Dziennik Gazeta Prawana logo

Polska pamięć w Berlinie zależy od niemieckiej dobrej woli. A jeśli polityka się zmieni?

Dom Polsko-Niemiecki w Berlinie to instytucja, w której Polacy wbrew nazwie nie mają władzy kształtowania narracji
Czy pojednanie jest jedynym dopuszczalnym komunikatem w polityce historycznej Berlina, a na pamięć o ofiarach już miejsca nie ma?Shutterstock
dzisiaj, 16:02

Incydent z Robertem Bąkiewiczem pod berlińskim kamieniem pamięci odsłonił problem większy niż sama prowokacja. Jeśli Dom Polsko-Niemiecki ma mówić o polskich ofiarach niemieckiej okupacji, Polska nie może być w nim tylko gościem zdanym na dobrą wolę gospodarzy.

Demonstracja grupki zwolenników Roberta Bąkiewicza w centrum Berlina postawiła dość gwałtownie przed publicznością problem pamięci i upamiętniania w stosunkach niemiecko-polskich. Bąkiewicz chciał zapewne zwrócić na siebie uwagę, osiągnąć korzyści wizerunkowe i polityczne, ale dzięki współpracy ze strony berlińskiej policji, która brutalnie uniemożliwiła jego ludziom przejście pod kamień pamięci i postawienie tam choćby na chwilę krzyża i kilku tabliczek, osiągnął więcej. Postawił mianowicie pytanie: do czego służy berliński kamień? Od odpowiedzi na to pytanie wiele zależy.

Pozostało 93% treści
Nie pozwól, by umknęło Ci to, co najważniejsze.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.

Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: edgp.gazetaprawna.pl/Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.