Zarządzanie kryzysowe bez prezydenta
Sytuacja zagrażająca bezpieczeństwu to domena Rady Ministrów
Nad rolą głowy państwa w procedurach zarządzania kryzysowego i bezpieczeństwa pochylił się wczoraj Trybunał Konstytucyjny. Orzekł on, że sytuacja kryzysowa, zagrażająca bezpieczeństwu ludzi, mienia lub środowiska, nie jest jednak stanem nadzwyczajnym, więc nie jest domeną prezydenta. Zarządzanie w tym zakresie należy bowiem do Rady Ministrów. Zgodnie z przepisami ustawy o zarządzaniu kryzysowym (Dz.U. z 2007 r. nr 89, poz. 590 ze zm.) to rząd przyjmuje plan zarządzania kryzysowego, raport o zagrożeniach bezpieczeństwa narodowego, a także program ochrony infrastruktury krytycznej. Do administracji rządowej należy także wprowadzanie stopni alarmowych w przypadku zagrożenia atakiem terrorystycznym. Nie ma tu wymogu zasięgania opinii prezydenta. Z tego właśnie powodu Lech Kaczyński w 2009 r. złożył wniosek do Trybunału Konstytucyjnego w sprawie zbadania konstytucyjności przepisów pod kątem zasady współdziałania władz.
- Dla bezpieczeństwa państwa i obywateli prezydent powinien móc działać z głosem opiniującym - przekonywał na wczorajszej rozprawie adwokat Roman Nowosielski, przedstawiciel prezydenta.
Innego zdania byli jednak przedstawiciele Sejmu i prokuratora generalnego. Wskazywali, że prezydent może zwołać radę gabinetową, od której uzyska informacje o pracach rządu, czy delegować swojego przedstawiciela do rządowego zespołu zarządzania kryzysowego.
Trybunał uznał, że udział prezydenta w procedurach zarządzania kryzysowego nie jest konieczny. Sędziowie TK nie znaleźli podstaw, z których wynika, że prezydent ma kompetencje we wszystkich sprawach dotyczących bezpieczeństwa państwa.
Ewa Maria Radlińska
Wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 3 lipca 2012 r., sygn. akt K 22/09.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu