Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Pozostałe podatki

Ile piwa jest w piwie? Trunki będą badane organoleptycznie

Ten tekst przeczytasz w 27 minut

W ubiegłym roku Polacy wydali na piwo aż 16,8 mld zł. Nic więc dziwnego, że firmy próbują zdobyć jak największy udział w rynku, na którym działa ponad 200 browarów o różnej wielkości – od tych mikro po zakłady produkujące ponad 200 tys. hektolitrów piwa rocznie. I chociaż dominują tutaj trzy międzynarodowe koncerny, to mniejsi gracze też mają o co walczyć. Ich strategie bywają przy tym różne – jedne browary stawiają na tradycyjne receptury, inne na rozmaite dodatki smakowe, a są też takie, które próbują przyciągnąć konsumentów po prostu niską ceną. Fantazję producentów niejednokrotnie jednak ograniczały organy podatkowe, które pilnowały, aby eksperymenty ze składem piwa nie powodowały zmniejszenia wpływów z akcyzy do budżetu państwa – wszak w grę wchodzi kilka miliardów złotych. Zdaniem przedsiębiorców zapędy fiskusa zmierzały jednak zbyt daleko, a po stronie polskich firm piwowarskich opowiedział się już dwukrotnie Trybunał Sprawiedliwości UE. Przy czym jego wyrok z 13 marca tego roku może mieć nie tylko fiskalne skutki, lecz także sprawić, że piwo nie będzie już takie jak do tej pory. Czemu? TSUE uznał, że o uznaniu danego napoju za piwo nie przesądza jego skład, lecz organoleptyczna ocena cech wyrobu. Ważne, by napój smakował bądź pienił się jak piwo.

Dla browarów stwarza to znacznie szersze możliwości dobierania różnych składników przy tworzeniu nowych trunków. Wkrótce na sklepowych półkach mogą się więc pojawić piwa, jakich do tej pory nie posmakowaliśmy – z mniejszą ilością słodu, a z większą syropu glukozowego. O ich komercyjnym sukcesie przesądzą jednak nie tylko konsumenci. Fiskus wszak po wyroku TSUE wcale nie musi złożyć broni w walce z „produktami piwopodobnymi” i nadal może próbować wykazać, że nie mają one wymaganych cech piwa i tym samym powinno się płacić od nich wyższą stawkę akcyzy. Ostatecznie jednak zdecydują o tym sądy. A pomogą w tym biegli, bo bez degustacji piwa przez nich raczej się nie obędzie. ©

Marcin Mroziuk

marcin.mroziuk@infor.pl

Podniebienie biegłego zdecyduje

Przełomowy wyrok TSUE daje zielone światło do eksperymentowania z recepturami i obniżania kosztów produkcji piwa. Jednak w walce z fiskusem niczego on nie gwarantuje. Mniejsza ilość słodu w piwie nie oznacza jeszcze, że jest to opodatkowany wyższą stawką akcyzy napój fermentowany

Producenci piwa mogą więc zaoszczędzić na akcyzie. Wystarczy, że zastąpią słód tańszymi odpowiednikami, np. syropem glukozowym. Jeśli taki napój nadal będzie smakował bądź pienił się jak piwo, to urzędnicy nie mogą kwestionować fiskalnych oszczędności. Takie jest sedno najnowszego, przełomowego wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE z 13 marca 2019 r. (sygn. akt C-195/18). Teraz sprawa polskiego browaru, który wygrał przed unijnym trybunałem, wróci na wokandę polskich sądów, a te będą musiały wreszcie rozstrzygnąć, co w zasadzie wyprodukował browar, którego dotyczyło orzeczenie TSUE. Ministerstwo Finansów w odpowiedzi na pytanie DGP podkreśla, że sąd będzie musiał sprawdzić, czy obiektywne cechy i właściwości napoju odpowiadają obiektywnym cechom i właściwościom piwa. Ale co ważne, w tym względzie należy wziąć pod uwagę szczególnie cechy organoleptyczne danego produktu. W praktyce nie sam sąd, a biegły będzie sprawdzał, czy piwo jest piwem. Jeśli tak, to nie ma mowy o jakichkolwiek przestępstwach skarbowych i pojawi się też szansa na odzyskanie nadpłaconej akcyzy. Zresztą nie tylko dla przedsiębiorcy, który przed TSUE wygrał. Inni, którzy produkują piwa o niskiej zawartości słodu i płacą przez to wyższą akcyzę od napojów fermentowanych, też mogą walczyć o odzyskanie nadpłaconego podatku. Tu jednak warto się śpieszyć, bo zgodnie z art. 240 par. 1 pkt 11 i art. 241 par. 2 pkt 2 ustawy z 29 sierpnia 1997 r. – Ordynacja podatkowa (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 800 ze zm.; dalej: ordynacja podatkowa) po wyroku TSUE przedsiębiorca ma tylko miesiąc na złożenie wniosku o wznowienie prawomocnie zakończonego postępowania. Nie można jednak przesądzać, że wygrana jest w kieszeni. Fiskus zapewne nadal będzie się upierał przy swoich racjach i pieniędzy tak łatwo nie odda. Przekonały się już o tym większe browary produkujące piwa smakowe, które w maju 2018 r. wygrały przed TSUE spór o miliony nadpłaconego podatku. Sędziowie uznali wtedy, że dosłodzenie piwa np. miodem nie zwiększa podstawy opodatkowania akcyzą. Wyrok, który wówczas był jeszcze bardziej druzgocący dla polskiego fiskusa, w praktyce i tak niewiele zmienił (patrz: „Czy można opodatkować cukier lub miód”). Niewykluczone więc, że i teraz w związku z obecnym wyrokiem TSUE z 13 marca 2019 r. przedsiębiorcy nie odzyskają ani złotówki.

Stanowisko Ministerstwa Finansów z 14 marca 2019 r.

Należy podkreślić, że w stosunku do wyrobów branży piwowarskiej, odmiennie niż w przypadku innych napojów alkoholowych, nie istnieją zharmonizowane przepisy szczególne dotyczące warunków produkcji, dopuszczalnych praktyk, procesu produkcji i dodatków itp., natomiast kwestie te są regulowane przez przepisy krajowe państw członkowskich. To na podstawie przepisów krajowych w wielu państwach członkowskich przy produkcji piwa dopuszczone jest stosowanie różnych cukrów, ekstraktów, a także substancji zawierających skrobię, innych niż zboża. Przepisy prawa podatkowego Unii Europejskiej nie dokonują jakichkolwiek rozstrzygnięć określających minimalną zawartość słodu w brzeczce nastawnej lub maksymalnej dopuszczalnej zawartości surowców niesłodowanych. Kluczowe znaczenie, w rozpatrywanym przypadku ma fakt odwołania się prawodawcy unijnego do klasyfikacji taryfowej – „wszelkie produkty oznaczone kodem taryfowym CN 2203…”. Wydając wyrok w sprawie C-195/18, Trybunał orzekł, że produkt otrzymywany z brzeczki zawierającej mniej składników słodowych niż składników niesłodowanych, do której dodano syrop glukozowy przed procesem fermentacji, może należeć do pozycji CN 2203 tylko pod warunkiem, że jego obiektywne cechy i właściwości odpowiadają obiektywnym cechom i właściwościom piwa. W tym względzie należy wziąć pod uwagę szczególnie cechy organoleptyczne danego produktu. W rozpatrywanym przypadku to sąd odsyłający powinien dokonać rozstrzygającej spór weryfikacji tych cech.

Czy słód jest niezbędny?

Wszystkie strony sporu zgadzają się co do jednego – piwo powinno być ze słodu. Tak jest ono bowiem klasyfikowane (pod pozycją 2203) w Nomenklaturze Scalonej, która ma niebagatelne znaczenie dla wykładni przepisów akcyzowych. Niektóre browary zadały sobie jednak pytanie dodatkowe. Czy gdziekolwiek w przepisach znajdziemy definicję tego, ile słodu ma być w piwie? Mówiła o tym nieobowiązująca już Polska Norma PN-A-79098, która określała, że musi być go przynajmniej 45 proc. Obecnie podobnej definicji nie znajdziemy. Dlaczego więc nie zastąpić słodu tańszymi odpowiednikami? Wystarczyło dodać np. syrop glukozowy, maltozowy, grys kukurydziany, aby koszty produkcji znacząco spadły. Takie składniki są bowiem tańsze niż słód. Dodatkowo dzięki ich użyciu napój głębiej odfermentowuje, a więc z ekstraktu uzyskuje się więcej alkoholu. Konsument, który otrzyma mocniejsze i tańsze piwo, powinien być zadowolony. Jeśli dodać do tego, że stawka akcyzy na piwo jest relatywnie niska (patrz infografika: „Stawki i definicje podatkowe”), to obraz oszczędności stawał się pełny.

Stawki i definicję podatkowe

Sprzeciw wobec takiego postępowania wyraził jednak fiskus korzystający z opinii biegłych, a w ślad za nim poszły sądy administracyjne. Przykładem jest np. wiążąca informacja akcyzowa WIA-2015-00024, czy też wyroki Naczelnego Sądu Administracyjnego z 11 października 2017 r. (sygn. akt I GSK 1948/15) i z 24 maja 2016 r. (sygn. akt I GSK 1507/14). Powoływano się m.in. na Nomenklaturę Scaloną będącą załącznikiem do rozporządzenia Rady (EWG) nr 2658/87 z 23 lipca 1987 r. (Dz.Urz. UE z 1987 r. L 256 ze zm.). Podstawą były też Noty Wyjaśniające do Zharmonizowanego Systemu Oznaczania i Kodowania Towarów. Wynika z nich, że „piwo otrzymuje się w wyniku fermentacji roztworu przygotowanego ze słodowanego jęczmienia lub pszenicy, wody i (zazwyczaj) chmielu”. Następnie spór przeniósł się na wokandę sądów powszechnych, które z kolei badały, czy właściciele browarów nie popełnili przestępstw karnoskarbowych. W końcu sprawa trafiła do unijnego trybunału.

Co nawarzył browar?

Wyrok TSUE zapadł w sprawie jednego z niewielkich polskich browarów (w dokumentach sprawy określanego jako B.S.). Uzyskał on zgodę na produkcję piwa, w którym słód stanowiłby tylko 7 proc. zawartości. Po pewnym czasie urząd celny, który wydał pierwotną zgodę, zakwestionował jednak rozliczenia firmy, uznając, że produkuje ona wyżej opodatkowany napój fermentowany. Producent oponował, powołując się m.in. na wiążącą informację taryfową uzyskaną we Francji. Z niej wynikało, że produkuje piwo. Przegrał jednak aż 22 sprawy przed Wojewódzkim Sądem Administracyjnym w Łodzi i jedną przed Naczelnym Sądem Administracyjnym. Co więcej, został oskarżony o naruszenie dwóch przepisów ustawy z 10 września 1999 r. – Kodeks karny skarbowy (t.j. Dz.U z 2018 r. poz. 1958 ze zm.; dalej: k.k.s.). Uznano, że podał nieprawdę w składanych deklaracjach (czyli naruszył art. 56 k.k.s.) oraz nie oznaczył wyrobu akcyzowego banderolą mimo takiego obowiązku (art. 63 k.k.s.). Za naruszenie obu przepisów producentowi groziła wysoka grzywna (do 720 stawek dziennych) oraz nawet dwa lata więzienia. Wątpliwości w tej sprawie nabrał dopiero Sąd Okręgowy w Piotrkowie Trybunalskim i dlatego zadał pytanie TSUE. Na tej podstawie zawieszono też pozostałe postępowania przed NSA.

Rolę słodu określiła historia

Zgodnie z szesnastowiecznym bawarskim prawem czystości jedynymi składnikami piwa mogły być słód jęczmienny, woda i chmiel. Dziś mówi się o dwóch najbardziej prawdopodobnych przyczynach ustanowienia takiej regulacji. Pierwsza miała na celu administracyjne zmuszenie do wykorzystywania pszenicy i żyta do pieczenia, a nie produkcji piwa. Drugą przyczyną mogła być chęć odgórnego polepszenia jakości trunku przez nakaz używania chmielu w procesie jego warzenia. W średniowieczu piwowarzy dodawali do piwa różne zioła lub korzenie, produkując piwo gorszej jakości. ©

Nieważny skład, ale smak

Trybunał przyznał rację polskiemu browarowi i uznał, że najważniejsze są obiektywne cechy i właściwości piwa, a nie minimalna zawartość słodu, bo nic o niej nie mówi Nomenklatura Scalona. Odwołał się też w tym zakresie do swojego utrwalonego już orzecznictwa (np. wyroku z 12 maja 2016 r., sygn. C-532/14). TSUE zwrócił też uwagę, że Nota Wyjaśniająca do pozycji 2203 Nomenklatury Scalonej mówi, iż do przygotowania brzeczki piwnej można użyć pewnej ilości niesłodowanych zbóż i nie ma wymogu, aby było ich mniej niż składników słodowych. Nie ma też nigdzie zakazu dodawania syropu glukozowego do brzeczki. Trunek przygotowany przez polskiego przedsiębiorcę powinien być więc traktowany jak piwo dopóty, dopóki jego „obiektywne cechy i właściwości odpowiadają obiektywnym cechom i właściwościom piwa” – podsumował TSUE.

Nieuzasadnione działania organów

Zdaniem Krzysztofa Rutkowskiego, radcy prawnego i partnera w KDCP, jest to swoista lekcja nie tylko dla podatników, lecz także dla administracji skarbowej. – W sytuacji gdy ani krajowe, ani unijne przepisy nie zawierały precyzyjnych regulacji dotyczących dopuszczalnego składu surowcowego piwa, tylko ze względu na przyjętą przez organy podatkowe restrykcyjną wykładnię przepisów doprowadzono do zamknięcia browarów oraz postępowań karnych wobec ich kierownictwa – przypomina ekspert. Tymczasem z wyroku TSUE jasno wynika, że praktyka produkcji piwa z surowców również w nieznacznej (niższej niż 50 proc.) części składników słodowanych jest dopuszczalna, o ile wyrób gotowy odpowiada charakterystycznym cechom piwa. – To z kolei oznacza, że działania krajowych organów były po prostu merytorycznie nieuzasadnione – komentuje Krzysztof Rutkowski. Wyrok skłonił też eksperta do refleksji, czy zazwyczaj represyjne acz efektywne narzędzia, jakimi dysponują organy podatkowe (m.in. możliwość zabezpieczeń na majątku, natychmiastowa wykonalność decyzji podatkowych oraz wymagalność podatków również w razie trwania sporu przed sądem administracyjnym), w niektórych sprawach nie bywają nadużywane. – Czasem bowiem mylnie oceniając meritum sprawy, można zamiast powstrzymać kogoś nieuczciwego, zrujnować uczciwego przedsiębiorcę – uważa Rutkowski.

Niebezpieczne stanowisko sędziów

Inaczej skutki wyroku ocenia natomiast Radosław Maćkowski, doradca podatkowy w MVP Tax. – Czy można zdefiniować jednoznacznie smak i wygląd piwa? Czy ważniejsze będą smak lub pienistość, czy cechy określone w notach wyjaśniających do Systemu Zharmonizowanego, według których trunek powinien być jasny lub ciemny, słodki lub gorzki, lekki lub mocny? – pyta ekspert. Zwraca też uwagę, że historia piwa ma kilka tysięcy lat, przyniosła ponad setkę stylów produkcji, a każdy z nich może mieć kilkanaście wariantów (np. styl IPA – India Pale Ale). – Piwo może być bardzo zróżnicowane i naprawdę zastanawia mnie, jak w tej różnorodności, w kontekście wyroku TSUE, odnajdą się polskie sądy administracyjne i organy administracji skarbowej – komentuje Radosław Maćkowski.

Ekspert podkreśla, że wsparcie w tym zakresie zapewne będą musieli zapewnić biegli i choć można zażartować, że każdy Polak zna się na piwie, to zapewne fiskus i sądy będą musieli np. korzystać z wiedzy certyfikowanych sędziów piwnych, którzy zdobywają kwalifikacje na krajowych i zagranicznych szkoleniach lub w konkursach. – Praktyczny aspekt wdrożenia wskazówek TSUE nie powinien więc sprawić problemu – uważa ekspert MVP Tax.

Radosław Maćkowski zwraca też uwagę, że wyrok obok aspektu podatkowego niesie ze sobą aspekt zdrowotny. – Napój alkoholowy o składzie takim, jak ten w sprawie, którą rozstrzygał TSUE, prawdopodobnie szkodzić będzie w każdej, nawet małej ilości – zauważa ekspert. Zgadza się też z obawami, że część browarów będzie teraz mocno szła na skróty, dla oszczędności przy produkcji piwa stosując składniki niesłodowane, które są tańsze niż klasyczne słody. Także w tych sytuacjach, gdy z uwagi na cechy stylu piwa albo uwarunkowania technologicznie nie jest to do końca zasadne.

pytania do eksperta

Dobre piwo to coś więcej niż tylko produkt

Andrzej Olkowski Stowarzyszenie Regionalnych Browarów Polskich

Jak pan ocenia najnowszy wyrok TSUE w sprawie piw z niską zawartością słodu?

Wyrok TSUE okazał się brzemienny w skutkach dla stron procesu, ale przede wszystkim dla polskiego, a nawet europejskiego browarnictwa. Sentencja trybunału, która zapadła w tej sprawie, całkowicie przewartościowała warunki, które muszą spełniać przedsiębiorcy, aby korzystać ze stawki akcyzy właściwej dla piwa. Moim zdaniem uniemożliwiła wręcz skuteczne realizowanie przepisów prawa podatkowego i pozostaje w sprzeczności ze stanowiącą jego podstawę nomenklaturą scaloną. Sentencja wyroku spowoduje poważne i w chwili obecnej trudne do oszacowania zmiany w branży piwowarskiej. Pewne jest to, że skutki te będą szkodliwe dla tej części branży browarniczej, której zależy na piwach wysokiej jakości i kontynuacji europejskich tradycji piwowarskich. Wyrok daje bowiem szanse, żeby na piwnych półkach pod parasolem unijnego prawa pojawiły się produkty piwopodobne. Największą stratę poniosą jednak konsumenci, którzy od 13 marca kupować mogą nie produkt znany im pod nazwą „piwo”, ale niewiadomego pochodzenia „ersac” – ważne, że o piwnym wyglądzie.

Skąd tak duży krytycyzm?

Jest kilka powodów mojej negatywnej oceny wyroku. Najważniejsze jest to, że sprawa, w której zapadł, dotyczyła oszustwa! To jedno słowo najprecyzyjniej oddaje sedno sprawy. Producent nie chciał oferować konsumentom piwa, ale dla własnych korzyści majątkowych pod nazwą „piwa” zaoferował produkt wytwarzany nie wiadomo z czego i w jaki sposób. Stawiając na szalach własny zysk osiągany przez oszustwo oraz dobre samopoczucie i zdrowie klientów, zdecydowanie wybrał to pierwsze. Taka postawa zasługuje na zdecydowane potępienie, a producent na rugowanie ze środowiska. Drugim równie ważnym elementem jest trudność natury prawnej. Do tej pory zgodnie z ustawą o podatku akcyzowym piwem były produkty opisane w Nomenklaturze Scalonej (dyrektywy 92/83/EWG) jako pozycja 2203 – „piwo otrzymywane ze słodu”. Teraz TSUE uznał, że dyrektywa akcyzowa pozwala uznać za „piwo otrzymywane ze słodu” napój stworzony na bazie brzeczki zawierającej mniej składników słodowych niż składników niesłodowanych. Oznacza to niespójne – niemające pokrycia w aktach wykonawczych – przesunięcie interpretacji prawnej z surowcowej na ocenę cech organoleptycznych uzyskanego wyrobu. Oznacza to chaos prawny. Nie ma żadnych ramowych opisów, co można zakwalifikować jako piwo, a co jest dyskwalifikujące. Może dojść do pata, w którym dwa poproszone o analizy laboratoria przedstawią sprzeczne wyniki. Piwna kultura w Europie jest tak różnorodna (pełna lokalnych niuansów), że nie da pewnych odpowiedzi na pytania, czy otrzymany produkt jest piwem (np. belgijski lambic), a brak ochrony prawnej receptur żywności niepewność tę pogłębia. Olbrzymim zagrożeniem jest także przesunięcie momentu weryfikacji, czy producent warzy piwo, czy produkuje inny napój fermentowany, na efekt końcowy. W takim wypadku warto się zastanowić, czy nie jest to działanie ograniczające wolność gospodarczą przez niepewność wyniku podejmowanych działań produkcyjnych oraz wynikających z tego obowiązków.

Czy są już jakieś pomysły, jak przeciwdziałać wspomnianym zagrożeniom?

Stowarzyszenie Regionalnych Browarów Polskich, które mam zaszczyt reprezentować, już od dłuższego czasu podejmowało wiele działań, które na zasadzie branżowej autoregulacji wytyczały kierunek prawnego otoczenia działalności browaru. Zależało nam na konsensusie pomiędzy regulacjami prawnymi (krajowymi oraz unijnymi), ochronie najważniejszych interesów konsumentów i opisaniu jak największej liczby stylów piwnych. W porozumieniu ze Związkiem Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego przyjęliśmy definicję piwa, która odnosiła się do surowcowych regulacji dyrektywy unijnej. Definicja ta określająca obligatoryjną ilość surowców słodowanych na poziomie 55 proc. suchej masy surowcowej pozwoliła spełnić wymóg uznania każdego z produktów za „piwo uzyskiwane ze słodu” (kat. 2203), a także dać szanse na zachowanie różnorodności na rynku oraz przez swą ogólnikowość dać pole do popisu dla innowacyjnych piwowarów. Definicja piwa była pierwszym krokiem w walce SRBP o napój pojmowany jako produkt wysokiej jakości, z wielowiekową tradycją i rzemieślniczym charakterem. Pozwoliła na zero-jedynkowe odsiewanie tych produktów, które nie zasługiwały na miano piwa. Pozostawała w zgodzie z prawem UE, jej aktami wykonawczymi i dawała jasne przesłanki do weryfikacji dla służb celnych czy sądów. Z własnej inicjatywy SRBP poszło jednak o krok dalej. Podjęliśmy działania mające na celu stworzenie swoistego dekalogu, który pojęcie piw zawężał do tych, które są produktami najwyższej jakości. Po szerokich konsultacjach udało się nam wskazać kilka elementów procesu produkcji, które jednoznaczne wyróżniają takie trunki. Szkoda, że dobre praktyki wyrosłe na zgodnym podejściu branży – czy to dotyczące piw wysokiej jakości w przypadku browarów rzemieślniczych, czy wykluczenia z rynku produktów piwopodobnych – w przypadku porozumienia SRBP i ZPPP – nie stanowią wskazówek dla decydentów przy podejmowaniu działań legislacyjnych i dla orzecznictwa sądów. ©

Rozmawiał Mariusz Szulc

Czy można opodatkować cukier lub miód

Obecną wygraną w sprawie trunków z niską zawartością słodu poprzedził ubiegłoroczny sukces w TSUE w sprawie piw smakowych. Jednak mimo korzystnego wyroku producenci takich napojów wciąż walczą o odzyskanie pieniędzy

Chodzi o wyrok z 17 maja 2018 r., sygn. C-30/17, w którym unijny trybunał orzekł, że dosłodzenie gotowego piwa syropem, cukrem, miodem bądź aromatami nie wpływa na podstawę opodatkowania, a tym samym na stawkę akcyzy. Wyrok miał skończyć kilkuletni spór polskiego fiskusa z Kompanią Piwowarską, ale skorzystać miały niemal wszystkie większe browary produkujące piwa smakowe. Wszystkie one produkowały trunki na bazie tradycyjnych napojów i po zakończeniu procesu fermentacji dodawały substancje słodzące, np. miód pszczeli wielokwiatowy. Fiskus uznawał, że dodanie takich substancji słodzących może spowodować wzrost stopnia Plato i w konsekwencji podwyższenie akcyzy. Przypomnijmy: za 1 stopień Plato uważa się 1 proc. wagi ekstraktu brzeczki podstawowej, obliczony na podstawie zawartości alkoholu oraz ekstraktu rzeczywistego w gotowym wyrobie. Od liczby hektolitrów gotowego wyrobu na 1 stopień Plato gotowego wyrobu zależy więc podstawa opodatkowania akcyzą. Celnicy uważali, że można ją określić dopiero, gdy mamy gotowy wyrób, czyli po dosłodzeniu i dodaniu substancji smakowych do piwa. Innymi słowy, uważali, że dodanie do przefermentowanego piwa bazowego substancji słodzących (np. syropu lub miodu) powoduje wzrost stopnia Plato, a tym samym i stawki akcyzy. Przedsiębiorcy się z tym nie zgadzali. Uważali, że dodanie substancji słodzących do przefermentowanego piwa nie wpływa na stopień Plato.

Wygrali przed NSA...

Początkowo sądy pierwszej instancji orzekały po myśli fiskusa, uznając, że podstawę opodatkowania można określić w momencie pojawienia się gotowego wyrobu, bo dopiero w nim określa się zawartość alkoholu oraz ekstraktu rzeczywistego. Dodanie zatem syropu po zakończonej fermentacji powoduje, że zawartość ekstraktu faktycznie rośnie. Ignorowały też argument przedsiębiorców, którzy wskazywali, że w ujęciu technologicznym stosowanym w browarnictwie dodanie syropu nie przyczynia się do zmiany zawartości ekstraktu brzeczki podstawowej (ekstrakt ten nie obejmuje substancji słodzących dodanych do piwa po jego fermentacji). Kwestie technologiczne nie mają jednak znaczenia dla celów podatkowych – podkreślano.

Sądy kasacyjne uznały inaczej. Ich zdaniem nie ma podstaw, aby do opodatkowania akcyzą piw stosować inne pojęcia niż w browarnictwie. Potwierdziły więc, że pojęcie stopnia Plato oraz ekstraktu brzeczki podstawowej powinno być takie samo zarówno na gruncie akcyzy, jak i w technologii wytwarzania piwa. Tym samym dodanie do przefermentowanego piwa bazowego substancji słodzących nie powoduje wzrostu stopnia Plato, bo nie może powodować wzrostu ekstraktu brzeczki podstawowej. Taka wykładnia miała przynieść nawet kilka milionów złotych oszczędności podatkowych rocznie.

…i przed TSUE

Fiskus się jednak nie poddał, a jeden ze składów orzekających NSA nabrał wątpliwości i zadał pytanie prejudycjalne unijnemu trybunałowi. Ten przyznał rację browarowi. Orzekł, że jakiekolwiek składniki słodzące dodane po zakończeniu fermentacji piwa nie mają wpływu na zawartość alkoholu w gotowym produkcie. Przyjęcie stanowiska polskiego fiskusa oznaczałoby bowiem w praktyce opodatkowanie nie alkoholu, ale cukru i innych substancji smakowych. TSUE, podobnie jak wcześniej NSA, odwołał się do przyjętego w browarnictwie rozumienia pojęcia „stopień Plato” oraz do analizy dyrektywy Rady 92/83/EWG z 19 października 1992 r. w sprawie harmonizacji struktury podatków akcyzowych od alkoholu i napojów alkoholowych (Dz.Urz. WE z 1992 r. L 316, s. 21 ze zm.; dalej: dyrektywa 92/83). Nie wynika z nich, aby dla celów podatkowych trzeba było brać pod uwagę substancje dodawane do ekstraktu po zakończeniu procesu fermentacji – orzekł unijny trybunał. Wydawało się więc, że wygrana jest pełna, a budżet będzie musiał zwracać miliony nadpłaconej akcyzy. Spekulowano także, że spadnie cena piw smakowych. Na taki koniec się jednak nie zanosi.

Bezpodstawne wzbogacenie

Szybko pojawiły się obawy, że fiskus pieniędzy nie odda. Może się bowiem powołać na uchwałę NSA z 22 czerwca 2011 r. (sygn. akt I GPS 1/11). Wynika z niej, że firma, która zapłaciła zbyt wysoki podatek, nie odzyska pieniędzy z budżetu państwa, jeśli wcześniej nie zwróci nadwyżki swoim klientom. W przeciwnym razie bowiem bezpodstawnie by się wzbogaciła. Co prawda, uchwała dotyczyła producentów energii elektrycznej, ale również odnosiła się do nadpłaty akcyzy. Podobnie wypowiedział się Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 6 marca 2002 r. (sygn. akt P 7/00). Chcąc odzyskać nadpłacony podatek, producenci piwa musieliby więc odszukać wszystkich klientów i zwrócić im różnicę w cenie trunku. To zaś jest w praktyce niemożliwe.

Według nieoficjalnych informacji wiele z browarów, które złożyły wnioski o zwrot pieniędzy, otrzymało już pytania o to, czy odnalazły konsumentów, którym mogą zrekompensować zbyt drogie piwo. To potwierdza niechęć fiskusa do zwrotu milionów akcyzy. Ponadto wiadomo, że MF chce zapisać taką zasadę bezpośrednio w ordynacji podatkowej, co wynika z gotowego już projektu nowelizacji ustaw o VAT i podatku akcyzowym oraz ordynacji podatkowej.

opinia eksperta

Trybunał nie może przekreślić tradycji

Marek Kamiński założyciel Browaru Kingpin, międzynarodowy sędzia piwny, współzałożyciel i prezes Polskiego Stowarzyszenia Browarów Rzemieślniczych

U podłoża problemu leży to, że zarówno w polskim, jak i europejskim ustawodawstwie nie znajdziemy definicji piwa poza wskazaniem, że jest to napój wytwarzany ze słodu. Obiektywnie rzecz ujmując, nie ma więc twardych podstaw prawnych, by – w szczególności na podstawie udziału słodu w zasypie – dany napój uznać za piwo bądź nie. Co do zasady jednak jest to napój otrzymywany poprzez fermentację brzeczki uzyskanej w głównej mierze ze słodowanych zbóż. Takie reguły dotyczą znakomitej większości najbardziej popularnych na rynku piw, jednak trzeba sobie jednocześnie zdawać sprawę, że w tradycji piwowarskiej znajdziemy również trunki, które dopuszczają bądź nawet wymagają większego udziału surowców niesłodowanych. Klasycznym przykładem jest belgijski witbier, warzony z około 50-proc. udziałem niesłodowanej pszenicy. Mimo tak wysokiej zawartości surowca niesłodowanego niewątpliwie należy on do kanonu europejskiego piwowarstwa, nawet jeśli większość piw powstaje wyłącznie lub w przeważającej części ze słodu. W tym kontekście ocena wyroku TSUE nie jest jednoznaczna. Z jednej strony możliwość zakwalifikowania napoju jako piwa na podstawie jego cech organoleptycznych może okazać się pomocna, np. przy kwalifikacji wskazanego powyżej witbiera. Z drugiej strony jednak wyrok może otwierać furtkę dla wszelkiego rodzaju napojów produkowanych głównie z surowców niesłodowanych, np. z syropu glukozowego. One zaś z piwem nie mają wiele wspólnego. Jeśli producentom takich napojów uda się uzyskać efekt organoleptyczny porównywalny z piwem, to pojawi się ryzyko, że piwem będzie można nazwać wyroby powstające w sposób mający niewiele wspólnego z tradycją piwowarską, co z pewnością jest absurdem dla piwowarów i miłośników piwa. Wyrok TSUE jest jednocześnie bardzo ogólny, a szczegółowe rozstrzygnięcie w przedmiotowej sprawie pozostawiono sądowi w Polsce, który ma zdecydować na podstawie cech organoleptycznych napoju, czy jest on piwem, czy nie. Wydaje się, że ciężar dowodowy znajdzie się po stronie producentów, którzy, powołując się na przykłady czy argumenty z zakresu czy to dziedzictwa kulturowego, czy metod wytwarzania, będą mieli możliwość wykazania, dlaczego uważają sporny napój za piwo. Mam jednocześnie nadzieję, że taki sposób działania pomoże wykluczyć z rynku napoje, które ze złocistym trunkiem mają niewiele wspólnego, a odrobina słodu w składnikach ma jedynie służyć uzyskaniu preferencji podatkowych. ©

Bruksela w sukurs fiskusowi

Szansa na zwrot nadpłaconej akcyzy jest niewielka. Już niedługo nie pomoże w tym również prawo unijne

Kilka dni po wyroku TSUE z 17 maja 2018 r. opublikowany został projekt nowelizacji dyrektywy 92/83, w którym Komisja Europejska odwróciła argumentację sędziów trybunału. Projekt miał być przyjęty już 12 marca br., ale do tego nie doszło. Jak poinformowało biuro prasowe Rady UE w odpowiedzi na pytanie DGP, do konsensusu ma jednak dojść najpóźniej w czerwcu.

To zaś oznacza, że od 2020 r. wprost z art. 3 dyrektywy ma wynikać, że dosłodzenie gotowego piwa cukrem lub miodem wpłynie jednak na podstawę opodatkowania akcyzą. Bruksela chce zapisu, że „do celów pomiaru stopnia Plato uwzględnia się wszystkie składniki piwa, w tym te dodawane po fermentacji”. Uzasadnia to koniecznością ujednolicenia przepisów w państwach członkowskich.

Niezależnie od tego potanieć mają cydr i piwo o niewielkiej zawartości alkoholu. Na zmianach skorzystają przede wszystkim najmniejsi, niezależni producenci cydru. Będzie im przysługiwać prawo do obniżonej (nawet o połowę w stosunku do podstawowej) stawki akcyzy. Warunkiem jest, aby nie przekroczyli poziomu produkcji 15 tys. hektolitrów trunku rocznie. Przy okazji Bruksela zdefiniowała, czym jest cydr. Z projektu wynika, że jest to napój o „rzeczywistej zawartości alkoholu przekraczającej 1,2 proc. obj., ale nieprzekraczającej 8,5 proc. obj., uzyskiwany wyłącznie w wyniku fermentacji soku jabłkowego lub gruszkowego lub obydwu tych soków i bez dodawania jakiegokolwiek innego alkoholu lub napoju alkoholowego”. Obecnie prawo do obniżonej stawki akcyzy przysługuje jedynie browarom, które nie przekroczą rocznej produkcji rzędu 200 tys. hektolitrów piwa (patrz ramka „Najmniejsze browary z kłopotliwym prezentem”). Zdaniem Brukseli w ten sposób wytwórcy cydru są dyskryminowani. Po wprowadzeniu zmian zarówno oni, jak i najmniejsze browary będą mogli starać się o zaświadczenie, które pozwoli im korzystać z podatkowych preferencji. Taki dokument będzie wydawany w jednolitej formie w całej Unii Europejskiej. Wzrośnie też moc piwa (z 2,8 proc. zawartości alkoholu do 3,5 proc.), na które państwa członkowskie będą mogły nakładać bardzo niską akcyzę (poniżej poziomu minimalnego). KE ma nadzieję, że w ten sposób zachęci piwoszy rozsmakowanych w mocniejszych trunkach do kupowania ich lżejszych wersji. ©

Najmniejsze browary z kłopotliwym prezentem

Mali producenci piwa mogą płacić mniej podatku. Skorzystanie z dobrodziejstwa fiskusa okazało się jednak dla niektórych problemem. Chodzi o skutki rozporządzenia z 20 marca 2018 r. nowelizującego rozporządzenie w sprawie zwolnień od podatku akcyzowego (Dz.U. poz. 608). Zakłada ono, że każdy browar, który wyprodukuje rocznie nie więcej niż 200 tys. hektolitrów piwa, może płacić o połowę niższą akcyzę (normalna stawka dla piwa to 7,79 zł od hektolitra za każdy stopień Plato gotowego wyrobu). Na wprowadzenie takich preferencji pozwalają przepisy unijne. Poprzednie rozporządzenie uzależniało ulgę nie od wielkości produkcji, ale od sprzedaży. Najwięcej oszczędzały na akcyzie te browary, które sprzedały najmniej piwa. Rząd uważał, że w ten sposób małe i średnie browary regionalne i rzemieślnicze będą mogły skupić się na inwestycjach w swoje linie technologiczne i zwiększeniu produkcji trunku.

Część z nich wpadła jednak w kłopoty. Chodzi głównie o te browary, które rozlewają piwo do butelek. Do tej pory płaciły one niższy podatek, a ulga zależała od ilości trunku, które sprzedały. Teraz zapewne stracą preferencję. Problem bowiem w tym, że zgodnie z definicją zapisaną w art. 94 ust. 2 ustawy o podatku akcyzowym każdy rozlew trunku jest jego produkcją. Limit 200 tys. hektolitrów dotyczy więc również działalności usługowej świadczonej przez spółkę. Potwierdziło to też MF, odpowiadając na pytania DGP, a także pierwsze wyroki sądów administracyjnych. Co ciekawe, z preferencji ciągle skorzysta piwo z małych browarów zagranicznych, gdzie usługowy rozlew jest możliwy, ale nikomu nie przychodzi do głowy, by wliczać go do limitu produkcyjnego obliczonego na 200 tys. hektolitrów. ©

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.