Lotos i eksperci
Grzegorz Zalewski, ekspert DM BOŚ, założyciel portalu futures.pl
Minęło prawie pół roku od kuriozalnej wyceny Lotosu przez analityka UniCredit CAIB. Od tamtego czasu Lotos zdążył spaść z około 13,60 zł do 7,20 zł (luty 2009) i wzrosnąć do blisko 20 zł, dzięki czemu okazał się jedną z silniejszych spółek wchodzących w skład indeksu WIG20. Dlaczego owa wycena była kuriozalna? Warto przypomnieć, czym są rekomendacje. Rekomendacja bądź wycena analityków to wyłącznie subiektywna ocena danego analityka o tym, ile warta jest spółka. Bardzo często ma się nijak do ceny rynkowej. Analitycy w całym swoim subiektywizmie popełniają kilka klasycznych błędów poznawczych, z których jednym z bardziej znanych jest efekt zakotwiczenia. Chodzi zaś w nim o to, że zapytani o jakąś wartość, podajemy najczęściej wartości zbliżone do jakiejś sugerowanej nam liczby. Ta liczba może być np. wyceną innych analityków.
Analityk Unicredit wycenił Lotos na 0 zł, pisząc w uzasadnieniu: Nie jesteśmy w stanie podać wiarygodnej wyceny spółki oraz: Istnieje ponad 50-proc. prawdopodobieństwo, że Lotos może nie przetrwać w obecnej strukturze, a w takiej sytuacji posiadacze akcji mogą stracić większość lub całość swoich pieniędzy. Przekładając na prosty język – „nie mamy zielonego pojęcia, ile Lotos powinien kosztować, w związku z tym uważamy, że albo zbankrutuje, albo nie”.
Zdecydowana rzesza odbiorców zapomina, że za rekomendacją stoi człowiek. Ze swoim subiektywizmem, wadami, umiejętnościami i zwykłymi ograniczeniami poznawczymi. Chcielibyśmy wierzyć, że jeśli ktoś występuje z ramienia jakiejś instytucji i ma kilka ważnych tytułów, to do swojej pracy się przykłada jak należy. Warto jednak podejść do każdego takiego zagadnienia w sposób maksymalnie wątpiący. I zadać sobie kilka pytań, co faktycznie analityk miał na myśli i dlaczego musi mieć rację.
Analityk jest uznawany za eksperta, więc przytoczmy co o ekspertach mówi Steven Levitt autor „Freakonomii”: „Typowy ekspert zazwyczaj jest bardzo pewny siebie. Ekspert nie tyle debatuje nad różnymi stronami zagadnienia, ile opowiada się stanowczo po jednej z nich. A to dlatego, że ekspert, w którego argumentacji dużo jest niuansów i powściągliwości, nie przyciąga uwagi opinii publicznej. Ekspert musi być śmiały, jeśli zamierza swoją przaśną teorię przetopić w powszechne przekonanie. Ma na to największe szanse, jeśli odwoła się do emocji, gdyż emocje są wrogiem racjonalnej argumentacji”. Warto więc szukać własnych argumentacji i podchodzić z dystansem do ekspertów. Ze mną włącznie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.