Szukajcie, a znajdziecie. Inny przepis
Czy sądy w swoich orzeczeniach powinny się powoływać na artykuł, który został przez TK uznany za niekonstytucyjny przy jednoczesnym stwierdzeniu, że utraci on moc dopiero za jakiś czas?
@RY1@i02/2014/061/i02.2014.061.070000400.805.jpg@RY2@
Łukasz Kluska sędzia
Wyroki Trybunału Konstytucyjnego zgodnie z art. 190 ust. 3 konstytucji wchodzą w życie z dniem ogłoszenia, jednakże ten sam przepis daje możliwość odroczenia przez TK daty utraty mocy obowiązującej niekonstytucyjnego aktu normatywnego lub jego przepisu. Termin takiego odroczenia nie może przekroczyć osiemnastu miesięcy, gdy chodzi o ustawę, a w przypadku innego aktu normatywnego jest krótszy i wynosi maksymalnie dwanaście miesięcy.
W praktyce oznacza to, iż w systemie prawa nadal funkcjonuje i posiada moc obowiązującą akt lub jego przepis, co do którego nie ma już wątpliwości, iż jest sprzeczny z konstytucją. Powstaje więc pytanie, czy sąd ma względny, czy też bezwzględny obowiązek stosowania niekonstytucyjnej normy prawnej w okresie odroczenia? Sąd jako organ stosujący prawo z całą pewnością nie może zignorować faktu, iż dany przepis jest sprzeczny z ustawą zasadniczą. Z drugiej jednak strony nie powinien pomijać przepisu, który ciągle obowiązuje. Czy jest więc racjonalne wyjście z tej trudnej sytuacji? Należy w tym miejscu przypomnieć, iż zgodnie z art. 8 ust. 1 i 2 konstytucji jest ona najwyższym prawem Rzeczypospolitej Polskiej, a jej przepisy stosuje się bezpośrednio, chyba że konstytucja stanowi inaczej. Natomiast zgodnie z art. 178 ust. 1 ustawy zasadniczej sędziowie w sprawowaniu swojego urzędu są niezawiśli i podlegają tylko konstytucji oraz ustawom.
W doktrynie i orzecznictwie dominuje pogląd, iż zasada bezpośredniego stosowania konstytucji znajdzie zastosowanie wszędzie tam, gdzie dany przepis ustawy zasadniczej jest jasny i precyzyjny, a uregulowana w nim materia nie ma dalszego rozwinięcia lub konkretyzacji w akcie prawnym niższego rzędu. Tymczasem w sytuacji odroczenia przez TK daty utraty mocy obowiązującej niekonstytucyjnego przepisu stanowi on tego rodzaju rozwinięcie lub konkretyzację. Trzeba jednak pamiętać, że jest to rozwinięcie lub konkretyzacja niezgodna z konstytucją, więc jej zastosowanie nie powinno mieć miejsca przed normą ustawy zasadniczej. Niezawisły sąd ma więc możliwość, a nawet obowiązek bezpośredniego zastosowania przepisu konstytucji, jeżeli jest to w danej sprawie możliwe w odniesieniu do konkretnego, rozstrzyganego przez ten sąd stanu faktycznego. Oczywiście korzystając z tej możliwości, sąd musi zachować najdalej idącą ostrożność, dokładnie wczytać się w konkretne orzeczenie TK i jego uzasadnienie, a także zważyć chronione konstytucją dobro prawne naruszone przez niekonstytucyjny przepis. Wszędzie tam, gdzie sąd po przeprowadzeniu takiej analizy uzna za celowe i możliwe bezpośrednie zastosowanie normy konstytucyjnej, powinien pominąć niekonstytucyjny przepis pomimo odroczenia przez TK terminu utraty jego mocy obowiązującej.
Postulat ten nabiera szczególnego znaczenia na gruncie prawa karnego, gdzie ewentualne stosowanie niekonstytucyjnych przepisów może mieć bardzo poważne konsekwencje, przede wszystkim tam, gdzie dojdzie w ten sposób do naruszenia podstawowych wolności i swobód obywatelskich.
