Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
PIT

Podatek jednolity uderzy także w przedsiębiorców

Ten tekst przeczytasz w 5 minut

FINANSE Likwidacja liniowego PIT dla działalności gospodarczej byłaby terapią szokową dla biznesu i wcale nie musi przynieść oczekiwanych efektów

Rząd wychodzi z założenia, że dziś z liniowego 19-proc. PIT korzystają nie tylko przedsiębiorcy, ale też dobrze zarabiający samozatrudnieni. W tym tacy, którzy mają na tyle wysokie dochody, że pracując na etatach, wpadaliby w drugi przedział podatkowy i rozliczali się według 32-proc. stawki. Liniowcy korzystają nie tylko na niższej stawce (19 proc.), ale również na mniejszych składkach do ZUS (płacą je ryczałtem, ich wielkość to składka od 60 proc. średniej płacy). Efekt: klin podatkowy, czyli obciążenia dochodu, w tej grupie wynosi ok. 33 proc. wobec blisko 40 proc. u najmniej zarabiających zatrudnionych na etatach.

Likwidacja liniowego PIT i objęcie liniowców podatkiem jednolitym załatwiłoby sprawę. Obciążenie rosłoby progresywnie wraz z dochodem, tak jak dziś w przypadku etatowców. Różnica polegałaby tylko na wyliczeniu części ubezpieczeniowej - nadal byłby to ryczałt, tyle że liczony od płacy minimalnej. Najlepiej zarabiającym nie opłacałoby się przechodzić na działalność gospodarczą, bo i tak przy największych dochodach płaciliby najwyższą stawkę. Wstępne przymiarki wskazują na podatek rzędu 40 proc. W ten sposób opodatkowanie byłoby bardziej sprawiedliwe, a ci, którzy dziś korzystają z niskich obciążeń, zapłaciliby za obniżkę podatków dla najmniej zarabiających. Jeśli wszyscy zastosowaliby się do nowych przepisów, rząd mógłby zyskać niemal 17 mld zł na sfinansowanie obniżek.

- To rozwiązanie, które ma swoje zalety i wady. Podstawową wadą systemu opodatkowania dochodów osób fizycznych w Polsce jest to, że jest liniowy podatek dla tych, którzy prowadzą działalność gospodarczą, ale dla większości podatników jest podatek degresywny - osoby mające wyższe dochody płacą proporcjonalnie niższe stawki niż te o niższych dochodach. Wprowadzenie progresywności przeciwdziała tej wadzie - mówi prof. Elżbieta Mączyńska, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego.

- Sama idea podatku jednolitego zasługuje na poparcie. Uprościłoby to system, przecież dziś nawet podstawy wyliczenia składki i podatku dochodowego są różne, co prowadzi do nieporozumień. Niemniej dużo zależy od szczegółów, od tego, jak nowy podatek wpłynie na ograniczenie szarej strefy, motywację do pracy, dochody do budżetu czy wzrost gospodarczy - dodaje Jeremi Mordasewicz z Konfederacji Lewiatan.

Oboje zwracają uwagę, że najważniejsze będą detale projektu. Zbyt wysokie opodatkowanie przedsiębiorców czy klasy średniej może mieć skutki odwrotne do zamierzonych. Z liniowego PIT korzystają przecież nie tylko samozatrudnieni, ale i prawdziwi przedsiębiorcy - inwestujący i tworzący miejsca pracy.

Plan likwidacji tej formy opodatkowania krytykuje Janusz Jankowiak, ekonomista Polskiej Rady Biznesu. - To złamanie kontraktu z ludźmi, jaki zawarła niegdyś władza, który zakładał takie opodatkowanie, a w zamian ludzie brali na siebie różne ryzyka łącznie z tym, że za płacone składki otrzymają niskie świadczenia - mówi Jankowiak. Według niego podatnicy będą szukali sposobów na uniknięcie nowej daniny. - Jeśli wzrasta ona o kilka procent, to ludzie się do tego przyzwyczajają, ale jeśli podwyżka jest stuprocentowa, to nie. Można założyć, że część podatników będzie uciekać przed fiskusem - ocenia ekonomista.

Podobnie uważa Andrzej Marczak, partner w firmie doradczej KPMG, szef jej zespołu do spraw PIT. Według niego przedsiębiorcy będą szukali innych form opodatkowania, np. zakładając spółki i wchodząc w CIT. Właśnie wprowadzono 15-proc. stawkę tego podatku dla najmniejszych podmiotów. Część podatników z rejonów przygranicznych może przenieść swoją działalność do krajów ościennych, np. do Czech, i tam będzie rozliczać podatki. Inna opcja to przejście części podatników do szarej strefy. Efekt może być taki, że wpływy z tego rozwiązania okażą się na tyle małe, że skórka nie będzie warta wyprawki.

- Być może wystarczy wyegzekwować istniejące prawo. Żeby się nie okazało, że wylejemy dziecko z kąpielą - ocenia Marczak.

Zgadza się z nim Jeremi Mordasewicz z Lewiatana. Przypomina, że w przypadku jednoosobowej działalności gospodarczej zawsze był dylemat, czy opodatkowywać ją jak dochody z wynagrodzeń, na zasadach ogólnych, czy jak dochody spółek. Stawka liniowa miała być kompromisem. Mordasewicz przyznaje, że niektórzy samozatrudnieni, wykorzystując liniowy PIT, mają lepszą sytuację niż pracownicy na etatach uzyskujący te same dochody.

- To argument za ujednoliceniem opodatkowania pracowników i jednoosobowej działalności gospodarczej. Jeśli jednak intencją autorów pomysłu podatku jednolitego jest "wyłapanie" takich właśnie samozatrudnionych, to chyba nie tędy droga. Może lepiej zastanowić się nad definicją przedsiębiorcy i jasno sprecyzować, kto ma prawo do podatku liniowego . Bo za chwilę się okaże, że próbując uniemożliwić korzystanie z 19-proc. PIT niektórym zatrudnionym - ich grono jest raczej niewielkie - uderzymy w dużą rzeszę prawdziwych przedsiębiorców - przestrzega Mordasewicz.

@RY1@i02/2016/199/i02.2016.199.000000200.801(c).jpg@RY2@

Ile możesz zyskać budżet, ile więcej zapłacą podatnicy

Marek Chądzyński

Grzegorz Osiecki

dgp@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.