Uniwersytet to nie jest zawodówka
Ważnym elementem dyskusji na temat reformy szkolnictwa wyższego w Polsce powinno być powiązanie zmian w nim zachodzących z procesem modernizacji kraju.
Kwestia ta sprowadza się do zasadniczego pytania o rolę państwa w gwarantowaniu usług publicznych. Wiąże się z ewentualną odpłatnością za studia oraz z rolą wolnego rynku w edukacji. Generalnie chodzi więc o przyszły kształt relacji między sektorem publicznym a prywatnym.
Uniwersytety stoją dziś przed trudnymi do pogodzenia wyzwaniami: muszą prowadzić więcej badań naukowych na najwyższym poziomie, kształcić liczniejszą rzeszę studentów i prowadzić kształcenie w zindywidualizowany sposób, starając się jednocześnie pielęgnować relację mistrz - uczeń. A przy wszystkich rozbieżnych uwarunkowaniach, powinny być też "zwierciadłem kultury", bo rolą uniwersytetów nie jest wyłącznie wytwarzanie bezpośrednich korzyści ekonomicznych. Ich misja społeczna jest dalekosiężna i trudno ją przekuć w natychmiastowy zysk. Uniwersytety tworzą w sposób oczywisty wiedzę użyteczną, ale jej użyteczność nie zawsze da się sprowadzić do prostej, natychmiastowej, bezpośredniej zastosowalności technicznej czy technologicznej. Ta użyteczność przekazywanej wiedzy uniwersyteckiej nie sprowadza się także wyłącznie do samej treści wiedzy, ale też i do sposobu, w jaki się przekaz dokonuje. Powinien on bowiem wykształcić u studenta zmysł krytyczny wobec wszystkiego, co jest mu przekazywane, bo przecież, jak pisał prof. Sławek: "niezgoda na stan świata jest jego Uniwersytetu, żywiołem". To wszystko powoduje, że uniwersytety, wypełniające swoje naukowe, edukacyjne, kulturowe i społeczne zadania, mają trudniejsze warunki konkurowania w świecie, w którym nacisk kładzie się głównie na szybką zastosowalność, transfer wiedzy do gospodarki. Liczą się bowiem teraźniejszość, przełożenie praktyczne na aktualne zapotrzebowanie na rynku pracy. Zapatrzenie się na te elementy może skutkować sprowadzaniem roli uniwersytetu do funkcji wyższej szkoły zawodowej.
Pojawia się jeszcze inna ważna kwestia: czy przez fakt, że instytucje naukowo-badawcze lub ukierunkowane na kształcenie, w tym zawodowe, zostaną nazwane uniwersytetem, automatycznie staną się nim w rzeczywistości? Nie ma potrzeby uniformizowania wszystkiego, przecież bogactwo rodzi się z różnorodności. Sprawą do nowego potraktowania staje się natomiast, w sposób oczywisty w tym kontekście, masowość studiowania i wymagająca zdecydowanej poprawy więź między uniwersytetami a szkołami, a także szeroko rozumianym otoczeniem i coraz mocniej ograniczona możliwość bardziej zindywidualizowanej pracy ze studentem w relacji mistrz - uczeń. Stąd też i naturalny rozwój wielu form studiów bardziej zindywidualizowanych, jak np. Akademia Artes Liberales, Międzywydziałowe Indywidualne Studia Humanistyczne czy Międzywydziałowe Indywidualne Studia Matematyczno-Przyrodnicze.
Nowa sytuacja globalna, w jakiej znalazło się szkolnictwo wyższe, powinna jak najszybciej doprowadzić do wypracowania równowagi między wymaganiami gospodarki opartej na wiedzy (w tym m.in. przyciąganie prywatnych środków finansowych, urynkawianie kierunków studiów), a misją intelektualną i kulturalną uniwersytetu, zapewniając jednocześnie ciągłość prowadzenia i rozwijania wszystkich typów badań naukowych i kształcenia.
Wiesław Banyś*
rektor Uniwersytetu Śląskiego
*Wiesław Banyś jest rektorem Uniwersytetu Śląskiego i przewodniczącym Konferencji Rektorów Uniwersytetów Polskich
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu