Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Trzeba inwestować w młodzież, żeby jej nie stracić

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

W okresie przedświątecznym mój kalendarz zapełniają liczne spotkania opłatkowe. Bardzo cenię sobie ten czas, bo poza kultywowaniem pięknej tradycji jest to też okazja do rozmowy z przedsiębiorcami o najważniejszych dla naszego środowiska sprawach.

Mimo że oczekiwanie na Boże Narodzenie to czas radosny, naszym przedsiębiorcom wcale nie jest do śmiechu. Chodzi tu o inicjatywę naszych zachodnich sąsiadów skierowaną do absolwentów polskich gimnazjów. Przypomnę, że Niemcy oferują młodym Polakom możliwość bezpłatnej nauki rzemiosła, kusząc przy tym atrakcyjnym wynagrodzeniem (od 750 euro miesięcznie w pierwszym roku nauki do 1,5 tys. w trzecim) i gwarancją zatrudnienia.

Moi koledzy - zwłaszcza z zachodnich województw - podkreślali w rozmowach, że jeśli nasza młodzież wyjedzie za Odrę uczyć się zawodu, to nasza gospodarka może mieć już niedługo bardzo poważne problemy.

Nie jestem zaskoczony tą niemiecką inicjatywą. Od wielu lat tamtejszy rynek pracy cierpi na niedobór fachowców. To z kolei wynika z malejącej liczby uczniów w rzemiośle. Początkowo tę lukę zapełniali "późni przesiedleńcy" z Rosji i innych krajów byłego Związku Radzieckiego. Na dłuższą metę nie było to jednak skuteczne rozwiązanie i Niemcy od jakiegoś czasu zaczęli poważnie myśleć nad stworzeniem ciekawej oferty dla zagranicznej młodzieży.

Już cztery lata temu oferowano nam, abyśmy naszych uczniów wysyłali do niemieckich ośrodków szkolenia zawodowego. Tyle, że wtedy to my mieliśmy za to płacić. Dziś, gdy niemieckie rzemiosło i gospodarka stoją pod ścianą, ich propozycja jest już dużo atrakcyjniejsza.

Niemcy bardzo cenią naszych fachowców i liczą, że rzemieślniczy "gastarbeiterzy" znad Wisły pomogą zlikwidować niedobór kadr na ich rynku. Problem w tym, że nasza sytuacja wcale nie jest wiele lepsza. Według raportu firmy Manpower, 51 proc. pracodawców w Polsce deklaruje, że ma trudności ze znalezieniem kandydatów o odpowiednich kwalifikacjach. Najbardziej poszukiwani są wykwalifikowani pracownicy fizyczni, w tym rzemieślnicy: elektrycy, cieśle, stolarze, murarze czy hydraulicy.

Niepokoi to, że Polska nie ma dla przyszłych fachowców interesującej zawodowo i finansowo kontrpropozycji. Niestety w tej kwestii mamy związane ręce. Fundusz Pracy, który jest przecież finansowany ze składek przedsiębiorców i ma wspierać aktywne formy walki z bezrobociem (w tym refundację wynagrodzeń młodocianych pracowników), wciąż nie spełnia swojej roli. Zamiast wykorzystać środki funduszu na wynagrodzenia dla uczniów rzemiosła, rząd postanowił, że w przyszłym roku na jego koncie zostanie zamrożone 4,5 mld zł. To bardzo krótkowzroczna polityka, nie mówiąc o tym, że niezgodna z prawem i ustawowym celem Funduszu Pracy.

Bierność naszych polityków i ignorowanie potrzeb kształcenia zawodowego prowadzi do opłakanych skutków. Zamiast uczyć się na doświadczeniach zachodnich sąsiadów, nasi politycy uparcie powielają ich błędy. Zapłaci za to nasza gospodarka, gdy po zaplanowanym na maj otwarciu niemieckiego rynku pracy nasi młodzi fachowcy wybiorą atrakcyjniejsze możliwości za Odrą.

Nie chodzi bynajmniej o to, aby zniechęcać naszą młodzież od zdobywania doświadczenia na Zachodzie - osobiście uważam, że każdy fachowiec powinien spróbować pracy za granicą. Musimy jednak tworzyć dla młodych Polaków - zarówno na etapie nauki, jak i kariery zawodowej - na tyle atrakcyjne warunki, by swoją przyszłość wiązali z naszym krajem. Bo polska młodzież - ambitna, pracowita i mobilna - to atut, na którego stratę nie możemy sobie pozwolić.

@RY1@i02/2010/249/i02.2010.249.130.002a.001.jpg@RY2@

Jerzy Bartnik, prezes Związku Rzemiosła Polskiego

Jerzy Bartnik

prezes Związku Rzemiosła Polskiego

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.