Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Skoro potrzeba podatku od deszczu, to logiczne będzie wprowadzenie podatku od powietrza

27 czerwca 2018

Minęły czasy, gdy deszczówka zbierana domowym sposobem służyła do prania, mycia albo np. uzupełniania akumulatorów (w zastępstwie wody destylowanej) - ze względu na jej walory (wyjątkowa czystość i miękkość). Dziś, jak twierdzą niektórzy, jest brudniejsza niż ścieki. Zawiera tablicę Mendelejewa i bogatą listę bardziej złożonych substancji. W Polsce wciąż nikła jest tradycja oszczędzania wody - choć wzrost jej ceny powoli zmienia nawyki - i dbania o nią. Bez trudu znajdziemy przebite szambo, które zanieczyszcza wody gruntowe, ale na darmo byśmy szukali przykładu recyklingu tzw. wody szarej (np. z kąpieli), która np. w japońskich domach służy do spłukiwania toalet. Za to, co cenne i coraz rzadsze, trzeba płacić. I płacimy - za wodę, którą zużywamy, oraz za ścieki, które tego użycia są efektem. Deszczówka, która trafia do miejskiej kanalizacji, a nie gruntu, niezależnie od stopnia zabrudzenia niczym od ścieku się nie różni - musi być odebrana i w odpowiednie miejsce odprowadzona. Mimo to kwestia podatku od deszczu jest kontrowersyjna z dwóch powodów. Po pierwsze, wygląda na to, że zapisy obowiązującej ustawy są takie, że nie można ich w praktyce zastosować. A przepisy rozporządzenia, które próbują to naprawić, idą dalej niż ustawa, a tym samym są nielegalne, sprzeczne z konstytucją. Innymi słowy, podatek od deszczu pobierany być nie może, a jeśli jest - to wbrew prawu. Właśnie to próbują naprawić posłowie, którzy w tej sprawie nie próżnują. Jak wszystko dobrze pójdzie, za kilka miesięcy będziemy mieć spójne ustawę i rozporządzenie, które umożliwią każdej gminie legalne i prawidłowe nałożenie podatku na właściciela każdej powierzchni, w tym dachu, na którą pada deszcz i z której jest odprowadzany do kanalizacji. Druga kontrowersja łączy się z tym, że jest jednak różnica między wodą, którą sami zużywamy, a deszczem. Cóż, ten ostatni jest darem niebios. Wyjąwszy Rosjan rozpędzających chmury, nikt na miejsce, ilość i czas opadów nie ma wpływu. A podatek uzależniony od wielkości powierzchni może będzie legislacyjnie poprawny, lecz zamieni się w podatek od wielkości dachu, podjazdu czy parkingu. Ciekawe, czy jako taki zostanie zaskarżony do sądu lub Trybunału Konstytucyjnego, np. w okresie suszy. I jeszcze jedno - od krajów, w których o wodę się dba, różnimy się tym, że tam się buduje systemy odzysku deszczówki, obsługujące domy, osiedla, szpitale czy lotniska (Frankfurt). Ale przecież posłom i gminom tak naprawdę nie chodzi o wodę. I nawet nie o ścieki. Chodzi o pieniądze. Może kolejnym logicznym krokiem będzie zatem opodatkowanie powietrza?

@RY1@i02/2012/237/i02.2012.237.000000200.802.jpg@RY2@

Krzysztof Jedlak, kierownik działu podatki

Krzysztof Jedlak

kierownik działu podatki

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.