Instrumentalna „mowa nienawiści”
Konieczność potępienia skrajnych, agresywnych sformułowań nie budzi wątpliwości, powstaje jednak pytanie o prawdziwy cel stworzenia tej koncepcji
Spór o granice wolności wypowiedzi sięga do samego pytania o istotę demokracji i wolności słowa. Dziś jednym z głównych elementów tego sporu jest koncepcja „mowy nienawiści”, której celem – jak wskazują jej twórcy i propagatorzy – ma być ochrona osób należących do grup mniejszościowych przed nienawiścią i przemocą poprzez penalizację pewnych rodzajów wypowiedzi. Choć konieczność potępienia skrajnych, agresywnych sformułowań nie budzi wątpliwości, powstaje pytanie o prawdziwy cel stworzenia tej koncepcji. Trzeba bowiem jasno przypomnieć, że wszelkie groźby czy zniesławienia powszechnie podlegają karom określonym w kodeksach karnych. Zakazane jest również obrażanie uczuć religijnych. Czy pojęcie „mowy nienawiści” to zatem prawnicze superfluum? Wątpliwości budzi również to, że mowa nienawiści nie ma prawnej definicji, mimo że jest coraz powszechniej i szerzej stosowane, szczególnie przez środowiska lewicowe i sprzyjające im organizacje międzynarodowe.
Demokracja wartości czy relatywizm?
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.