Rozegrać Lizbonę
W Święto Niepodległości obserwowałem na stołecznym placu Piłsudskiego niewielką grupkę starszych osób, a obok nich transparent z hasłem "Traktat lizboński - grób dla Polski". Kiedy przemawiał Lech Kaczyński, buczeli i skandowali: "Zdrajca", "Targowica". Inni traktowali ich jako pewną ciekawostkę, atrakcję. Bo też mimo różnych obaw, jakie Lizbona budzi, stała się już faktem. Teraz trzeba tylko rozważnie wykorzystać nowe możliwości. Rząd Tuska zagrał pokerowo, żądając, by kandydaci na prezydenta i szefa MSZ Europy wystąpili w konkursie piękności, ujawnili tożsamość i programy. Teoretycznie świetny pomysł, ale skutki byłyby równie opłakane jak przy otwartych konkursach na zarządy naszych spółek Skarbu Państwa. Wielu menedżerów w nich nie startuje, oddając pole słabszym konkurentom tylko dlatego, by się nie ujawniać i nie pogrążyć w obecnym miejscu pracy. Podobnie postąpiliby byli i obecni szefowie państw i rządów, choć noszą w plecakach europejskie buławy, nigdy nie zaryzykują, nie mając pewności wygranej. W ciągu sześciu dni do szczytu szwedzka prezydencja ma nie lada orzech do zgryzienia: jak połączyć rozbieżne europejskie interesy, mając ledwie dwie posady do zaoferowania. Warto, by polski rząd nadal brał aktywny udział w tej grze. Szans na miejsce dla Polaka tym razem nie ma, ale nasz region może zyskać wpływowego europejskiego reprezentanta.
@RY1@i02/2009/222/i02.2009.222.000.002c.101.jpg@RY2@
Michał Kobosko
Michał Kobosko
michal.kobosko@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu