Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Kiedy nasze własne prawo działa przeciwko nam

Salwa z ukraińskiej armaty 2S7 Pion pod Chersoniem
Salwa z ukraińskiej armaty 2S7 Pion pod Chersoniem
14 grudnia 2022
Ten tekst przeczytasz w 8 minut

O d początku rosyjskiej inwazji na Ukrainę w 2022 r. przewartościowano wiele wcześniejszych poglądów. Nagle okazało się, że Niemcy, mimo preferencji pacyfistycznych, planują wielkie zbrojenia. Że przywracają działanie elektrowni jądrowych i uruchamiają węglowe. Pieniądze nagle zyskały narodowość – i to dosłownie, bo przepływy pieniężne podlegają różnego rodzaju sankcjom. Prywatne zachodnie przedsiębiorstwa również obierały stronę. Niektóre wychodziły z Rosji lub zamykały działalność. Inne wspierają Ukrainę, świadcząc na jej rzecz usługi ochrony przed cyberatakami czy obsługi danych w chmurze. My w Polsce wszystko to dobrze rozumiemy. Pojawiają się jednak tarcia. Co ciekawe, na podstawie naszego własnego rozumienia praw, praworządności, przedwojennych priorytetów, np. prawnej ochrony wartości intelektualnej. To nam pozwala zadać prowokacyjne pytanie, czy nasze prawa mogą być używane przeciwko nam i w jakich okolicznościach może tak się stać.

Przed 24 lutego Zachód niejako sam sprowadził na siebie problem dezinformacji. W imię wolności ekspresji dopuszczano zdecydowanie niezachodnie punkty widzenia, np. wychwalanie komunizmu, różnego rodzaju poglądów łączących sceptycyzm do szczepionek z niechęcią wobec telekomunikacyjnego standardu 5G, innego rodzaju treści do pewnego stopnia modulowane przez obce służby specjalne lub ośrodki medialne pod kontrolą państw spoza UE i NATO. Wystarczy wspomnieć o słynnej petersburskiej fabryce trolli i o kontrowersjach przy otwieraniu we Francji oddziału rosyjskiej telewizji RT, którą w lutym zamknięto, a jej apelacja do Trybunału Sprawiedliwości UE została odrzucona. Wraz z rosyjską zbrojną agresją sprawnie ucięto wiele kanałów medialnych, także tych będących informacyjną trucizną. Zakazano działania mediów rosyjskich, zablokowano dostęp do niektórych stron internetowych. Nagle okazało się, że Zachód może jednak stosunkowo łatwo rozwiązać problem dezinformacji i obcej propagandy.

Wyszło na jaw, że nie tak łatwo można prowadzić informacyjne działania hybrydowe poniżej progu wojny w sytuacji, gdy przeciwdziała się im w równie aktywny sposób, zwyczajnie blokując możliwość propagowania takich treści. Nagle okazało się, że pewne punkty widzenia nie są tolerowane w mainstreamowym dyskursie. Wobec pewnych osób, także w Polsce, włączono ostracyzm. Okazało się, że pewnym perspektywom wcale nie trzeba udzielać anteny na zasadach „balansu debaty publicznej”, a z pewnymi ludźmi na konferencjach eksperckich czy akademickich nikt poważny nie chce dyskutować. Bez wątpienia można uznać, że od początku rosyjskich działań zbrojnych w Ukrainie polskie media i analitycy stawali i stoją po właściwej stronie, a opisy i relacje były zwykle wysokiej jakości (lub dobrze, że w ogóle były). Odnotowywało to wiele osób przebywających poza Polską i porównujących, co się mówi i pisze o wojnie w mediach zachodnich.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.