W stronę dziedzicznej merytokracji
PARADOKS POLEGA NA TYM, ŻE PARTIA MAJĄCA NA SZTANDARACH HASŁO WYRÓWNYWANIA SZANS PROWADZI POLITYKĘ, KTÓRA NIE TYLKO NIE ZMNIEJSZY RÓŻNIC SPOŁECZNYCH, LECZ NA DŁUŻSZĄ METĘ JE POGŁĘBI
Polskim szkołom – a właściwie ich uczniom – nie zagrażają osoby LGBT, niedobór „cnót niewieścich” czy zgniła kultura Zachodu. Grozi im brak nauczycieli, łatane na ostatnią chwilę plany lekcji i zaległości programowe. Rodzice, którzy nie godzą się na ten stan rzeczy, muszą zapłacić albo za korepetycje, albo za szkołę prywatną. Za uczniami w tych ostatnich pójdą nauczyciele, a skutkiem będą narastające różnice między uczniami z biedniejszych i (nieco) bogatszych rodzin. Na tym właśnie polega największa zbrodnia, jaką na polskim systemie edukacji dokonuje Przemysław Czarnek. I jaką dokonali jego poprzednicy.
„Byłem wczoraj na zebraniu w szkole syna (II klasa, przyzwoite warszawskie liceum). Szkoła jest w stanie katastrofy. Nauczycieli nie ma, są ciągłe zmiany planów, lekcje trzy razy w tygodniu zaczynają się o 7.10, raz o 11.30, a raz trwają od 8 do 17. Połowa zajęć to chaotycznie organizowane zastępstwa. Rodzice nie rozumieją. Rodzic: «Dzieci mają ogromne zaległości. Będziemy musieli wydawać pieniądze na korepetycje przed maturą! Pani wie, ile to kosztuje?»”.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.