Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo

Ciekawość ministra zbada trybunał

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 7 minut

Czy szef resortu sprawiedliwości, przyznając sobie prawo żądania akt każdej sprawy sądowej, naruszył niezawisłość sędziów, przekroczył granice nadzoru nad sądami, a także zakaz przetwarzania danych wrażliwych?

Te kwestie powinien już jutro rozstrzygnąć Trybunał Konstytucyjny (sygn. akt U 9/13). Takie zarzuty rozporządzeniu ministra postawił prokurator generalny. Jego wątpliwości podzielają Krajowa Rada Sądownictwa oraz środowisko sędziów.

Przepis wytrych

Andrzej Seremet zakwestionował zakres imperium ministra w lipcu ubiegłego roku.We wniosku do TK zarzucił, że rozporządzenie ministra sprawiedliwości narusza wartości konstytucyjne, w tym zasadę trójpodziału władz i demokratycznego państwa prawnego. Chodzi o par. 20 rozporządzenia w sprawie nadzoru administracyjnego nad działalnością administracyjną sądów powszechnych (Dz.U. z 2013 r. poz. 69). Zgodnie z nim minister sprawiedliwości może żądać - w uzasadnionych przypadkach - od prezesa sądu apelacyjnego przedstawienia akt spraw sądowych. Także tych w toku.

Przepis obowiązuje od 1 lutego 2013 r. Ale jak dotąd szef resortu nie zdecydował się skorzystać z tego mechanizmu. Przepis jest więc praktycznie martwy.

- Skoro minister dotychczas nie sięgnął do akt, to oznacza to, że przepis ten jest niepotrzebny. Nawet w sprawach bardzo medialnych, budzących żywe zainteresowanie, taka ingerencja polityka jest niewskazana. Bo zawsze rodzi to podejrzenie, że będzie wywierany jakiś wpływ polityczny na sąd, a samo takie podejrzenie jest w państwie prawa niepotrzebne i budzi społeczny niepokój - ocenia sędzia Irena Kamińska, prezes Stowarzyszenia Sędziów "Themis".

Podobnego zdania jest prokurator generalny. "Żądanie akt sądowych przez ministra sprawiedliwości, szczególnie w przypadku medialnych publikacji krytykujących decyzje podejmowane w sprawie, może wywołać »efekt mrożący« i prowadzić do stworzenia klimatu zagrożenia dla sędziego" - czytamy w uzasadnieniu wniosku Andrzeja Seremeta do TK.

Taka obawa jest tym bardziej uzasadniona - zdaniem PG - jeśli weźmie się pod uwagę to, że rzecznik dyscyplinarny podejmuje czynności dyscyplinarne wobec sędziów m.in. na żądanie ministra sprawiedliwości. W tym kontekście żądanie akt może więc być odbierane jako zamach na niezawisłość sędziego. Może też rodzić obawy co do tego, że sędzia postara się rozstrzygnąć zgodnie z oczekiwaniami ministra. Szczególnie wówczas gdy szef resortu formułował publicznie oceny co do rozpoznawanej sprawy.

Z pierwszej ręki

Minister sprawiedliwości przekonuje, że nowe uprawnienie wbrew stanowisku PG nie narusza zasady trójpodziału władz. Nie ingeruje w niezależność sądów i niezawisłość sędziów. Prawo wglądu do akt toczących się postępowań to "element niezbędny do wykonywania przez ministra sprawiedliwości zewnętrznego nadzoru nad działalnością administracyjną sądów". Minister tłumaczy, że musi mieć informacje z pierwszej ręki, czyli musi zajrzeć do źródeł, a więc wprost do akt.

"Wbrew twierdzeniom zawartym we wniosku prokuratora generalnego kontrola toku postępowania w konkretnej sprawie przez ministra sprawiedliwości nie oddziałuje na niezawisłość sędziowską. Pozwala ona jedynie ministrowi na uzyskanie stałych informacji o przebiegu sprawy (nie ingeruje w swobodę sędziego w zakresie jurysdykcji)" - stwierdza Michał Królikowski, wiceminister sprawiedliwości, w stanowisku przedstawionym TK.

- Możliwość żądania przez ministra akt spraw sądowych jest sprzeczna z ideą nadzoru ministra sprawiedliwości nad sądami. Nadzór ten ma bowiem charakter zewnętrzny i - w sprawach, które dotyczą wymiaru sprawiedliwości i ochrony prawnej - sprawowany jest przez sędziów wizytatorów zatrudnionych w resorcie. Minister sprawiedliwości, który jest politykiem, sprawuje więc nadzór zewnętrzny poprzez sędziów - podkreśla jednak sędzia Irena Kamińska.

To oni mają prawo wglądu do akt, mogą przeprowadzić wizytację czy lustrację.

- Minister, który żąda bezpośredniego dostępu do akt bez udziału sędziego, narusza obecne brzmienie ustawy - Prawo o ustroju sądów powszechnych, oraz - w mojej ocenie - także konstytucję - dodaje sędzia.

- Ale oczywiście zobaczymy, co powie o tym Trybunał Konstytucyjny. Rozstrzygnie nie tylko o tym, czy polityk może w majestacie prawa zaglądać do akt sądowych, ale de facto znów przesądzi o granicy nadzoru ministra nad sądami - mówi sędzia Kamińska.

Dane wrażliwe

Andrzej Seremet alarmuje też, że uprawnienie szefa resortu narusza prawo do prywatności oraz zakaz przetwarzania danych wrażliwych bez szczególnego zezwolenia ustawowego. "Analiza całości akt, w tym danych ze sfery życia osobistego jednostek, nie jest konieczna do efektywnego sprawowania nadzoru (ministra - red.)" - czytamy w jego wniosku do TK. I dalej: "Udostępnianie ministrowi sprawiedliwości na potrzeby sprawowanego przez niego nadzoru administracyjnego zgromadzonych w aktach danych ze sfery życia osobistego jednostek może być wygodne dla władzy, ale nie jest niezbędne w demokratycznym państwie prawa".

- Nie wiem, dlaczego minister tak się upiera, aby mieć bezpośredni dostęp do akt spraw. Umówmy się - to już było. W czasach słusznie minionych akta były wyprowadzane z sądów na żądanie polityków. Było to oceniane jako naganne. Nie wiem, dlaczego teraz nagle ta praktyka miałaby zyskać akceptację - podkreśla sędzia Irena Kamińska.

Jak przekonuje, bezpośredni kontakt polityka z aktami, które są mu przedkładane według jego widzimisię, jest niedopuszczalny w demokratycznym państwie prawa.

@RY1@i02/2014/087/i02.2014.087.18300120a.802.jpg@RY2@

Trybunał Konstytucyjny roztrzygnie, kto ma rację

Ewa Ivanova

 ewa.ivanova@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.