Klimat nieufności przed Kopenhagą
Publikacja fragmentów 3000 e-maili wykradzionych z Ośrodka Badań Klimatycznych University of East Anglia jest w przededniu szczytu klimatycznego w Kopenhadze ciosem dla działaczy ekologicznych.
E-maile dotyczą grupy amerykańskich i brytyjskich naukowców związanych z Międzynarodową Komisją ds. Zmian Klimatu (IPPC). Komisja stworzyła wykres nazwany "kijem hokejowym", pokazujący wzrost temperatury w ubiegłym stuleciu. Jest to jeden z koronnych argumentów na rzecz diagnozy o globalnym ociepleniu, która będzie podstawą rozmów w Kopenhadze.
Ale nie wszyscy się z tą diagnozą zgadzają. W 2005 r. kanadyjski ekonomista Ross McKitrick skrytykował prace IPCC jako zawierające błędy w analizach statystycznych i ostrzegł, że w tego rodzaju zespołowych przedsięwzięciach mogą się włączyć czynniki pozamerytoryczne. Podkreśliwszy, że politycy przywiązują wielką wagę do wyników uzyskanych przez IPCC, McKitrick zaapelował o powołanie niezależnej komisji, tak aby "dane były publicznie dostępne", a "metody statystyczne dokładnie opisane".
E-maile zdają się potwierdzać obawy McKitricka. W jednym z nich, rzekomo napisanym przez Phila Jonesa z University of East Anglia, "Mike" (Michael Mann z University of Pennsylvania) i inny naukowiec ("Gene") | są proszeni o skasowanie e-maili dotyczących pewnego projektu badawczego IPCC z 2007 r. Autor e-maila zapewnia, że "Keith" i "Caspar" też usuną swoją korespondencję na ten temat. W co najmniej dwóch e-mailach podane są sposoby na zdyskredytowanie poważnego czasopisma naukowego, które opublikowało krytyczny artykuł, a w innych dwóch opisane są manewry pozwalające wymigać się od obowiązków wynikających z przepisów o dostępie do informacji publicznej. Korespondencja ta sama w sobie nie dyskwalifikuje wyników uzyskanych przez IPCC, ale pokazuje, że warunek przejrzystości badań nie został spełniony. "Phil" wyraża nadzieję, że pięciu wybitnych naukowców zechce zniszczyć swoją korespondencję, aby nie dopuścić do zewnętrznej weryfikacji swojej pracy. Pan Jones tłumaczył w tym tygodniu, że jego listy wynikały z frustracji, i w końcu żadne e-maile nie zostały skasowane.
Jeszcze zanim sprawa korespondencji elektronicznej ujrzała światło dziennie, amerykańska opinia publiczna zaczęła bardziej sceptycznie patrzeć na kwestię zmian klimatycznych. Z sondażu opublikowanym w ubiegłym tygodniu przez Washington Post wynika, że tylko 72 proc. Amerykanów wierzy, iż globalne ocieplenie "prawdopodobnie jest faktem", a odsetek mieszkańców USA, którzy uważają, że globalnego ocieplenia nie ma, podwoił się i wynosi obecnie 26 proc.
Tendencję tę potwierdzają bardziej szczegółowe badania przeprowadzone przez Pew Research Center dla projektu People and the Press. Odsetek Amerykanów, którzy widzą w globalnym ociepleniu "bardzo poważny problem", spadł od ubiegłego roku z 44 do 35 proc. Trend ten zaznacza się we wszystkich regionach kraju i najsilniejszy jest wśród wyborców niezależnych, wśród których grupa ''poważnie zaniepokojonych'' globalnym ociepleniem zmalała z 79 do 53 proc. Jeszcze mniej, bo tylko 49 proc., zwolenników Partii Demokratycznej podziela te obawy. A chociaż trochę więcej niż połowa Amerykanów opowiada się za promowanym przez prezydenta Baracka Obamę systemem handlu zezwoleniami na emisję dwutlenku węgla, wśród osób uważnie śledzących te zagadnienia dwie trzecie są przeciwne temu rozwiązaniu. Projekt ustawy, która wzmacniałaby kompetencje negocjacyjne Obamy w Kopenhadze, utknął w Senacie.
Doradca Demokratów Mark Mellman tak komentuje rosnącą niewiarę Amerykanów w globalne ocieplenie: - Jest to smutna sytuacja, kiedy rozstrzygnięcia naukowców stają się przedmiotem walki partyjnej''. Warto jednak podkreślić, że w Kopenhadze odbędzie się szczyt polityczny, a nie konferencja naukowa. Politycy nie jadą do stolicy Danii na debatę o tym, czy klimat się zmienia i w jaki sposób, tylko zamierzają wypracować jakieś rozwiązania. Być może wyniki sondaży odzwierciedlają zatem ludową mądrość, która mówi, że skoro nie ma rozwiązania, to nie ma problemu. Nawet jeśli rozwiązania nie są nierealne z naukowego punktu widzenia, mogą się okazać nierealne z politycznego punktu widzenia.
Podatnicy z krajów rozwiniętych mają powody do obaw, że w Kopenhadze dostaną mocno po kieszeni. Jeśli kraje bogate otrzymają ambitne cele redukcji emisji, a biedne kraje otrzymają pomoc technologiczną i finansową w "ekologizacji procesu uprzemysłowienia", będzie to nie tyle walka ze zmianami klimatycznymi, ile redystrybucja potencjału wytwórczego. Wiele programów, które wydają się rozsądne na spotkaniach naukowych i politycznych, może wybuchnąć w zetknięciu z tlenem demokracji.
O pomocy finansowej dla krajów biednych łatwo się mówi, ale trudniej to zrealizować. Jeśli damy pieniądze bezpośrednio do ręki rolnikom albo "społecznościom lasów deszczowych", zostaną wydane w sposób nieefektywny. Żeby wykupić ziemię czy stworzyć alternatywną branżę przemysłu, potrzeba koncentracji kapitału. Innymi słowy, pieniądze trzeba dać albo rządom (a to gwarantuje korupcję), albo wielkim koncernom (a to rodzi możliwość, że środki te zostaną przetransferowane z kieszeni zachodnich pracowników do kieszeni zachodnich potentatów "przemysłu ekologicznego", którzy już teraz otrzymują od rządu USA olbrzymie dotacje i generalnie stawiają własne interesy wyżej od interesów świata rozwijającego się).
Opinia publiczna demokratycznego kraju to nie wydział uniwersytecki. Na przykład większość spośród osób, które opowiadają się za tym, żeby w szkołach średnich uczyć kreacjonizmu, a nie ewolucjonizmu, nie umiałaby wyjaśnić teorii Darwina, podobnie zresztą jak większość tych, którzy uważają kreacjonizm za kompromitujący zabobon. Kiedy opinia publiczna dyskutuje o sprawach naukowych, dzielą ją nie poglądy naukowe, lecz poglądy polityczne. Wykradzione e-maile niekoniecznie pozwolą rozstrzygnąć jakiekolwiek kwestie naukowe, ale mogą pomóc w rozstrzygnięciu niektórych kwestii politycznych.
tłum.
The Financial Times Limited 2009. All Rights Reserved
@RY1@i02/2009/234/i02.2009.234.000.014a.001.jpg@RY2@
Christopher Caldwell
Materiały prasowe
publicysta The Weekly Standard
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu