Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Podatki

Większy fiskalizm jako recepta na sądowe porażki

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

W wielu sprawach sądy administracyjne stają konsekwentnie po stronie podatników, w innych orzecznictwo jest niejednolite - raz przegrywa fiskus, a raz przedsiębiorca.

W przypadku obu kategorii urzędy skarbowe doświadczają jednak porażki, tyle że w pierwszej niemal zawsze, a w drugiej - często. Przykładem może być opodatkowanie akcjonariuszy spółek komandytowo-akcyjnych, które są popularnym narzędziem optymalizacji podatkowej. Konsekwentna i jednoznacznie korzystna dla firm i osób uczestniczących w SKA w roli akcjonariuszy postawa sądów zmusiła Ministerstwo Finansów nie tylko do zaakceptowania ich stanowiska, ale i zmiany własnej praktyki. Poprzez tzw. ogólne interpretacje podatkowe minister zobowiązał wszystkich swoich urzędników do stosowania i interpretowania przepisów z korzyścią dla podatników.

Jeśli chodzi o drugą kategorię spraw, w przypadku których górą jest raz urząd, a raz przedsiębiorca, jako przykład można podać spory dotyczące możliwości zaliczania wydatków na spotkania z kontrahentami (np. w restauracji) do kosztów podatkowych czy nawet kwestie odliczania VAT naliczonego zapłaconego z tytułu dostawy towarów i usług zrealizowanej przez nieuczciwego podatnika, który nie zapłacił VAT należnego (dopiero ostatnio wyraźną przewagę zyskują podatnicy, ale główna w tym zasługa Trybunału Sprawiedliwości UE, który wskazał kierunek orzekania polskim sądom).

Fiskus źle znosi porażki i najwyraźniej wie, jak wziąć odwet - przynajmniej w sprawach, w których nie jest uzależniony od przepisów unijnych czy wyroków TSUE. Ma narzędzie, z którym nic nie może się równać - inicjatywę ustawodawczą. W połączeniu z poparciem parlamentarnym staje się ona bronią atomową w sporach z podatnikami. Innymi słowy, wystarczy zmienić przepisy, by sądy nie mogły orzekać po myśli płacących podatki. Przykładów jest wiele. Począwszy od spółek komandytowo-akcyjnych po regulowanie zobowiązań pieniężnych (np. z tytułu dywidendy) w naturze (chodzi o to, by spółka płaciła PIT od różnicy między wartością rynkową wydawanych rzeczy a ceną ich zakupu czy wartością bilansową, uwzględniającą amortyzację podatkową). Samo w sobie uszczelnianie systemu podatkowego nie jest złe. Problem jest tylko jeden: używając owej broni atomowej i definitywnie kończąc spory fiskus najczęściej naprawia błędy popełnione wcześniej przez siebie samego lub przez wspierającego go ustawodawcę.

@RY1@i02/2013/058/i02.2013.058.18300020c.802.jpg@RY2@

Krzysztof Jedlak kierownik działu podatki

Krzysztof Jedlak

kierownik działu podatki

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.