Mur jak "polskie obozy"
Z faktami trudno dyskutować. A fakty są takie, że mur berliński owszem spektakularnie runął, ale nie doszłoby do tego, gdyby nie "Solidarność", strajki w Stoczni Gdańskiej, Lech Wałęsa, Okrągły Stół i wybory 4 czerwca. Tymczasem dla przeciętnego mieszkańca Europy Zachodniej czy USA symbolem upadku komunizmu jest właśnie data 9 listopada 1989 r.
Dzisiejszy dzień jeszcze utwierdzi ich w tym przekonaniu, bo kanclerz Merkel - gdy upadał mur była akurat w... saunie - zorganizowała wyjątkowo huczne obchody, na które poza Barackiem Obamą stawili się wszyscy wielcy tego świata. Gdy my w czerwcu mieliśmy swoją rocznicę, kłóciliśmy się, czy świętować ją w Gdańsku, czy Krakowie, z Lechem Wałęsą czy bez i co zrobić ze strajkującymi stoczniowcami, a z pierwszoligowych polityków przyjechała tylko Merkel.
W tym roku i tak przynajmniej zrobiliśmy cokolwiek, aby przypomnieć światu o naszej roli - w największych światowych stacjach pojawił się bardzo dobry spot "Zaczęło się w Polsce". Ale to wciąż za mało - propagandy i polityki historycznej możemy się uczyć od naszych zachodnich sąsiadów. Jeśli tego nie zrobimy, za kilka, kilkanaście lat będzie tak samo jak z "polskimi obozami", które co i rusz pojawiają się w zachodnich mediach. A nam pozostaje tylko bicie głową w mur. Z tym, że mur kłamstw jest znacznie trudniejszy do obalenia od tego berlińskiego.
@RY1@i02/2009/219/i02.2009.219.000.002b.001.jpg@RY2@
Bartłomiej Niedziński
Bartłomiej Niedziński
bartlomiej.niedzinski@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu