Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Uwaga na znudzonego człowieka

14 marca 2025
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

W jednym z rozgrywanych w tym tygodniu meczów Ligi Mistrzów doszło do, jak to się mawia, niefortunnego zdarzenia. Niestety, dość typowego, nawet w meczach o dużą stawkę. W skrócie: nawałnica, ogromnie ważna akcja, strzał obroniony, zaraz potem kolejny – w słupek, i wreszcie gol. I okazuje się, że od pewnego czasu rycerze futbolu uwijali się w walce na niby, bo sędzia (boczny) już wiedział, że bramki się nie uzna – jeszcze przed tym pierwszym strzałem na bramkę był spalony.

Kilka lat temu rozumni szałem włodarze światowej piłki wprowadzili udoskonalenie przepisu o spalonym – i teraz sędzia boczny sygnalizuje pozycję spaloną nie wtedy, kiedy ona jest, lecz wtedy, kiedy już wiadomo, jak skończyła się akcja. Teoretycznie zatem, po obronie i słupku, mógł być kolejny słupek wybicie piłki z linii autowej czubkiem buta, jeszcze jedna obrona bramkarza nosem po dobitce przewrotką – i dopiero gdyby bramka padła, akcja zostałaby przerwana. I okazałoby się, że oglądaliśmy przedstawienie na niby.

Jeżeli dodamy jeszcze do tego wynaturzenie działania VAR, systemu, który wskazuje na spalonego bodaj jednocentymetrowego – przy czym nielegalna jest nawet dłoń wysunięta w biegu o nieszczęsny centymetr... (bo przecież gramy w piłkę nożną). I dodamy długie wydziwiania sędziów przed ekranem monitorka, aby zdecydować, czy będzie karny albo nie będzie... I przypomnimy, jak wiele akcji przerywa „faul taktyczny”, więc nici z przygody... Mówiąc krótko, zarząd gigantycznego, globalnego przedsiębiorstwa, jakim jest światowa piłka nożna, zarzyna emocje widzów, z których żyje. Kiedy zacznie się odpływ fanów – a w sektorze młodego widza zaczął się i tak, ze względu na dłużyzny – na reakcje będzie cokolwiek za późno.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.