Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Najtrudniej pozbyć się absurdów

26 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

W idealnym świecie wyglądałoby to tak: rząd ogłasza konkurs na największe absurdy, wyznacza nagrody, by zachęcić do uczestnictwa, i likwiduje niedorzeczności. Na usunięcie 100 największych ma pół roku. Konkurs odbywa się co miesiąc, by nadążać za pomysłami urzędników i parlamentarzystów. Niestety, to pobożne życzenia, choć takie konkursy są popularne na całym świecie. Gorzej z likwidowaniem idiotyzmów.

We wtorek Czesi przyznali swoje nagrody. Największym nonsensem okazała się konieczność zapewnienia miejscowemu odpowiednikowi ZUS wypisów danych z rejestru handlowego - dokumentów, które są dostępne bez ograniczeń w internecie. Skąd my to znamy? W czołówce był też nakaz uiszczania opłat za korzystanie z dróg przez pojazdy służb zajmujących się utrzymaniem sieci drogowej. Rok wcześniej wygrał przepis nakazujący fizjoterapeutom posiadanie dwóch wag podłogowych, wielkiego lustra i lodówki.

Jednak nasze absurdy są jeszcze ciekawsze. Kierowcy z prawem jazdy kategorii D, a więc mogący prowadzić autobusy, nie mają prawa kierować autem osobowym. To zwycięzca konkursu rozpisanego przez komisję Przyjazne Państwo. Od siebie dodałbym do megaabsurdów zakaz fotografowania dworców kolejowych i budowanie w Warszawie wielkiego stadionu, który po mistrzostwach Europy będzie zapewne stał pusty.

Bez trudu możemy sięgnąć do egzotyki. W finale zgłoszeń w konkursie na największy absurd gospodarczy ubiegłego roku, którą zorganizował magazyn "Fortune", znalazł się pomysł japońskich linii lotniczych Nippon Airways na zmniejszenie zużycia paliwa i ograniczenie kosztów. Pracownicy prosili pasażerów, by skorzystali z toalety przed wejściem na pokład.

Najwięcej rozrywki dostarcza jednak tropienie absurdów tworzonych przez parlament Unii Europejskiej. Obok legendarnych już prostych bananów można znaleźć propozycje wprowadzenia obowiązku stosowania lusterek wstecznych w ciągnikach rolniczych, zalecenie używania języka neutralnego płciowo, pomysł oddzielnych egzaminów na prawo jazdy na samochód z manualną skrzynią biegów i automatyczną czy przepis nakazujący liczenie sęków w desce.

Niektóre absurdy mają głębszy sens. Uznanie ślimaka za rybę śródlądową spowodowało, że Francuzi, którzy hodują ich najwięcej, mogą otrzymać podobne dotacje jak w przypadku ryb. Portugalczycy uznali marchewkę za owoc, bo Unia dotuje dżemy, a te robi się z owoców.

Przeważnie jednak urzędnicy i politycy tworzą przepisy, by się wykazać. W końcu po coś zostali wybrani. Rozumieją to niestety opacznie. Dochodzą do tego walka grup nacisku, zgniłe kompromisy polityków, obłędne dążenie do kontroli i standaryzowania wszystkiego. Likwiduje się jeden absurd, a na jego miejsce powstają trzy kolejne. W efekcie powoli zmierzamy w stronę ministerstwa głupich kroków.

@RY1@i02/2010/216/i02.2010.216.186.002b.001.jpg@RY2@

Paweł Rożyński

Paweł Rożyński

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.