Sąd jako organ stosujący prawo z całą pewnością nie może zignorować faktu, iż dany przepis jest sprzeczny z ustawą zasadniczą
Zbigniew Krüger adwokat z kancelarii Krüger & Partnerzy Adwokaci
Funkcjonowanie w systemie prawnym przepisu, wobec którego Trybunał Konstytucyjny stwierdził, że jest niezgodny z konstytucją , lecz odroczył utratę jego mocy obowiązującej , jest niewątpliwie sytuacją niepożądaną. Jednak odpowiedź na pytanie, czy sądy muszą stosować przepis, wobec którego uchylone zostało domniemanie konstytucyjności , co do zasady będzie twierdząca.
Należy pamiętać, że w polskim systemie prawnym sądy, w tym także Sąd Najwyższy, podlegają ustawom. Usunięcie przepisu z systemu prawnego może mieć miejsce albo za sprawą ustawodawcy (poprzez uchwalenie ustawy uchylającej obowiązywanie jakiejś regulacji) bądź na mocy wyroku Trybunału Konstytucyjnego stwierdzającego niekonstytucyjność kwestionowanego przepisu i określającego moment, w którym przestaje on obowiązywać. Sądy powinny zatem stosować przepis uznany za niekonstytucyjny, jeżeli Trybunał Konstytucyjny w wyroku odroczył termin utraty jego mocy obowiązującej. Obowiązek stosowania przepisów uznanych za sprzeczne z konstytucją wynika także z przyjętego w polskim systemie prawnym modelu kontroli konstytucyjności ustaw. W przeciwieństwie do rozproszonego systemu amerykańskiego, o zgodności ustawy z konstytucją decydować może wyłącznie Trybunał Konstytucyjny. W Stanach Zjednoczonych zakwestionować zgodność ustawy z konstytucją może nie tylko Sąd Najwyższy, ale każdy sąd stanowy lub federalny. W sprawie Marbury vs. Madison (1803 r.) Sąd Najwyższy stwierdził, że ustawa federalna sprzeczna z konstytucją jest nieważna i sądy powinny odmówić jej stosowania. Na bezwzględny obowiązek stosowania niekonstytucyjnych przepisów czasowo utrzymanych w mocy wskazywał sam Trybunał Konstytucyjny, między innymi w wyroku z 2 lipca 2003 r., sygn. K 25/01, w którym stwierdził wprost, że "do nadejścia wskazanego przez trybunał terminu uznany za niezgodny z konstytucją przepis zachowuje moc obowiązującą, a zatem musi być przestrzegany i stosowany przez wszystkich jego adresatów. Zgodnie bowiem z art. 190 ust. 1 konstytucji takie rozstrzygnięcie umieszczone w tekście rozstrzygnięcia Trybunału Konstytucyjnego jest nie tylko ostateczne, ale i ma moc powszechnie obowiązującą. Zakresem tej mocy objęte są także wszystkie sądy". Stanowisko wyrażone przez Trybunał Konstytucyjny potwierdzone zostało także w wielu wyrokach Sądu Najwyższego. Przykładem mogą być wyrok z 29 marca 2000 r., sygn.. III RN 96/98, oraz z uchwała Sądu Najwyższego z 3 lipca 2003 r., sygn. III CZP 45/03, dotyczące obowiązku stosowania przez sądy uznanych za niekonstytucyjne przepisów ustawy o najmie lokali i dodatkach mieszkaniowych w kontekście czynszów regulowanych. Najbardziej chyba kontrowersyjnym orzeczeniem w sprawie obowiązku dalszego stosowania przepisu uznanego za sprzeczny z konstytucją, gdyż dotyczącego stanu faktycznego dotykającego postępowania karnego, praw i wolności obywatelskich, było postanowienie Sądu Najwyższego z 13 grudnia 2005 r., sygn. III KK 318/05. Sąd stwierdził w nim, że odroczenie wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego utraty mocy obowiązującej przepisu kodeksu postępowania karnego dotyczącego procedury przekazania obywatela polskiego na podstawie europejskiego nakazu aresztowania oznacza, że w tym czasie nie można, na podstawie art. 55 ust. 1 konstytucji, odmówić wykonywania ENA wydanego przez inne państwo wobec obywatela polskiego. Przyjmuje się, że za obowiązkiem stosowania przepisu, wobec którego uchylone zostało domniemanie konstytucyjności, przemawia ochrona innych, co najmniej równoważnych wartości, będących przedmiotem ochrony konstytucyjnej. Innym powodem, ze względu na który odracza się utratę mocy obowiązującej przepisu uznanego za niezgodny z konstytucją, jest chęć umożliwienia uchwalenia przez parlament nowelizacji usuwającej niezgodny z konstytucją stan prawny. O ile w przypadkach dotyczących niekonstytucyjności tzw. czynszów regulowanych mogliśmy mówić o ochronie prawa własności prywatnej, o tyle odroczenie terminu uchylenia obowiązywania było uzasadnione ochroną praw lokatorów i nadmiernym wzrostem czynszów. W przypadku wydawania obywateli polskich obcym państwom, przed nowelizacją konstytucji, a po wyroku Trybunału Konstytucyjnego dotyczącym ENA, trudno mi znaleźć takie wartości chronione konstytucyjnie, które pozwalałyby poświęcić ochronę obywateli polskich przed ekstradycją.
Podobnie w przypadku uznanego za sprzeczny z konstytucją art. 75 par. 1 k.k. Choć formalnie powinien być on stosowany, nie było w mojej ocenie jakichkolwiek powodów ustanowienia tak długiego odroczenia utraty mocy obowiązującej przez ten przepis. Sądy mogły przecież, gdy okoliczności dotyczące skazanego za tym przemawiały, zarządzić wykonanie zawieszonej kary pozbawienia wolności na podstawie art 75 par. 2 k.k.
Choć sądy powinny stosować uznane za niekonstytucyjne przepisy, bo tylko Trybunał Konstytucyjny może określać moment utraty mocy obowiązującej przez ustawę, to zasadą powinna być utrata mocy obowiązującej z chwilą ogłoszenia wyroku Trybunału Konstytucyjnego, a odroczenie winno mieć miejsce wyłącznie w przypadkach wyjątkowych.
@RY1@i02/2014/061/i02.2014.061.070000400.807.jpg@RY2@
Maciej Strączyński sędzia, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich "Iustitia"
Instytucja czasowego utrzymania w mocy niekonstytucyjnego aktu prawnego określona w art. 71 ust. 2 ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, może budzić wątpliwości prawne i wywoływać spory. Zgodnie z tym przepisem trybunał, stwierdzając niezgodność jakiegoś aktu prawnego z konstytucją, może odroczyć na określony czas utratę mocy przez ten przepis. Cel tego rozwiązania jest oczywisty: jeśli niezwłoczna utrata mocy przez niekonstytucyjny przepis spowodowałaby lukę prawną, uniemożliwiającą funkcjonowanie jakiegoś organu państwa lub instytucji prawnej, konieczne jest zastąpienie wadliwego przepisu innym. Ustawodawca musi mieć na to czas.
Trybunał ma możliwość sygnalizowania ustawodawcy, że jakieś rozwiązanie ustawowe prawdopodobnie jest wadliwe, jeszcze przed rozpoznaniem wniosku o zbadanie jego zgodności z konstytucją. Daje mu ją art. 4 ust. 2 ustawy o TK, przewidujący przedstawienie organom stanowiącym prawo uwag stwierdzających uchybienia i luki w prawie. Jeżeli więc już na wstępnym etapie postępowania sędziowie TK mają podstawy przewidywać, że zaskarżony przepis okaże się niekonstytucyjny, a funkcjonowanie systemu prawnego bez zastąpienia go prawidłowym może być niemożliwe, mogą władzę ustawodawczą i wykonawczą ostrzec. Inna rzecz, czy politycy tych ostrzeżeń posłuchają.
Przykładowo, Trybunał Konstytucyjny wytknął zawczasu w opisanym trybie niezgodność z konstytucją instytucji asesora sądowego. Wskazał, że asesor nie posiada niezbędnych do orzekania gwarancji niezawisłości, gdyż jest powoływany i może być w każdej chwili odwołany przez ministra sprawiedliwości, przedstawiciela władzy wykonawczej. Politycy pozostawali jednak głusi na słowa trybunału, choć czasu na zmianę wadliwego przepisu mieli sporo. Efektem tego było wydanie przez trybunał wyroku z 24 października 2007 r. stwierdzającego niezgodność z konstytucją przepisów o asesorach. Przepisy te wygasały jednak 18 miesięcy po opublikowaniu wyroku - 6 maja 2009 r. Trybunał orzekł, że wyroki wydane przez asesorów sądowych pozostają w mocy - przyjęcie przeciwnego stanowiska spowodowałoby straszliwy chaos prawny. Asesorzy stanowili w 2007 r. jedną czwartą obsady sądów rejonowych.
Z chwilą opublikowania wyroku TK ówczesny minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski przestał powoływać asesorów. Ci, którzy byli już powołani, orzekali jednak nadal. Wywoływało to zrozumiałe kontrowersje, skoro trybunał uznał, że wydawanie przez nich wyroków jest niekonstytucyjne. Problem był też z powołaniem orzekających asesorów na stanowiska sędziów, bo większość z nich 6 maja 2009 r. nie osiągała wymaganego do nominacji stażu orzekania, a ich zbiorowe odejście ze służby w tym dniu rozłożyłoby na łopatki sądownictwo. Sytuacja ta jednak przydała się ministrowi sprawiedliwości. Włączył on przepisy przejściowe umożliwiające wcześniejsze powołanie asesorów na sędziów do nieakceptowanej wówczas w środowisku prawniczym ustawy o Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury. W ten sposób uniemożliwił prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu, który też był przeciwny powołaniu KSSiP, zawetowanie tej ustawy. Gdyby bowiem prezydent ustawę zawetował, odpowiedzialność za zapaść wymiaru sprawiedliwości spowodowaną nagłym odejściem asesorów spadłaby na niego.
Rząd wykorzystał sytuację i osiągnął cel polityczny, natomiast sprawa asesorów zakończyła się porażką Polski w Europejskim Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu. Już przy pierwszej skardze trybunał strasburski, w listopadzie 2010 r., powołał się na wyrok TK i uznał wydawanie wyroku przez asesora za naruszenie obywatelskiego prawa do niezawisłego sądu. Nie był to ostatni wyrok tej treści i Polska płaci odszkodowania.
Niekiedy uznanie przepisu za niezgodny z konstytucją dawało sądom możliwość orzekania w określony sposób nawet bez zmiany przepisu. W swoim czasie TK uznał za niezgodną z konstytucją treść przepisu art. 632 pkt 2 kodeksu postępowania karnego w tej części, w której stanowił on, że osoba uniewinniona nie ma prawa do zwrotu od Skarbu Państwa kosztów ustanowienia obrońcy z wyboru. Sądy, nie czekając na zmianę rzepisu, zaczęły koszty te - zgodnie z orzeczeniem TK - przyznawać osobom uniewinnionym. Również obecnie ten sam przepis, już zmieniony, jest dotknięty wadą stwierdzoną przez trybunał. Uznał on za niezgodne z konstytucją obciążanie kosztami procesu oskarżyciela prywatnego, jeżeli sąd umorzył postępowanie z powodu przedawnienia, jako że skutków przewlekłości postępowania nie może ponosić pokrzywdzony. Przepis pozostawiono bez zmiany, natomiast dodano art. 632a, pozwalający na obciążenie w takich sytuacjach kosztami oskarżonego lub Skarbu Państwa.
Ciekawy skutek wywołał wyrok trybunału z 7 września 2006 r., dotyczący art. 540 par. 2 k.p.k. Przepis stanowił, że jeżeli trybunał stwierdzi niezgodność z konstytucją przepisu stanowiącego podstawę skazania, postępowanie się wznawia. Trybunał uznał, że ograniczenie to nie jest zasadne, ponieważ niezgodna z konstytucją może być nie tylko podstawa skazania, ale i inny przepis, na podstawie którego wydano orzeczenie. Wyrok dotyczył sytuacji, w której za niezgodne z konstytucją uznano oskarżanie w niektórych sprawach o wykroczenia przez straże miejskie. Niezgodny z konstytucją był więc nie przepis będący podstawą skazania, ale przepis pozwalający straży miejskiej oskarżać. Gdy zaś nie ma oskarżyciela, nie może być też sprawy. Sądy, stosując bezpośrednio orzeczenie trybunału, zaczęły więc wznawiać postępowania, w których występował nieuprawniony oskarżyciel. Sam przepis, bezzasadnie ograniczający podstawę wznowienia, zmieniono dopiero po trzech latach i wydaniu wielu orzeczeń przez sądy.
18 listopada 2010 r. trybunał orzekł o niezgodności z konstytucją art. 218 par. 1 kodeksu karnego i art. 24 ust. 1 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych. Przepisy przewidywały dwukrotne karanie, w różnej formie, za ten sam czyn. Ustawodawca nie zrobił nic i oba sprzeczne z konstytucją przepisy obowiązywały jeszcze przez 18 miesięcy. Jednakże przez ten czas sądy mogły ich po prostu nie stosować - sprzeczność przepisów z konstytucją wychwycił zresztą sąd rozpoznający taką właśnie sprawę karną i wystąpił do trybunału .
Stwierdzić trzeba, że każda sytuacja, w której przepis uznany za niekonstytucyjny pozostaje w mocy, jest wysoce niepożądana. Sądy mogą sobie z tym poradzić, stosując wprost orzeczenie trybunału. Jednak instytucja czasowego utrzymania niekonstytucyjnego przepisu w mocy może skłaniać parlament do uchwalania wątpliwych prawnie przepisów dla osiągnięcia doraźnych celów politycznych. Zanim nierychliwy Trybunał rozpozna sprawę, zanim wyrok wejdzie w życie, cele niekonstytucyjnej ustawy zostaną osiągnięte. A to na pewno nie jest pożądane w państwie prawa, choć dla polityków wygodne.
Instytucja czasowego utrzymania niekonstytucyjnego przepisu w mocy może skłaniać parlament do uchwalania wątpliwych regulacji dla osiągnięcia doraźnych celów politycznych
@RY1@i02/2014/061/i02.2014.061.070000400.808.jpg@RY2@
Monika Krywow prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Asystentów Sędziów
Temida, patronka sądownictwa, ma zawiązane oczy i trzyma w dłoni wagę. Nie jest ona ślepa, jak twierdzą niektórzy. Przewiązano jej oczy, bo na wadze ma z jednej strony przepis, z drugiej zaś prawa obywatela. Przewiązanie Themis oczu uniemożliwia jej zachwycenia się blichtrem jednej lub drugiej wartości. Powinna ona bowiem ważyć te wartości w sposób obiektywny. Zbytni radykalizm, zarówno po jednej, jak i po drugiej stronie szali godzi za każdym razem ostatecznie zarówno w prawo, jak i obywatela.
Tak samo powinno się dziać z przepisami uznanymi za niezgodne z konstytucją, co do których wskazano inny termin wejścia ich w życie. Oczywiście sąd związany jest sentencją wyroku TK, ale jednocześnie jest związany konstytucją.
W jednym z wyroków TK (SK 1/04) stwierdził, że wyrok określający inny termin utraty mocy obowiązującej aktu normatywnego jako niezgodnego z konstytucją przepisu "stawia wyzwanie i możliwości wyboru przez same sądy takiego środka proceduralnego, który najlepiej pozwoli na osiągnięcie efektu najbliższego nakazowi wykładni i stosowania prawa w zgodzie z k onstytucją".
Innymi słowy: poszukajcie, czy nie ma innego przepisu, który możecie zastosować zamiast tego, tak by zachować wartości konstytucyjne i ochronić obywatela, a jednocześnie postąpić zgodnie z prawem.
W sądownictwie administracyjnym powyższa zasada jest obowiązująca od dawna, dzięki takim sędziom jak m.in. J anusz Trzciński, R oman Hauser, M arek Zirk-Sadowski, M ałgorzata Jaśkowska.
W sądownictwie powszechnym jest gorzej, a to za sprawą SN, który potrafi orzec w sposób wzajemnie sprzeczny. Przykład: w jednym z wyroków TK (SK 49/05) uznano, że pewien przepis w zakresie, w jakim ogranicza dostęp do waloryzacji sądowej, zagwarantowanej w innym przepisie, w odniesieniu do zobowiązań pieniężnych powstałych przed 30 października 1950 r., wynikających z obligacji emitowanych przez Skarb Państwa jest niezgodny z konstytucją i odroczono utratę mocy o 12 miesięcy. W trakcie tych 12 miesięcy pan wystąpił o wznowienie postępowania. SO zasądził na rzecz powoda kwotę X, SA zmniejszył ją do Y. Poszła skarga kasacyjna do SN (II CSK 410/10), który uchylił ww. wyroki i odrzucił skargę o wznowienie postępowania, uznano bowiem, że przepis trwa, więc wznowienia być nie może. Dla porównania wskażę, że w innym wyroku SN ( III PK 96/06) uznano, iż odroczenie wejścia w życie orzeczenia TK stwierdzającego sprzeczność przepisu ustawy z konstytucją nie stanowi przeszkody do uznania przez sąd, że przepis ten był sprzeczny z konstytucją od jego uchwalenia, a sąd może odmówić stosowania tego przepisu.
Ostatnio dyskusja powróciła na kanwie przypadku opisanego w artykule "Prawo obowiązuje, choć nie powinno" (DGP 48/2014). Rozmawiałam z kilkoma sędziami, których mam zaszczyt znać, i każdy z nich powiedział, że zamiast stosować ww. przepis 75 par. 1 k.k. kierują sprawę na posiedzenie jawne, żądając uprzednio wywiadów kuratorów i danych z KRK i dopiero wtedy wydają postanowienie, każdorazowo badając okoliczności. Załóżmy, że mamy matkę trojga dzieci, jedyną żywicielkę rodziny, dbającą o dom i dzieci. Mąż nieporadny życiowo, pracy znaleźć nie może, alkohol w tle. Kobieta, nie mając środków do życia, dokonuje kradzieży. Dostaje wyrok w zawiasach. Po jakimś czasie znowu brak pieniędzy powoduje, że kradnie. Dostaje wyrok w zawiasach. Czy trzeba koniecznie ją wsadzać do więzienia, bo przepis jest? Sędziowie wiedzą, że pani kradła, ale dostrzegają, że wsadzenie jej do więzienia spowoduje, iż zawieszona będzie jej władza rodzicielska na czas odsiadki, mąż w ciągu alkoholowym nie będzie zarabiać i opiekować się dziećmi, zaraz może być jakieś ograniczenie władzy rodzicielskiej czy odebranie dzieci itd. Jak widać, jak się chce, można znaleźć inny przepis, pamiętając wytyczne TK z wyroku SK 9/10. Doprowadzanie do wznowienia postępowania po kilkunastu miesiącach tylko dlatego, że dany przepis wtedy utraci moc i tak wynika z przepisów, jest zachowaniem zbyt formalistycznym, opartym na blichtrze istnienia przepisu, nie zaś na wadze pomiędzy obywatelem a prawem. Postępowań sądowych i tak mamy aż nadto, po co je więc mnożyć? Czy Themis, bogini i uosobienie sprawiedliwości, prawa i wiecznego porządku , naprawdę by tego chciała?
Współpraca Ewa Ivanova
Zebrała i opracowała Anna Krzyżanowska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu