Rząd miał szczęście
Słabnący złoty już raz - i to całkiem niedawno - przyprawił o drżenie serc członków polskiego rządu. Mało tego, zmusił wtedy lewicowych polityków do opracowania całkiem liberalnego planu ograniczenia wydatków socjalnych i wprowadzenia dyscypliny finansowej. A wszystko wzięło się stąd, że dług publiczny zmierzał dziarsko w stronę granicznego pułapu 55 proc. PKB, bo słaby złoty ciągnął w górę jego zagraniczną część. Z tego punktu widzenia przedterminowa spłata zadłużenia w Klubie Paryskim to najlepsza rzecz, jaka mogła się nam przytrafić. Co by było, gdyby teraz dług ten wynosił 2,9 mld euro - jak w grudniu 2007 roku, a nie 790 mln euro - jak w listopadzie 2008 roku? Być może kilka decyzji sprzed czterech lat - które zapoczątkowały ten proces - spowodowało, że dzisiejsi sternicy z MF mogą w miarę spokojnie śledzić burzliwe notowania walutowe. Wizja radykalnego zaciskania pasa budżetowego na razie jest mglista. Ktoś chyba powinien tu komuś podziękować.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.