, że rozwiązania w niej przyjęte są nieracjonalne. Były projektowane pod hasłem usprawnienia pracy sądu konstytucyjnego, a tymczasem ich rzeczywistym skutkiem byłoby znaczne osłabienie sprawności tej instytucji. Na wyróżnienie zasługuje również przemówienie, jakie I prezes SN wygłosiła podczas dorocznego zgromadzenia sędziów TK. Mówiła wówczas m.in., że społeczeństwo znajduje się w stanie anomii, tzn. znacznej dezorientacji w zakresie obowiązywania norm i wartości. "Gdyby było inaczej, to głoszone przez niektórych polityków hasła «wygaszenia trybunału» zostałyby otwarcie wyśmiane" - podkreślała wówczas.
Część komentatorów narzeka jednak, że prof. Gersdorf nadal nie zdecydowała się wyjść do mediów, przez co pozostaje postacią nieznaną dla szerszego grona odbiorców. I że przez to jej słuszne i cenne uwagi na temat praworządności i państwa prawa nie mają szans dotrzeć do społeczeństwa. Z drugiej jednak strony mówi się, że właśnie dzięki unikaniu rozgłosu nie spotkał jej los prof. Andrzeja Rzeplińskiego. Rządzącym bowiem trudniej jest wciągnąć ją w swoje gierki. MK
35. Małgorzata Stręciwilk
prezes Urzędu Zamówień Publicznych,
@RY1@i02/2017/021/i02.2017.021.07000020c.830.jpg@RY2@
fot. Wojtek Górski
Gdy w lutym 2016 r. obejmowała stanowisko prezesa Urzędu Zamówień Publicznych, stało przed nią niełatwe zadanie odbudowania renomy tej instytucji. Ponad dwa lata bezkrólewia, bo przez taki czas UZP nie miał szefa, spowodowały bowiem marginalizację jego roli.
Dzisiaj już wiadomo, że poradziła sobie z tym wyzwaniem. UZP działa sprawnie, załatano poważne luki kadrowe urzędu, rośnie też jego prestiż. I to nie przez spektakularne, ale jednorazowe akcje, tylko dzięki codziennej pracy. Jej efektem jest rosnący katalog wzorcowych dokumentów i dobrych praktyk, czyli tego, na czym najbardziej zależy organizatorom przetargów i startującym w nich firmom. Bo i jedni, i drudzy tak naprawdę przede wszystkim chcą wiedzieć, jak stosować niełatwe przepisy.
Przepisy, które w najbliższym czasie poddane zostaną gruntownej reformie. Szefowa UZP trzyma się tu zapowiedzianej już w czasie obejmowania swej funkcji zasady: "Nic o nas, bez nas". Nie zamierza więc przygotowywać projektu nowej ustawy, który następnie zostałby przedstawiony do konsultacji społecznych. Prace koncepcyjne rozpoczęła od spotkań z różnymi środowiskami, na których wysłuchuje ich propozycji. Dopiero po zakończeniu tych konsultacji mają zostać ustalone kierunki zmian. Jest więc szansa na to, że nowe przepisy uwzględnią doświadczenia praktyków i będą równoważyły interesy wszystkich uczestników rynku zamówień publicznych. SW
36. Hanna Gronkiewicz-Waltz
prezydent Warszawy,
@RY1@i02/2017/021/i02.2017.021.07000020c.832.jpg@RY2@
fot. Wojtek Górski
Można powiedzieć, że jest spiritus movens najprzedziwniejszego tworu prawnego ostatnich lat, jakim ma być komisja weryfikacyjna. Jak by nie patrzeć, komisja jest nieślubnym dzieckiem afery reprywatyzacyjnej, która wstrząsnęła warszawskim ratuszem. Ale trudno uznać, że Hanna Gronkiewicz-Waltz jest tylko wpływowa a rebours. Ciągle pozostaje jednym z najważniejszych polityków PO. Do tego od 2006 r. dość sprawnie administruje stolicą. Oczywiście nie na wszystkich polach ma sukcesy, o czym świadczy choćby wspomniana afera reprywatyzacyjna. Ci jednak, którzy pamiętają, jak wyglądała Warszawa przed objęciem przez nią funkcji prezydenta miasta, nie mogą nie dostrzec skali potężnych inwestycji infrastrukturalnych. Wadą jest to, że nawet jeśli bilans jej rządów wychodzi na plus, to nie potrafi tego wykorzystać. Wśród mieszkańców jest spora grupa, która żywi wobec niej bardzo silne negatywne emocje. Z drugiej strony pani prezydent nie ma tyle charyzmy, by tych, którzy ją popierają, można było nazwać zagorzałymi zwolennikami. W zależności od tego, jak potoczą się dalsze losy komisji weryfikacyjnej, może się okazać, że Gronkiewicz-Waltz nie tylko nie będzie wsparciem dla opozycji, lecz stanie się kamieniem u szyi. Chętnych do umierania za panią prezydent może nie być zbyt wielu. PSZ
37. Ewa Łętowska
sędzia TK w stanie spoczynku,
@RY1@i02/2017/021/i02.2017.021.07000020c.835.jpg@RY2@
fot. Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta
Jakie stanowisko zajmuje prof. Ewa Łętowska? Żadnego. Jaki ma wpływ na rzeczywistość? Ogromny. Oczywiście nie steruje światem z fotela prezesa partii - szeregowego posła, ale to w dużej mierze dzięki tłumaczeniu przez nią istoty zjawisk opinia publiczna ma szanse uchwycić ich znaczenie. Bo co robi prof. Łętowska? Tłumaczy, tłumaczy, tłumaczy. Zżyma się i narzeka, rwie włosy z głowy i śmieje się z nas wszystkich. Gani: nie rozumiecie, nie czytacie, nie dostrzegacie, nie umiecie wyciągać wniosków. Do kogo ta mowa? Do dziennikarzy, polityków, sędziów, adwokatów, prokuratorów. I często niestety ma rację. Gdy zabiera głos w sprawach dotyczących konstytucji, TK, reprywatyzacji, sądów... itp., widać, że należy do tego nielicznego grona prawników, którzy nie tylko znają prawo, ale i je rozumieją. Dlatego kiedy ktoś rozmontowuje krok po kroku bezpieczniki chroniące demokrację lub podważa jej podstawy, ona nie kryguje się i nazywa rzeczy po imieniu. Bo to, proszę państwa, jest - nieudolnie naśladując niepowtarzalny styl sędzi TK w stanie spoczynku - prawdziwy profesor: wykształcenie ma i się nie obcyndala. PSZ
38. Katarzyna Szymielewicz
prezes Fundacji Panoptykon,
@RY1@i02/2017/021/i02.2017.021.07000020c.839.jpg@RY2@
fot. materiały prasowe
Osoba, która regularnie pojawia się w naszym rankingu, i której opis można by w zasadzie z roku na rok kopiować z poprzedniej edycji. Tyle że z dodaniem, iż walczy o prawo do prywatności oraz informacji Polaków jeszcze bardziej i jeszcze lepiej.
Ostatni rok był jednak szczególny. To w 2016 r. uchwalano bowiem wiele przepisów budzących zastrzeżenia natury konstytucyjnej, jak choćby istniejąca już niemal od roku ustawa inwigilacyjna. Kierowana przez Szymielewicz Fundacja Panoptykon przyznaje zaś, że współpraca z władzą publiczną nigdy nie była tak trudna jak obecnie. Częściej niż dawniej od społeczników odwracają się także sądy. Pojawia się argumentacja, że w obliczu globalnego zagrożenia terroryzmem konieczne są coraz to nowe metody zapobiegania mu. I że lepiej dać służbom odrobinę za dużo praw niż trochę za mało.
