Zdaniem autorów ordynacji podatkowej każdy obywatel jest podejrzany Poborca w nowej zbroi
Przez minione dwa tygodnie posłowie kilku komisji sejmowych zmagali się z projektem monstrualnej ordynacji podatkowej, która w tej chwili liczy ponad 100 stron druku i 353 artykuły. Ta fundamentalna ustawa miała zebrać rozproszone przepisy o prawach i obowiązkach podatników oraz zasadach ściągania podatków. Na razie zbiera zewsząd głosy krytyki
Najbardziej bulwersujący jest bez wątpienia pomysł wprowadzenia od stycznia 1998 r. deklaracji majątkowych. Autorzy projektu (przez ostatni rok zajmowała się nim specjalna podkomisja sejmowa) podzielili nas w tym przypadku na trzy grupy. Podatników, którzy szacują, iż ich majątek nie przekracza 50 tysięcy złotych, zostawiono w spokoju. Osoby, które uznają, że dysponują dobrami o wartości nieprzekraczającej 300 tysięcy złotych, mają składać w urzędach skarbowych stosowne oświadczenia.
Dokładne deklaracje z wyliczeniem nieruchomości (także spółdzielczych praw do lokalu), środków transportu, udziałów w spółkach prawa handlowego, papierów wartościowych (z wyjątkiem weksli i czeków), oszczędności w bankach oraz zabytków i kolekcji, opatrzone terminami powstania lub zakupu, wypełnialiby obywatele szacujący swój majątek na ponad 300 tysięcy złotych.
Wiele wskazuje na to, że omawiane wyżej zasady składania deklaracji stoją w sprzeczności z przyjętą właśnie w referendum konstytucją. Zdaniem Piotra Winczorka, jednego z najwybitniejszych prawników-konstytucjonalistów, doszło do próby podziału obywateli ze względu na wielkość ich majątku. To dałoby się usprawiedliwić tylko wówczas, gdyby prowadziło do nakładania podatków bezpośrednio zależnych od rozmiarów tego majątku. Tak jednak nie jest. Prace nad podatkiem katastralnym przynajmniej na razie zawieszono. Podatki płacimy od rocznych dochodów i nasz materialny dorobek życia nie ma nic do tego. W konstytucji wyraźnie zaś powiedziano, że własność i inne prawa majątkowe podlegają równej dla wszystkich ochronie. Ordynacja przypuszczalnie narusza więc art. 87 ust. 2 konstytucji. Podobnie ma się sprawa z art. 51 ust. 2 ustawy zasadniczej, z którego wynika, że władze publiczne mogą uzyskać tylko takie informacje o obywatelach, które są niezbędne w demokratycznym państwie prawnym. Według prof. Winczorka, a także posłów Unii Wolności jak dotąd nie przeprowadzono dowodu, że zdobycie przez państwo dostępu do tych informacji jest niezbędnie konieczne. Do kontroli wyliczeń corocznych podatków w zupełności wystarczą formularze PIT.
Przedstawiciele Ministerstwa Finansów podczas sejmowych debat argumentowali, że deklaracje majątkowe są potrzebne do porównań deklarowanych zarobków podatnika z jego zakupami w ostatnich latach i ze zgromadzonym faktycznie majątkiem. Można przypuszczać, że urzędnikom aparatu skarbowego zebranie takiego materiału porównawczego ułatwiłoby w przyszłości robotę, może nawet (choć to wcale nie takie pewne) prowadziło do ograniczenia rozmiarów szarej strefy. Wygoda fiskusa, a nawet hipotetyczny wzrost skuteczności aparatu ścigania podatkowego to jednak trochę za mało, żeby przechylić szalę argumentacji. Gdyby każdemu obywatelowi założono podsłuch, mówi Jeremi Mordasewicz, wiceprezes Business Centre Club, z pewnością zmalałaby przestępczość. Czy na takie działania policji jest jednak społeczne przyzwolenie? I czy są one w ogóle dopuszczalne w państwie o demokratycznym systemie?
Krytycy obecnego projektu ordynacji podkreślają, że wprowadzenie instytucji zeznań majątkowych, kiedy w Polsce nie ma podatku od posiadanego majątku, równa się domniemaniu powszechnej nieuczciwości podatników. Tropi się przestępców, ale podejrzewa wszystkich, wymagając, pod karą grzywny, powszechnego uczestnictwa w działaniach kontrolnych. Domniemanie nieuczciwości kłóci się wyraźnie z konstytucyjnym obowiązkiem władz publicznych poszanowania i ochrony godności człowieka. Leszek Balcerowicz, przewodniczący Unii Wolności, po przegranej wstępnej batalii w Sejmie zapowiedział, iż jego partia zaskarży ordynację podatkową do Trybunału Konstytucyjnego, o ile zostanie ona uchwalona w obecnym kształcie. Z kolei "Gazeta Wyborcza" wydrukowała kupon z tekstem wskazującym na słabe punkty kodeksu podatkowego i wzywa swoich czytelników do obywatelskiego protestu. Liczy, że listy w tej sprawie zasypią marszałka i prezydium Sejmu.
Deklaracje majątkowe najbardziej bulwersują, ale nie są, niestety, jedynym kontrowersyjnym punktem ordynacji. Wygląda na to, że jej uchwalenie stało się także kolejną okazją do osłabienia przepisów chroniących tajemnicę bankową. Na pisemne żądanie naczelnika urzędu skarbowego, o ile wszczął on tzw. postępowanie administracyjne (podatkowe), banki będą musiały przekazywać szczegółowe informacje o naszych rachunkach oszczędnościowych, umowach kredytowych i obrotach bankowych. Zdaniem Hanny Gronkiewicz-Waltz, prezes Narodowego Banku Polskiego, w żadnym innym kraju urzędy nie mają równie dużych możliwości wglądu w informacje o kontach bankowych. Grozi to wzmożonym wpływem depozytów bankowych za granicę, zwłaszcza że będzie liberalizowane prawo dewizowe, i tym samym ograniczeniem krajowych źródeł finansowania wzrostu gospodarczego. Inni krytycy ustawy podkreślają, że deklaracje majątkowe i praktyczne zniesienie tajemnicy bankowej powodują znaczne poczucie zagrożenia. Są też naruszeniem ochrony podstawowych praw obywatelskich, w tym prawa do prywatności.
Z tym ostatnim twierdzeniem o tyle trudno polemizować, że w ordynacji przewidziano możliwość ogłaszania list z zaległościami podatkowymi firm i obywateli. Zgodnie z nowym prawem można je nawet będzie wywieszać na klatce schodowej w bloku, mówi posłanka Unii Wolności Helena Góralska. Nie ma też żadnej gwarancji, poza zapewnieniami wiceministra Waldemara Manugiewicza, że zgromadzone w setkach urzędów deklaracje nie będą gdzieś przeciekać i nie staną się przedmiotem handlu. Informacje o naszych dochodach i majątku będą cenne nie tylko dla kontrolerów skarbowych i złodziei. Wiele poważnych firm jest gotowych słono za nie zapłacić. A przy wzmożonym popycie rodzi się i podaż.
Jeśli dodać, że w ordynacji brak gwarancji, iż w czasie postępowania podatkowego sytuacja podatnika nie będzie się pogarszać, są natomiast przepisy zezwalające na zabezpieczenie zobowiązań podatkowych na majątku podatnika przed terminem płatności, rozszerza się odpowiedzialność podatkową na współmałżonków, a za zaległości spółek akcyjnych i z o.o. odpowiadają solidarnie całym majątkiem obecni i byli członkowie zarządu, to staje się jasne, dlaczego w minionych tygodniach ten projekt wzbudził aż tyle protestów.
Paweł Tarnowski © Polityka sp. z o.o. S.K.A. 1991-2014
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu