Dziennik Gazeta Prawana logo

Ustawodawca nie może być zbyt kazuistyczny

26 czerwca 2018

Trzy pytania

@RY1@i02/2014/196/i02.2014.196.18300100a.802.jpg@RY2@

Ryszard Piotrowski konstytucjonalista, WPiA Uniwersytet Warszawski

Przed kilkoma dniami Sąd Najwyższy, dokonując wykładni zagmatwanych przepisów dotyczących uprawnień straży miejskich, intepretował je nie tylko w kształcie, w jakim zostały uchwalone, ale również poprzez odniesienie do celów, jakie chcieli osiągnąć twórcy przepisów (sygn. akt I KPZ 16/14). Na ile SN w interpretowaniu przepisów może się odwoływać do fikcji racjonalnego ustawodawcy?

To zależy od konkretnego problemu. Jeżeli sąd widzi taką potrzebę, to powinien sięgnąć do tej koncepcji, która jest przecież ugruntowana w orzecznictwie Trybunału Konstytucyjnego i wynika z naszej kultury prawnej. SN odwołuje się do fikcji racjonalnego ustawodawcy, kiedy inaczej nie da się w odpowiedni sposób dokonać wykładni.

Ale wtedy SN spotyka się z zarzutami, że niepotrzebnie wchodzi w buty ustawodawcy. A powinien po prostu dokonać wykładni przepisu, nawet gdyby z tego wynikało, że cel, jaki miał być osiągnięty, nie spełnił się, a regulacja przyniosła skutki wręcz odwrotne.

To byłoby nieracjonalne, ponieważ sąd nie zajmuje się wyłącznie czytaniem przepisów prawnych, lecz zajmuje się też ich stosowaniem. A to stosowanie prawa nie polega po prostu na czytaniu przepisów. Co więcej, ustawodawca musiałby być niesłychanie kazuistyczny. Przepisy byłyby wówczas o wiele bardziej obszerne albo nie byłoby ich wcale. Byłoby to sprzeczne z pewną tendencją, która także jest rezultatem integracji europejskiej, mianowicie ze zjawiskiem przenikania się kultury prawnej prawa stanowionego i judykatury. Europa ma dwa płuca prawnicze. Gdybyśmy próbowali naszą kulturę prawną profilować wyłącznie pod kątem prawa stanowionego, to byłoby trudne do pogodzenia z konsekwencjami integracji europejskiej, która polega też na tym, że prawo tworzone przez sędziów ma niejednokrotnie pierwszeństwo przed prawem stanowionym przez ustawodawcę.

Uchwały SN podejmowane są w sytuacji rozbieżności w orzecznictwie, która jest skutkiem niejednoznacznych przepisów. Jednak czasem taką uchwałę, nawet przy nadaniu jej mocy zasady prawnej, można porównać do załatania dachu, który powinien być cały wymieniony. Czy w takich sytuacjach SN nie powinien się wstrzymać z podjęciem uchwały, by rozbieżności w orzecznictwie zmusiły ustawodawcę do przyjęcia jasnych i klarownych przepisów?

Nie można przyjąć takiego założenia, że SN nie będzie rozwiązywał problemów, które są przed nim stawiane w oczekiwaniu, że rozwiąże je kto inny - w szczególności ustawodawca w jakiejś niesprecyzowanej przyszłości. Gdyby ustawa była po trzecim czytaniu w Sejmie, czy jeszcze lepiej, w podpisie u prezydenta, to wtedy można byłoby powiedzieć, że jest powód do powściągliwości sędziowskiej. Natomiast przyjęcie takiego założenia, że SN powstrzymuje się od rozstrzygnięcia w oczekiwaniu, że problem zostanie rozwiązany przez powołany do tego organ, jest niezgodne z ogólną zasadą rzetelności i sprawności działania państwa i byłoby w moim przekonaniu niezgodne z zadaniami konstytucyjnymi i ustawowymi SN. Jego rolą jest m.in. wyjaśnianie zagadnień prawnych budzących wątpliwości, a rolą ustawodawcy jest tworzenie regulacji, które takich wątpliwości nie będą mnożyć.

Rozmawiał Piotr Szymaniak

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.