Mimo to zamiast zniechęcenia widoczne jest coraz większe zaangażowanie. Bo - jak mówi sama Szymielewicz - z perspektywy obywateli taka narracja władzy to droga do nieuchronnej erozji demokratycznych wartości i podstawowych wolności. A to, że konkretne prawo było nam niezbędne, odczuwamy boleśnie dopiero wówczas, gdy go zabraknie. Trzeba więc walczyć zawczasu. PSŁ
39. Konrad Płochocki
dyrektor generalny Polskiego Związku Firm Deweloperskich,
@RY1@i02/2017/021/i02.2017.021.07000020c.807.jpg@RY2@
fot. materiały prasowe
Radca prawny. Zawsze na bieżąco, jeśli chodzi o legislację dotyczącą rynku deweloperskiego. Za sprawą jego aktywności budującym mieszkania udaje się skutecznie torpedować ministerialne pomysły uderzające w branżę. Przykład? Dzięki zgłoszonym poprawkom do projektu ustawy uwłaszczeniowej nie dojdzie do zamrożenia części inwestycji położonych na terenach oddanych w użytkowanie wieczyste. Deweloperzy nie będą również zmuszani w każdej nowej inwestycji znajdującej się w większej miejscowości lokować miejsc do ładowania elektrycznych pojazdów. Płochocki przekonał również rządzących do wprowadzenia zmian chroniących nabywców lokali z rynku pierwotnego. Dzięki czemu upadłość banku, w którym deweloperzy gromadzą pieniądze na rachunkach powierniczych, nie odbije się już na ich klientach. Każdy z nich w przypadku bankructwa banku otrzyma bowiem równowartość 100 tys. euro tytułem gwarancji Bankowego Funduszu Gwarancyjnego (do niedawna było to 100 tys. euro na całą inwestycję). AK
40. Maciej Wroński
przewodniczący Związku Pracodawców "Transport i Logistyka Polska",
@RY1@i02/2017/021/i02.2017.021.07000020c.811.jpg@RY2@
fot. Wojtek Górski
Choć prawem transportowym zajmuje się od lat, to w naszym rankingu znalazł się po raz pierwszy. A to za sprawą spektakularnego sukcesu, jaki odniósł w ubiegłym roku przed Trybunałem Konstytucyjnym (podkreślić należy też duże zasługi dr. Tomasza Zalasińskiego z kancelarii Domański Zakrzewski Palinka). TK, rozpatrując wniosek jego organizacji, uznał za niekonstytucyjne stosowanie przepisów o ryczałtach dla urzędników do kierowców branży transportowej. W wyniku wyroku z dnia na dzień dziesiątki przewoźników mogły wrzucić wsteczny bieg znad krawędzi bankructwa. Sądy zawalone były bowiem roszczeniami o łącznej wartości idącej w setki milionów złotych.
Dziś, gdy trzeba na nowo poukładać przepisy dotyczące płac kierowców, Wroński nie okopuje się, za wszelką cenę broniąc interesów przedsiębiorców. Zdaje sobie sprawę z konieczności zabezpieczenia interesów pracowniczych i szuka porozumienia ze związkami zawodowymi. On i jego TLP próbują też przeciwdziałać w Brukseli wprowadzaniu przez poszczególne państwa regulacji, które niszczą wolny rynek w przewozach drogowych. PSZ
41. Borys Budka
poseł PO, spadek z pozycji 30.
@RY1@i02/2017/021/i02.2017.021.07000020c.814.jpg@RY2@
fot. Marcin Wojciechowski/Agencja Gazeta
Radca prawny, były minister sprawiedliwości. To dziś prawnicze usta opozycji. Głosu Budki nie zabrakło m.in. podczas dyskusji na temat zmian w Trybunale Konstytucyjnym, gdy blokowano mediom dostęp do Sejmu, łączono funkcję prokuratora generalnego i szefa resortu sprawiedliwości czy ostatnio, gdy Ministerstwo Sprawiedliwości zapowiedziało upolitycznienie Krajowej Rady Sądownictwa. Zawsze kulturalny i merytorycznie przygotowany do rozmowy. Jak dotąd jest najwyżej postawionym funkcjonariuszem poprzedniej ekipy rządzącej, który znalazł się na celowniku śledczych po głośnym audycie (z miernymi raczej skutkami) rządów PO-PSL przeprowadzonym przez Prawo i Sprawiedliwość. Resort kierowany przez Zbigniewa Ziobrę doniósł, że nie dopełnił on swoich obowiązków służbowych i działał na szkodę państwa, wydając cztery rozporządzenia o podwyżce stawek wynagrodzeń dla adwokatów i radców prawnych, które nie były zmieniane od 13 lat. Efekt? Taksy zostały z powrotem obniżone, a śledztwo w sprawie Budki wyhamowało i zapewne skończy się umorzeniem. AK
42. Anna Surówka-Pasek
podsekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta,
@RY1@i02/2017/021/i02.2017.021.07000020c.815.jpg@RY2@
fot. Michał Dyjuk/reporter
W rękach tej osoby leży los tysięcy sędziów w Polsce. Bo choć Anna Surówka-Pasek w Kancelarii Prezydenta, formalnie pełni funkcję podsekretarza stanu to de facto jej zadaniem jest selekcja kandydatów na sędziów przedstawionych głowie państwa przez Krajową Radę Sądownictwa. Z jej opiniami, jak wynika z oficjalnych dokumentów ujawnionych przez DGP w listopadzie zeszłego roku, liczy się sam prezydent Andrzej Duda. O tym, jak wielką rolę Surówka-Pasek odgrywa w procesie sędziowskich nominacji, świadczą chociażby pisma formułowane przez jej podwładnych. W nich bowiem wprost jest powiedziane, że to najpierw pani podsekretarz opiniuje kandydatury, a dopiero później prezydent podejmuje decyzje co do nominacji. Ujawnienie tych faktów wywołało spore zamieszanie w środowisku prawniczym. Wskazywano np., że skoro powoływanie sędziów stanowi prezydencką prerogatywę, to głowa państwa, podejmując taką decyzję, powinna kierować się wyłącznie własnym zdaniem. MK
43. Aleksander Stępkowski
prezes Ordo Iuris, były wiceminister spraw zagranicznych,
@RY1@i02/2017/021/i02.2017.021.07000020c.819.jpg@RY2@
fot. Wojtek Górski
Zajmujący się polską tradycją republikańską Aleksander Stępkowski jawi się niepozornie. W wywiadach prasowych zapewnia, że funkcje urzędnicze, które pełnił, były "techniczne". To jednak pozory. Z tym nazwiskiem wiążą się dwa poważne kryzysy w polskiej polityce w 2016 r. To stowarzyszenie Ordo Iuris, któremu prof. Stępkowski szefuje, wprowadziło na agendę projekt regulacji zakładający zaostrzenie kar za aborcję. Stępkowski stoi również za pomysłem zaproszenia do Polski Komisji Weneckiej, która miała ocenić jakość zmian wokół Trybunału Konstytucyjnego. Zapewnił tym samym PiS ping-pong z ekspertami Komisji Weneckiej i osłabił pozycję szefa MSZ Witolda Waszczykowskiego, którego oskarżano o zbyt pochopne otwarcie się na zagraniczny nadzór nad wojną wokół TK. Stępkowski za swoje "szachowe", jak sam to określił, zagranie z Komisją Wenecką zapłacił stanowiskiem w MSZ. ZP
44. Marek Chmaj
radca prawny, konstytucjonalista z Uniwersytetu SWPS,
@RY1@i02/2017/021/i02.2017.021.07000020c.823.jpg@RY2@
fot. Maciej Gocloń/Newspix
Pierwszy prawnik opozycji. Zawsze na posterunku, gdy trzeba ją wesprzeć w prawniczych bojach toczonych z rządzącymi. Ale prof. Marek Chmaj pomaga nie tylko politykom. Został bowiem pełnomocnikiem osób, którym w połowie zeszłego roku prezydent odmówił powołania na stanowiska sędziowskie. Prof. Chmaj od samego początku nie ukrywał, że jego zamiarem jest przełamanie linii orzeczniczej sądów administracyjnych. Te bowiem do tej pory umywały ręce w tego typu sprawach. Gdyby Markowi Chmajowi udało się nakłonić je do zmiany zdania, z pewnością byłby to kamień milowy w polskim orzecznictwie. Oznaczałoby to bowiem, że sądy mają prawo kontrolować działania głowy państwa.
Profesor Chmaj to z całą pewnością postać nietuzinkowa w świecie prawników. Od lat nie cichną plotki na temat jego ewentualnego kandydowania do Trybunału Konstytucyjnego. W obecnych warunkach jest to oczywiście wykluczone. Jedno jednak jest pewne - gdy tylko zmieni się układ polityczny w Polsce, nowi rządzący upomną się o profesora. MK
45. Krzysztof Kwiatkowski
prezes Najwyższej Izby Kontroli,
@RY1@i02/2017/021/i02.2017.021.07000020c.824.jpg@RY2@
fot. Wojtek Górski
Gdy PiS doszedł do władzy dla wielu było oczywiste, że to właśnie on stanie się jednym z pierwszych celów ataków. I tak też się stało - przez cały 2015 r. debatowano nad tym, w jaki sposób uchylić Kwiatkowskiemu immunitet. Ostatecznie udało się to dopiero pod koniec zeszłego roku, po wejściu w życie nowych przepisów, które w końcu umożliwiły Sejmowi zająć się wnioskiem o odebranie ochrony prezesowi NIK. Przypadek Kwiatkowskiego stał się więc siłą napędową do uzupełnienia luki w prawie. Po uchyleniu immunitetu prokuratura nie traciła czasu - Kwiatkowskiemu postawiono cztery zarzuty, w tym nadużywania władzy w związku z konkursami na stanowiska dyrektorów i wicedyrektorów delegatur NIK. Śledztwa są w toku.
Co na to sam zainteresowany? Twierdzi, że jest niewinny, i jak gdyby nigdy nic nadal niewzruszenie stoi na czele organu, którego zadaniem jest patrzenie władzy na ręce. Trzeba przyznać, że Krzysztof Kwiatkowski nieźle sobie radzi. Utrzymać się kolejny rok na takim stołku i przy tak niesprzyjających wiatrach - to z pewnością spory wyczyn. MK
46. Paweł Szałamacha
były minister finansów, członek zarządu NBP,
@RY1@i02/2017/021/i02.2017.021.07000020c.827.jpg@RY2@
fot. Wojtek Górski
Kierował resortem finansów przez 10 miesięcy. W tym czasie zdążył jednak sporo zmienić w przepisach podatkowych. Jednym z pierwszych jego osiągnięć było wprowadzenie ustawy o podatku od instytucji finansowych. Towarzyszyły temu ogromne kontrowersje. Jak się okazało, wpływy są mniejsze od zakładanych, a instytucje finansowe są w stanie przerzucić podatek na swoich klientów - ale finansiści się z nim pogodzili. Dziwić może tylko, że wprowadzony kilkanaście lat temu podatek od dochodów z zysków kapitałowych powszechnie określa się mianem podatku Belki, a o tym od aktywów nie mówi się "podatek Szałamachy". Takiego określenia nie da się też przypisać innemu pomysłowi - podatkowi od handlu, ostatecznie zakwestionowanemu przez Komisję Europejską. Szałamacha zapisał się także jako autor oryginalnych listów. W maju ub.r., niedługo przed ogłoszeniem decyzji agencji Moody’s w sprawie ratingu dla Polski, prosił prezesa Trybunału Konstytucyjnego Andrzeja Rzeplińskiego "o rozważenie powstrzymywania się (...) z wystąpieniami, które stanowiłyby podniesienie jego (sporu wokół TK - red.) poziomu" do czasu werdyktu agencji. ŁW
47. Krzysztof Parchimowicz
szef stowarzyszenia Lex Super Omnia,
@RY1@i02/2017/021/i02.2017.021.07000020c.829.jpg@RY2@
fot. Wojtek Górski
Szef prokuratorskiego stowarzyszenia widma, które przez większość roku nie mogło wyjść poza fazę rejestracji (udało się dopiero w ubiegłym tygodniu). Dziwnym trafem referendarze sądowi wynajdywali coraz to nowe błędy w statucie organizacji powstałej w reakcji na porządki dobrej zmiany. O tym, że wierchuszkę uwiera inicjatywa zdegradowanych śledczych, najlepiej świadczy fakt, że ich ruchy prześwietliła warszawska prokuratura okręgowa, kierowana przez zaufanego człowieka Zbigniewa Ziobry. Paradoksalnie pomogło to tylko nagłośnić, jak wygląda w praktyce likwidowanie ognisk oporu śledczych. Parchimowicz, prokurator z przeszło 30-letnim stażem, był jedną z pierwszych ofiar czystki (z PG przeniesiono go do jednostki rejonowej na Mokotowie). Jak twierdzi spotkał go odwet za to, że - na przekór koncepcji Ziobry - sprzeciwiał się wyprowadzeniu zamiejscowych wydziałów ds. przestępczości zorganizowanej z apelacji do centrali. To Parchimowicz firmował też wystąpienie zdegradowanych śledczych do trybunału w Strasburgu. Sprowadził tym na siebie krytykę związkowców, że zamiast prowadzić śledztwa, bawi się w PR-owe demonstracje. EŚ
48. Ernest Bejda
szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego,
@RY1@i02/2017/021/i02.2017.021.07000020c.833.jpg@RY2@
fot. Andrzej Hrehorowicz/Forum
Człowiek orkiestra. Prokurator, adwokat, a ostatnio radca prawny. Jego wybór na szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego nie jest niczym zaskakującym. Był wiceszefem tej instytucji za czasów Mariusza Kamińskiego. Brał zresztą udział w pracach nad ustawą o utworzeniu CBA. Po powrocie zaczął od audytu, z którego wynikało, że biuro pod rządami poprzednika, Pawła Wojtunika, miało niezłe statystyki, ale dotyczyły one głównie błahych spraw. Takich, które w ogóle nie powinny być w kręgu zainteresowań służby rangi CBA. Zapowiedział zwrot i nastawienie na szukanie poważnych przestępstw, do których mogło dojść na przykład przy wielkich prywatyzacjach albo dotyczących wyłudzeń VAT. Tak wyglądały sprawy prowadzone pod jego kierownictwem, kiedy pierwszy raz był w CBA - wielkie pieniądze, wielkie nazwiska, wielkie oskarżenia. Co prawda potem w sądzie często przeradzały się w równie wielkie porażki (sprawa Sawickiej, doktora G.), ale może teraz będzie inaczej. Ostatnio CBA zatrzymało urzędników z powodu podejrzenia nieprawidłowości przy naborze pracowników. Aferę wykryto w gminie Stawiguda, mającej niecałe 2 tys. mieszkańców. PSZ
49. Krystyna Pawłowicz
posłanka PiS, pierwszy raz w rankingu
@RY1@i02/2017/021/i02.2017.021.07000020c.836.jpg@RY2@
fot. Marcin Smulczyński/SE/East News
Wzięła na siebie ciężar odkłamywania liberalno-lewackiej agitacji na odcinku social media. Jej kanałem pierwszego wyboru jest Facebook, co dziwić nikogo nie powinno. Tylko serwis Zuckerberga jest w stanie zagwarantować swobodę formy i stylu, której domaga się przekaz prof. Pawłowicz. W 140 znakach na Twitterze nie da się na przykład upchnąć strumienia świadomości o ponadnarodowych spiskach rzecznika praw antypolskiej lewicy (to o RPO). Z kolei elaboratu o "najeździe weneckich szkodników" nie przyjęłaby żadna szanująca się gazeta (to o Komisji Weneckiej).
Trudno też przypuszczać, żeby jakiekolwiek pismo naukowe opublikowało jej rozprawę o antydemokratycznej genezie trybunału. Owszem, od czasu do czasu w portalach prawicowych pojawiają się jej pogłębione analizy, czy to ideologii unijnego szowinizmu, czy o "mentalnym komunizmie dowcipnisiów z TK". Jednak najlepiej czuje się w przestrzeni bez filtrów, gdzie nie dosięgnie jej politycznopoprawnościowy cenzor. Choć i tak wiadomo, że pani profesor wolno więcej, i to właśnie świadczy o jej mocnej pozycji w PiS. EŚ
50. Kamil Zaradkiewicz
były dyrektor zespołu orzecznictwa i studiów TK,
@RY1@i02/2017/021/i02.2017.021.07000020c.838.jpg@RY2@
fot. Jerzy Dudek/Forum
Po tym jak przestał być dyrektorem biura orzecznictwa TK, odnalazł się na nowo w roli prawniczej gwiazdy prawicowych portali. Potrafi jeden wywód okrasić tyloma erystycznymi chwytami i doktrynalnymi sloganami, że nawet najbardziej kontrowersyjne posunięcia władzy nabierają w jego ustach pozorów logiki i kunsztu. W szczytowej formie za jednym zamachem umiał pochwalić wniosek Zbigniewa Ziobry podważający konstytucyjność wyboru trzech sędziów TK w 2010 r. oraz usprawiedliwić go błędami swojego byłego przełożonego. Spór z Andrzejem Rzeplińskim konsekwentnie rozgrywał bowiem pod hasłem rozliczeń z upolitycznionym, wynaturzonym systemem. Dopingowanie rządu w jego batalii o trybunał to tylko jedna z pozycji w medialnym résumé dr. hab. Zaradkiewicza. Bywał też ekspertem od regulaminu Sejmu, głosowania nad budżetem czy prawa pracy. Ta multidyscyplinarność nie powinna dziwić nikogo, kto pamięta, że w ubiegłym roku przyjął posadę w spółce Naftoport. Ale sądząc po jego wypowiedziach, trybunał wciąż leży mu bardziej na sercu niż urządzenia przesyłowe. I że nie wyklucza, że do niego wróci. EŚ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu