Wysyp interpretacji - na koniec lub na początek urzędowania
Minister finansów nie jest skory, żeby przyznawać się do błędów. Nie rozpieszcza nas też interpretacjami ogólnymi (chroniącymi wszystkich, którzy się do nich zastosują), które byłyby korzystne dla podatników. W ostatnich dniach kilka ich jednak wydał ( a w jednej z nich uznał, że wcześniej się pomylił). Jakie jest źródło tej pozytywnej dla przedsiębiorców aktywności? Spotkałem się z pytaniem, czy to efekt działań nowego szefa resortu. Równie dobrze można by zapytać, czy to odchodzący na lepszą posadę wiceminister nie chciał zakończyć kilku rozgrzebanych spraw. Obojętnie, która odpowiedź byłaby prawdziwa, można by rzec, że zmiany w MF dobrze - jak widać - służą podatnikom. Czyżby należało ich sobie życzyć więcej?
Ministerstwo odniosło się do tak kontrowersyjnej kwestii, jak koszty reprezentacji. Uznało, z grubsza rzecz biorąc, że kosztem podatkowym są wydatki na te posiłki i poczęstunki (bez względu na miejsce ich konsumpcji i wystawność), które mają związek z przychodami firmy i jej działalnością, np. podczas których prowadzono negocjacje bądź rozmowy z kontrahentami. Należy domniemywać, że jeśli takich rozmów nie było (a tym bardziej jeśli w restauracji nie było klientów czy partnerów biznesowych) - kosztu podatkowego też nie ma. Wydaje się, że to rozstrzygnięcie pozytywne dla przedsiębiorców. Konia z rzędem temu, kto udowodni, że spotkanie z kontrahentem (aktualnym lub potencjalnym) miało inny wymiar niż związany z działalnością gospodarczą. Jak w praktyce rozłożony będzie ciężar dowodu: czy przedsiębiorca będzie musiał wskazać, że prowadził negocjacje (o czym chyba sama obecność partnerów biznesowych powinna przesądzać - ale ją w takim razie też należałoby jakoś udokumentować), czy urząd będzie musiał mu udowodnić, że przyjęcie czy poczęstunek nie miały z biznesem nic wspólnego. Pominąwszy wątpliwości praktyczne, samą wykładnię trzeba uznać za rozsądną i korzystną dla podatników. Wielu przedsiębiorców zainteresuje też inna - dotycząca akcjonariuszy spółek komandytowo-akcyjnych, interpretacja ogólna. Minister przyznał w niej, że bez względu na status akcjonariusza (osoba fizyczna czy prawna) uzyskuje on przychód (z działalności gospodarczej) z tytułu podziału zysku SKA w momencie faktycznej wypłaty dywidendy, nie zaś w chwili podjęcia uchwały. Najciekawsze w sprawie jest prześledzenie meandrów, jakimi błądziła myśl ministerialna (wyrażana w interpretacjach indywidualnych i ogólnych), a dotycząca tego, z jakim przychodem mamy w tym wypadku do czynienia (z działalności gospodarczej czy nie) oraz kiedy on powstaje i kiedy winien być rozliczony.
Trzeba było wiele czasu, aby dojść do wniosku - jak wyżej - że u obu rodzajów akcjonariuszy SKA przychód ma ten sam charakter i powstaje w tym samym momencie. Co przecież wydaje się rozwiązaniem najprostszym i najlogiczniejszym...
@RY1@i02/2013/232/i02.2013.232.18300020z.801.jpg@RY2@
Krzysztof Jedlak kierownik działu podatki
Krzysztof Jedlak
kierownik działu podatki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu