Przewaga demokracji nad autorytaryzmami nie bierze się z klepania zaklęć o konstytucji
W czwartek, dzień przed majówką, Sejm ma głosować wotum nieufności wobec minister środowiska Pauliny Hennig-Kloski i wobec minister zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy. Premier zapowiada, że kto nie poprze obu członkiń rządu, ten znajdzie się poza koalicją. Może to dotyczyć Polski 2050, części PSL i Nowej Lewicy. Rząd może więc niebawem stracić większość w Sejmie.
Wywołało to falę histerycznych reakcji przepowiadających przedterminowe, wiosenne wybory, po których (według sondaży) władzę przejmie PiS z Konfederacjami. Tego nie chce nikt w koalicji 15 października. Polska 2050 i Centrum – bo nie wejdą do kolejnego Sejmu. Lewica i PSL – bo nie jest pewne, czy przeskoczą próg. KO – bo dla jej liderów zmiana władzy oznacza uwięzienie i inne represje ze strony nowej władzy.
Można odnieść wrażenie, że krytycy obu pań minister stoją przed dramatycznym wyborem: oddać władzę partiom antydemokratycznym i antyeuropejskim czy bronić członkiń rządu, których działanie uznają za nie do obrony. Wielopartyjna demokracja, jaką szczęśliwie wciąż mamy, nie stawia nas jednak wobec takich tragicznych zero-jedynkowych wyborów. Choć politycy chcący zdobyć bezwzględną dominację czasem próbują szantażować innych, udając, że wobec takiego wyboru stajemy.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.