Wygrał walkę o VAT, a fiskus nie chce mu go oddać
Po niemal 17 latach sąd uznał, że przedsiębiorca nie popełnił przestępstwa i należy mu się zwrot podatku. Wówczas skarbówka stwierdziła, że nie odda 550 tys. zł, bo sprawa się przedawniła. I sama nie wie, czy stało się to 13, czy może dziewięć lat temu
Cała historia zaczęła się w 1999 r. Właściciel spółki z branży tekstylnej czekał na zwrot ponad pół miliona złotych nadwyżki VAT i był pewien, że otrzyma ją w ciągu przepisowych 25 dni. W najgorszych snach nie przypuszczał, że przyjdzie mu walczyć o pieniądze do dzisiaj.
Fiskus twierdził, że faktury, na podstawie których firma zamierzała odliczyć VAT, były puste, a ona sama uczestniczyła w przestępczym procederze. Sądy orzekły jednak inaczej i wskazywały, że przez 16 lat organom nie udało się udowodnić spółce żadnych nadużyć. Wówczas fiskus sięgnął po nowy argument - stwierdził, że prawo do zwrotu VAT się przedawniło. I nie przeszkodził mu w tym fakt, że sam przez lata badał sprawę i chodził po sądach, przeznaczając na to pieniądze podatników. Poszkodowany przedsiębiorca też ponosił koszty - do walki o zwrot podatku musiał wynająć profesjonalnego pełnomocnika.
Co ciekawe, fiskus nie ma pewności, kiedy konkretnie doszło do przedawnienia. Zakłada, że najprawdopodobniej już z końcem 2004 r., ale nie wyklucza, iż stało się to dopiero w 2009 r. Tak czy inaczej, zdaniem skarbówki, na zwrot VAT jest już za późno. A do przedawnienia dopuściła sama spółka. Bo gdyby co pięć lat składała korekty deklaracji i wnioski o stwierdzenie nadpłaty, to sprawa byłaby wciąż aktualna.
Właściciel firmy nie zamierza jednak odpuszczać. Uważa, że zwrot, o który walczył tyle lat, nie mógł się, ot tak, przedawnić. Po raz kolejny, pomimo wygranej w sprawie samego prawa do zwrotu VAT, musiał złożyć skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie. Wyrok miał zapaść 25 kwietnia, ale sąd odroczył jego wydanie. A wczoraj przedłużył termin jeszcze o tydzień. - Sprawa ma prawie 20-letnią historię i chcemy się z nią dogłębnie zapoznać - stwierdził WSA.
Spółka czeka więc na werdykt sędziów. Zapowiada, że jeśli rozstrzygnięcie będzie dla niej niekorzystne, to złoży skargę do Naczelnego Sądu Administracyjnego. A wtedy znów będzie czekała. Może nawet dwa lata, bo tyle czasu przeciętnie rozpoznaje sprawę sąd kasacyjny. Niewykluczone zatem, że cała bitwa zakończy się dopiero po 20 latach. A firma wróci z niej z tarczą, za to bez pieniędzy. ⒸⓅ B2
Patrycja Dudek
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu