Łukaszenka mógł mieć broń jądrową
K orei Północnej za Bugiem nie ma, ale mogłaby się pojawić, gdyby Białoruś nie zdążyła zrezygnować z broni jądrowej, zanim Alaksandr Łukaszenka skoncentrował władzę w swoich rękach. Okazją do przypomnienia tego mrocznego scenariusza jest wywiad byłego szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego gen. Mieczysława Gocuła dla Onetu z 31 sierpnia. Generał w rozmowie z Edytą Żemłą powiedział, że „NATO ma niewiele zobowiązań wobec Białorusi, w przeciwieństwie do Ukrainy, która po przekazaniu broni jądrowej do Federacji Rosyjskiej podpisała umowy międzynarodowe gwarantujące jej niepodległość oraz terytorialną integralność i suwerenność. W przypadku Białorusi takich umów nie ma”.
Czytelnicy – jestem przekonany, że zupełnie nieświadomie – zostali wprowadzeni w błąd. Zanim sprostuję te słowa, chciałbym jednak podziękować generałowi za chęć pomocy narodowi białoruskiemu i za zawarty w wywiadzie apel o przygotowanie się Polski na przyjęcie uchodźców. A także za okazję do napisania o memorandum budapeszteńskim. Faktycznie, gwarancje bezpieczeństwa Białorusi jako państwa, które zrezygnowało z broni jądrowej, nie są sprawą Polski. To sprawa wielkich mocarstw jądrowych. Rozumiem zresztą przyczyny pomyłki. Trudno nawet odszukać tekst tego zapomnianego memorandum.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.