Piłka potrzebuje biznesu
Klucz do naprawy polskiej piłki ma biznes. Tylko sponsorzy mogą wywrzeć odpowiedni wpływ na PZPN i doprowadzić do niezbędnych zmian - mówiła w czasie obrad piłkarskiego okrągłego stołu szefowa sejmowej komisji sportu Elżbieta Jakubiak. To zdanie dobrze ujmuje sens sobotniej imprezy. Słuchając przedstawicieli firm łożących na futbol, można było zwątpić, że wiedzą, co czynią. Żadnej z nich piłka nie przyniosła oczekiwanych korzyści promocyjnych czy finansowych. Wręcz odwrotnie, właściciele klubów ligowych czy sponsorzy reprezentacji jednoznacznie tracą: na amatorszczyźnie lub skorumpowaniu zawodników, chamstwie kiboli, nietykalności działaczy. Biznes ma prawo żądać od państwa, by zapewniło mu ochronę i egzekwowało przepisy, które dziś są tylko na papierze. Grozi nam bowiem to, że najnowocześniejsze stadiony Europy, które niedługo w Polsce powstaną, pozostaną pustymi skorupami, odwiedzanymi - poza krótkim czasem Euro 2012 - przez garstki najwierniejszych miłośników.
Sobotnia dyskusja była burzliwa, chwilami na granicy typowego szlacheckiego sejmikowania. Reprezentacja PZPN zachowywała się jak oblężona twierdza, broniąca za wszelką cenę status quo i odrzucająca wszelką krytykę. Tym większa zasługa organizatorów, że po siedmiu godzinach doprowadzili do uzgodnienia pewnych zmian. Nie rewolucyjnych, ale stanowiących pierwszy zauważalny krok na drodze do reform. Ich wprowadzenie w życie da sygnał, także biznesowi, że jeszcze piłka nie zginęła i że jednak warto się w nią bawić.
@RY1@i02/2009/238/i02.2009.238.000.002b.001.jpg@RY2@
Michał Kobosko
Michał Kobosko
michal.kobosko@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu